ANDY WARHOL – NICOŚĆ UOSOBIONA

Andy Warhol – biznesmen sztuki czy artysta biznesu?

*

1.

O Andym Warholu przypomniała mi ostatnio* nie tylko „Rzeczpospolita” (jego postać pojawiała się w takich filmach, jak np. „The Doors”, „Basqiuat”, „I Shot Andy Warhol”…), choć związany z 10-tą rocznicą śmierci gwiazdy pop-artu artykuł Moniki Małkowskiej pt. „Warhol od A do B” mógł bulwersować pewnymi stwierdzeniami, wśród których znalazło się m. in. i takie: „[Warhol] to najpopularniejszy na świecie artysta, z którego sławą można porównać tylko sławę Picassa”.**

Dlaczego zajął mnie ten temat?
Otóż dlatego, że interesuje mnie to co się dzieje we współczesnej sztuce, a ponadto w przeszłości twórczości Warhola dość blisko się przyjrzałem, do czego doszło zresztą w sposób przypadkowy, gdyż do pasjonowania się sztuką pop-artu zawsze było mi daleko.
Wkrótce po śmierci artysty w 1987 roku, redakcja krakowskiego magazynu kulturalno-filmowego „Powiększenie”, poprosiła mnie o napisanie szkicu o twórczości plastycznej i filmowej Warhola, co też uczyniłem.***
Przypadek drugi: parę lat temu, podczas mojego pobytu w Phoenix w Arizonie, trafiłem na wielką retrospektywną wystawę produkcji Warhola, zorganizowaną przez uniwersytecki Instytut Sztuki – i uzupełnioną wykładami. Oprócz tego, z pracami Warhola spotykałem się w niemal wszystkich większych muzeach nie tylko amerykańskich, ale i europejskich. Miałem więc możliwość pewnych konfrontacji.
Ponadto, Warhol jak nikt inny nadaje się do naszego tematu**** „końca heroizmu”, czyli współczesnej skłonności człowieka do wybierania sobie bohaterów kontrowersyjnych – urobionych z materiału dość wątpliwej jakości.

Przypomnijmy sobie pokrótce fenomen „papieża pop-artu”.
Kim był Warhol? Co sobą reprezentował? Co jest kluczem do jego twórczości – i czy taki klucz w ogóle istnienie?

2.

W zasadzie wszyscy są zgodni co do tego, że przedmioty pop-artu (za sprawą takich artystów, jak m.in. – obok Warhola – Oldenburg, Lichtenstein, Paolozzi, Segal…) wyrosły wprost z kultury konsumpcyjnej społeczeństwa amerykańskiego. Wyrosły z pustki i powierzchowności tej kultury, urastając jednocześnie do rangi dzieł sztuki. Było to możliwe dzięki potraktowaniu ich całkiem serio z estetycznego punktu widzenia. Jednak istnieje podejrzenie (wątpliwość) czy jest to faktycznie sztuka, czy też patrzeć na to mamy jedynie jak na swoiste signum temporis – jak na przedmioty, które po prostu są tym, czym są, bez odwoływania się do ich wartości artystycznej (czy też jej braku).

Z początku świat sztuki „tradycyjnej” był przerażony tymi puszkami zupy, etykietkami, komiksami, opakowaniami, butelkami Coca-Coli, banknotami… czyli tym wszystkim, od czego sam uciekał. Pop-art był tej sztuki przeciwieństwem, zaprzeczeniem, antytezą. Dla wielu był to szok i zniesmaczenie, mimo że pamiętano przecież o sedesach i suszarkach Duchampa, czy innych szalonych pomysłach – choćby dadaistów – sprzed kilkudziesięciu już lat. Nie wszyscy byli tym jednak zbulwersowani. Wprost przeciwnie! Zaczęło się od zaprezentowania przez Warhola zwykłej odbitki zdęciowej jako dzieła sztuki. Ale zdaniem niektórych nie było to jeszcze takie złe. Najgorsze zaczęło się wtedy, kiedy została ona potraktowana zupełnie serio przez tzw. „poważnych” krytyków sztuki. Skutkiem tego w połowie lat 60-tych wśród dzieł sztuki znalazły się najbanalniejsze pod słońcem przedmioty.

Warhol w sposób oczywisty pozbawił swoją sztukę wszelkiej refleksyjności – jego rzeczywistość stała się rzeczywistością poznawaną przez filtry środków masowego przekazu. „Twórczość” ta z zasady „ślizgała się” po powierzchni zjawisk i rzeczy, była odintelektualizowana na podobieństwo obrazkowej wizji współczesnego świata – redukowała rzeczywistość do beznamiętnego obrazka. Same jej tematy, dzięki swojej przypadkowości, niewiele wyjaśniają, bo tematem mogło być dosłownie wszystko: zwielokrotnione portrety Marylin Monroe, Elvisa Presley’a, Jacqueline Kennedy, czy nawet samego Mao Zedonga; poddane plastycznej, ale mechanicznej, przeróbce zdjęcia katastrof, samobójstw, morderstw; wreszcie zwykłe puszki zupy czy opakowania różnych artykułów przemysłowych.

Jednak, już w pierwszej połowie lat 60-tych Warhol ogłosił się „emerytowanym artystą” i oświadczył, że odtąd… poświęca się całkowicie kinu.

3.

Było to jednak kino szczególne, także czysto mechaniczne („chciałbym być maszyną” – mówił Warhol)), a głównymi występującymi w nim „gwiazdami”, byli przedstawiciele słynnej „Factory”, pracowni artysty na Manhattanie, o której ktoś „wtajemniczony” powiedział, że przypomina „jedną wielką melinę dla narkomanów, alkoholików, pederastów i lesbijek”. (Jedna z bywalczyń „Factory” zwierzyła się kiedyś: „Zaczęło tam wiać grozą. W ‚Factory’ zaczęli zjawiać się całkiem zwariowani ludzie, którzy pili na umór, ćpali… Wszystko to odstraszało mnie i uprzytomniłam sobie, że robi się to wszystko coraz bardziej narkotyczne, chorobliwe i męczące”.)
Dla niektórych pracownia Warhola stała się niczym innym, jak „fuck-tory”.

Tak więc, cóż to było za „kino”, które zaczął tworzyć Warhol?
Oto np. „reżyser” ustawiał kamerę i filmował, jak komuś obcinają włosy (film pt. „Haircut”, 33 min.); jak ktoś je grzyby („Eat”, 55 minut); dalej: mogliśmy podziwiać przez 5 minut ramię tancerki („Shoulder”), czy trwające ponad godzinę zbliżenie kobiecej twarzy („Face”). Jednak najsłynniejszym dziełem Warhola stał „Empire” ukazujący manhattański wieżowiec Empire State Building filmowany nieruchomą kamerą z okna stojącego na przeciwko budynku i trwający… 8 godzin.
Daruję sobie opis dalszej twórczości filmowej Warhola. Dość wspomnieć, że stawała się ona coraz bardziej bezsensowna, wulgarna, a nawet otwarcie pornograficzna („Blow-Job”). Sam twórca mówił o jednym ze swoich (u)tworów w sposób rozbrajający: „Jest to film alogiczny, bez motywacji bohatera, no i zupełnie absurdalny. Jednym słowem, bardzo przypomina życie”. Jeden ze „scenarzystów” Warhola wspomina także, że jego praca polegała głównie na „dbaniu o to, żeby wszystko było bez znaczenia”.

Sarkastycznie zareagowano na to w „Cahier du Cinema”: „Z braku i niedbałości robi się prawdziwą sztukę” – pisano. „Time” skwitował całość słowami: „brudne, sprośne, plugawe, głupie”. Sugerowano, by takie filmy pozostały jednak na zawsze tam, gdzie ich miejsce: w podziemiu, blisko rynsztoka.
Jednak stało się inaczej.
Podobnie jak plastyczną twórczość Warhola, wpisano je w historię prawdziwej sztuki, powstały setki monografii, wydawnictw albumowych; tworzono kolekcje, brano masowo dzieła Warhola do muzeów, analizowano w uczonych rozprawach… i to zwykle bez cienia krytycyzmu.

4.

Mając wzgląd na to wszystko z uwagą przeczytałem wspomniany już artykuł w „Rzeczypospolitej”, w której pisze się o Warholu, jako o najpopularniejszym – obok Picassa – artyście na świecie.
Autorka pisze wprawdzie, że „wszystko co masowe, kiczowate i pospolite stało się znakiem firmowym Warhola”, że „zniósł on podział między twórczością wzniosłą i banalną”; lecz zaraz potem zaznacza jaki to „odkrywczy” był Warhol (film!) i że „nie zawiódł” on także w innych dziedzinach; wreszcie, że „dotarł on na szczyt sławy, potwierdzonej sukcesem finansowym i przynależnością do elity.

Właśnie: sukces finansowy. Warhol stał się milionerem.
Nie bez kozery funkcjonuje od dawna mądrość niemal już ludowa, głosząca że kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Tym sposobem wkraczamy na obszar grząski i rozległy, jaki stanowią manipulacje i rozgrywki toczące się w świecie dealerów i handlarzy sztuką. Wiadomo, że zazwyczaj głównym motywem ich działania jest zysk – i to niekoniecznie powiązany z rzeczywistą wartością sztuki, którą handlują. Chodzi o sztuczne wykreowanie mody (szumnie zwanej wtedy „prądem” lub „kierunkiem”), o wylansowanie nazwiska. Bez znaczenia właściwie jest to, co się za tym kryje: bzdet, wygłup czy beztalencie. Robi się jak najbardziej cynicznie sztuczną zadymę, zazwyczaj jest to prowokacja (najczęściej dla zdrowego rozsądku), najlepiej jeśli obrazi się przy tym jak  największą liczbę ludzi, postawi na głowie powszechnie uznawane w społeczeństwie wartości… etc. Umieszcza się to w galerii, doczepia metkę z astronomiczną ceną, ogłaszając, że jest to głębokie, prekursorskie, odważne i piękne… jednym słowem – genialne.

I, rzeczywiście, prekursorem tego „nurtu” był Andy Warhol. Uczynił on z tego wszystkiego „prawdziwą” sztukę – światek artystyczny, snobistyczny (i nie tylko) przełknął to gładko… Nieważne – z bezmyślności, głupoty, nieświadomości, czy też z wyrachowania.

5.

Z największą powagą pani Małkowska pisze: „… odszedł artysta, który zrównał sztukę z biznesem. Komu poza nim to się udało?”; a „Rzeczpospolita” pod zdjęciem Warhola zdobywa się na podpis: „Z upływem czasu magia najsłynniejszego artysty-biznesmena działa coraz mocniej”. (sic!)

Cóż, sztukę z biznesem równa się dziś nagminnie i namiętnie, a czynią to – częstokroć z wielkim powodzeniem – tysiące marszandów. I nie ma w tym w zasadzie nic złego; problem zaczyna się, kiedy żąda się ogromnych cen za buble i wyroby o bardzo wątpliwej jakości – wmawiając przy tym wszystkim, że ma to wielką artystyczną wartość, że to nic innego jak arcydzieło.

Czy ci, którzy zachwyceni są Warholem, rzeczywiście świadomi są tego, co tak naprawdę reprezentował sobą ten artysta – czy też może bezkrytycznie ulegli obiegowej sugestii, że Andy Warhol Wielkim Artystą był? Czy kryła się za nim jakaś godna uwagi, oryginalna i budząca podziw wartość – czy też może kryła się za nim jałowość i pustka?
On sam, zwany „nicością uosobioną”, tak o sobie – i o tym co robi – powiedział: „Jeżeli chcecie wiedzieć wszystko o Andym Warholu, to wystarczy spojrzeć tylko na powierzchnię moich obrazów, moich filmów i moją własną – oto gdzie jestem. Pod spodem nie ma absolutnie nic.”

Trudno o lepszą definicję płycizny.

Art goes bananas (banan… sorry – banał staje się sztuką)

*

* artykuł powyższy opublikowany został w „Dzienniku Chicagowskim” (11 kwietnia, 1997 r.) oraz w „Dzienniku Związkowym” (2-4 luty, 2001 r.)
** Monika Małkowska, „Warhol od A do B”,  („Rzeczpospolita” Nr 45, 22-23 luty, 1997 r.)
*** „Powiększenie” Nr 3, 1988 r. (Kraków)
****  Cykl pt. „Manowce współczesności – koniec heroizmu” ukazywał się w latach 1999 – 2003 na łamach wydawanego w Chicago „Dziennika Związkowego”

Reklamy

Komentarzy 49 to “ANDY WARHOL – NICOŚĆ UOSOBIONA”

  1. Onibe Says:

    od Opałki do Warhola
    od cyfr do zupy campbella
    w starciu tych gigantów wybieram… Opałkę
    może i mniej uznany, ale jestem bardziej skłonny doszukiwać się tego „czegoś” w jego dziełach, natomiast Warhol jest dla mnie warchołem ;-)
    ale może kiedyś dojrzeję do tego poziomu, by widzieć w jego twórczości sztukę
    obawiam sie jednak, że znaczenie Warhola wynika z błędnej alokacji zainteresowania przez wspomnianych przeze mnie superrecenzentów. Warhol to dobra ilustracja sytuacji, w której ludzie mający wpływ decydują się uznać że byle coś nie jest byle czym…

    • Logos Amicus Says:

      A to było inaczej:
      od Warhola do Opałki
      od zupy campbella do cyfr

      Muszę przyznać, że zarówno Warhol jak i Opałka nie wydają mi się być gigantami.
      (mimo to nie nazywałbym Warhola „warchołem” ;) )

      „…znaczenie Warhola wynika z błędnej alokacji zainteresowania przez wspomnianych przeze mnie superrecenzentów. Warhol to dobra ilustracja sytuacji, w której ludzie mający wpływ decydują się uznać że byle coś nie jest byle czym…”

      Dokładnie to samo można powiedzieć o twórczości Opałki: „Znaczenie Opałki wynika z błędnej alokacji zainteresowania przez wspomnianych przeze mnie superrecenzentów. Opałka to dobra ilustracja sytuacji, w której ludzie mający wpływ, decydują się uznać, że byle coś nie jest byle czym…”

    • REM Says:

      „….ludzie mający wpływ decydują się uznać że byle coś nie jest byle czym…”

      To jest właśnie największy problem współczesnej sztuki.

  2. liritio Says:

    Całość muszę przeczytać jeszcze raz i zastanowić się, czy cokolwiek mam do powiedzenia. Warhol był moją „traumą” z dzieciństwa i niechęć, może nie bardzo uzasadniona, pozostaje do dziś.
    Ale uśmiałam się jak norka przy bananie, może za mało snu albo co, ale podpis „banan staje się sztuką” bawi mnie od mniej więcej kwadransa, coraz bardziej :))

    • Logos Amicus Says:

      Bardzo byłbym ciekaw tego, co miałabyś do powiedzenia – zwłaszcza po zastanowieniu się ;)
      (Być może jednak Warhol był traumą uzasadnioną? ;))

      A że udało mi się Ciebie rozbawić, to cieszy mnie to niezmiernie (bo już nie raz czyniłem sobie wyrzuty, że to co piszę, nie jest zbyt radosne ;) )

      • liritio Says:

        Jak to nie jest radosne? Jest :) czasem… Hm, tak, mnie wystarczy spojrzeć na Twoje zdjęcia z podróży i od razu jest bardziej radośnie, nawet jeśli tematy ostatnich tekstów niekoniecznie mają na celu wzbudzanie dzikich rechotów. Tak jest dobrze, czas na powagę, czas na uśmiech i wszystko w jednym blogu :)

        Warhol był traumą małoletniej nudy i niezrozumienia, dzisiaj pamiętam tylko słynne kolorowe portrety i z tym go kojarzę… Szczegóły są nużące i nieważne :)
        Mam wrażenie, że artyści aż tak opierający się na własnym image (albo mający tak oryginalne podejście do świata, że łatwo pomylić je z kreowanym wizerunkiem, nawet jeśli tacy są naprawdę) nie mogą się cofać. Ciągle muszą wynajdywać kolejne sposoby posuwania się naprzód w twórczości i zapewne zapędzają samych siebie w kozi róg. Stają się własną karykaturą.
        Warhol był na pewno artystą, dlaczego nie? Artystą komentującym konsumpcyjny świat masowej produkcji i nieograniczonych możliwości kopiowania ikon tamtych czasów.
        Jak sam napisałeś w komentarzach, jego sztuka była niczym, ale on był pierwszym, któremu udało się owo „nic” sprzedać z tak znakomitym skutkiem. I kto to może wiedzieć, może jakiś dzieciak z amerykańskiej prowincji obejrzał sobie w latach 80tych plakat z poczwórną Myszką Miki i uznał, że życie ma sens :)

        • Logos Amicus Says:

          Niestety, częściej w sztuce współczesnej można się spotkać z przesłaniem, że świat (życie) jest pozbawione sensu, absurdalne, bezcelowe i puste. A taka sztuka, wg mnie, jest jałowa – a na dodatek deprecjonuje świat i samo życie.
          Mnie bardziej pociąga (i przekonuje) afirmacja życia.

          Dlatego, już pewnie wkrótce, zajmę się chyba na swoim blogu czymś radośniejszym i bardziej budującym, niż grząskie manowce, po których błądzi współczesna sztuka.

          PS. Wydaje mi się, że Warhol bardziej był powielaczem świata masowej konsumpcji, niż jego komentatorem.

  3. jula Says:

    Trudno mi się ustosunkować do jego twórczości .Dla mnie jest klasycznym reprezentantem lat 60-tych . Jak ktoś mnie zapyta , na tak szybko o lata 60-te/70-te , to ja od razu Hipisi, dzieci kwiat i właśnie Andy Warhol ! ..
    Takiego buntu wobec ustalonych norm i zasad. Dla jego twórczość to i On sam.
    Kiedyś systematycznie jeździłam do Opery w Warszawie, bo miałam w pracy panią z działu socjalnego , która była zakochana w operze i wszystkich zarażała tą miłością , za co jej zresztą jestem bardzo wdzięczna. I w latach 90 -tych nie wiem czy to nadal jest kontynuowane , w atelier zawsze były wystawy jakiś czołowych malarz polskich , czy innych twórców , czy związanych z teatrem , aktorom , reżyserom i etc.. Wtedy była z Chin , widocznie pewne dzieła Chińczycy nabyli. Czyli było parę oryginałów i parę tych słynnych jego sitodruku do produkcji obrazów. Również było studio zrobione w jego stylizacji łózko pokryte czymś srebrnym, parawan srebrny z takiej lejącej tkaniny (coś na wzór aranżacji przestrzennej, instalacji , które sam tworzył i w których przebywał, żył ) bo przecież zdaje się ,że sam charakterystycznie się nosił, chyba miał srebrna perukę.
    On był z pewnością świetnym rysownikiem . Z pewnością najwybitniejszym przedstawicielem Pop artu. Malował przedmioty codziennego użytku i wszystkich znaczących , czy wpływających na ówczesny świat. On był równocześnie uczestnikiem swojej twórczości dla mas. Takie ja mam odczucie. ;) :D )))

  4. jula Says:

    (Takiego buntu wobec ustalonych norm i zasad. Dla jego twórczość to i On sam.)
    Bardzo nieskładnie mi to wyszło ) :)
    Chciałam napisać, że ten świetny rysownik dla mas był buntownikiem wobec zastanych norm i reguł . On sam fizycznie uczestniczył w swoich dziełach . Poprzez swój własny wizerunek . Nawet swoje mieszkanie , swoja pracownię odpowiednio wystylizował :D .. On również tworzył i uczestniczył w czymś co można by śmiało nazwać performance.

    The Factory Andego Warhola, w której wszystko było albo wyklejone srebrną folią albo pomalowane srebrnym sprejem:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2011/08/andy-warhol-factory.jpg?w=780

    • Logos Amicus Says:

      Nie sadzę, że twórczość Warhola wyrastała z jego buntowniczego stosunku do świata i rzeczywistości.
      Wprost przeciwnie: on niejako w kulturę masową się „wtopił”, „zjednał” z nią, zaczął czerpać z niej pełnymi rękami – transformując ją w swoją twórczość – w końcu się z nią (a raczej z tym, co w niej puste) utożsamiając.

      Warhol rzeczywiście był oryginalnym i dość biegłym rysownikiem i grafikiem (w końcu robił projekty dla agencji reklamowych, magazynów mody…etc.) ale to nie jego zdolności rysunkowe przyniosły mu sławę, tylko (wykonywane mechanicznie) reprodukcje, „printy” i serigrafie (czyli po prostu odbitki).
      To też był w zasadzie tylko „koncept”, który udało mu się sprzedać.
      A świat to kupił.
      Ot, transakcja chyba bardziej niż sztuka, która niesie ze sobą głębsze wartości.

      • jula Says:

        Ja pisząc o buncie , bardziej miałam na myśli obyczajowość purytańskich amerykanów. Poza tym w swoim środowisku doskonale był znany ze swoich gejowskich preferencji, tyle ,że to była dopiero połowa ubiegłego wieku. Czasy się zmieniają , wtedy nie było tak łatwo ;)

        • Logos Amicus Says:

          I za to, że otwarcie przyznawał się do swojego „gejostwa”, ma u mnie Warhol wielki plus.

        • jula Says:

          A i podobno pod koniec życia stał się bardzo religijny ?
          „Zdaniem „L’Osservatore Romano” Andy Warhol był artystą religijnym. Artykuł na temat artysty watykański dziennik opatrzył zdjęciem Warhola ze spotkania z Janem Pawłem II podczas audiencji generalnej na Placu świętego Piotra 2 kwietnia 1980 roku. //…
          „Gazeta przytacza słowa Richardsona: „Wiedza o jego sekretnej pobożności prowadzi nieuchronnie do zmiany percepcji artysty, który zmylił świat każąc wierzyć w to, że jego jedynymi obsesjami były pieniądze, sława, splendor i że był tak flegmatyczny, że wydawał się nieczuły”. Jego zdaniem ten „niewrażliwy obserwator był w rzeczywistości aniołem”.// …
          „”L’Osservatore Romano” pisze też, że podczas spotkania Warhola z Janem Pawłem II w 1980 roku wytworzyła się między nimi „intensywna empatia”. ! ? ;)

  5. Miriam Says:

    Andrzej Bobkowski w swoich „Szkicach piórkiem” napisał: „Kultura i cywilizacja naszych czasów przypominają mi wariata, który pociął na kawałki stos starych gazet, na każdym z nich napisał „milion dolarów”, schował wszystko do portfela i powiedział z wielką pewnością siebie: jestem bogaty.”

  6. pink Says:

    Warhol rządzi!!

    polecam obejrzeć jego filmy o tym co się działo w Fabryce i tym podobne

    Jeden z tekstów na temat filmów, mówi aktor:

    „Miałem dać sobie w żyłe, to dałem. Zrobiłem wszystko jak zwykle, a oni mówią mi, że jest jeszcze sporo taśmy i żebym coś zrobił, więc wziąłem puszke z Coca-Colą ze stolika i wypłukałem igłe” :D

    • Logos Amicus Says:

      Mnie właściwie ćpanie Warhola i bywalców „Factory” nie obchodzi.
      Nie ustawiam się tu w pozycji moralisty.
      Chciałem jedynie dociec tego, co było istotą jego sztuki.
      I po przyjrzeniu się jej bliżej, zgadzam się w jej ocenie z samym Warholem: one jest w środku (pod powierzchownością) pusta i właściwie bez treści – tam nie ma nic.

  7. olQa Says:

    Warhol to ABSOLUTNY geniusz!!!! ; ] uwielbiam jego, jego prace i wszystko co się z nim wiąże lub kojarzy

  8. Kartka z podróży Says:

    Logosie mam sentyment do jego portretu, plakatu(?) Grety Garbo. Przypomina mi bowiem bardzo ważną dla w swoim czasie kobietę. Kobietę o której często myślę. Warholowska Greta uderzająco jest podobna do mojej Przyjaciółki – szczególnie oczy. Kiedyś sprawiłem sobie wiec reprodukcję, oprawiłem i wisi w mojej sypialni. Patrzymy sobie w oczy gdy się budzę. To jedno dzieło Warhola wzbudza moje emocje. No ale to chyba efekt niezamierzony przez niego.
    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Ja też wątpię, Kartko, że Warhol mógł przewidzieć to, że ktoś będzie wpatrywał się codziennie rano w oczy przetworzonego przez niego portretu Grety Garbo, widząc w nich oczy swojej Przyjaciółki ;)

      Ja nie mam takich skojarzeń, więc patrzę na reprodukcje Warhola pod kątem ich wartości artystycznej (musisz chyba przyznać, że Twój odbiór tej reprodukcji także nie ma wiele wspólnego z jej artyzmem, tylko z Twoim osobistym „wkładem” emocjonalnym i sentymentalnym, jakim tę reprodukcję obdarzasz).

      Może jeszcze wspomnę, że – nawiązując do poczynionego w jednym z poprzednich komentarzy przez Onibe zestawienia Warhola z Opałką – mimo wszystko bardziej twórczym człowiekiem wydaje mi się być jednak Warhol niż Opałka (i to bez względu na „reprodukcyjny” i „mechaniczny” charakter jego twórczości).

      Pozdrawiam

  9. Kartka z podróży Says:

    Masz rację Logosie, na mój odbiór Grety wpływ mają osobiste wspomnienia. O Opałce napisałem trochę żartobliwie ale i prawdziwie. Mnie przytłaczają te rzędy cyfr wtapiające się w tło. Odstrasza mnie to – czuje osaczenie, przytłoczenie,, chęci ucieczki od tego koszmaru cyfrowego. To nie dla mnie.
    Natomiast Warhol operujący czasem zabawnie albo nieoczekiwanie symbolami pop kultury zaciekawia. No ale on jest pop kulturą. To nie jest sztuka.
    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Kartko, może to się wyda wszystkim dziwne, ale ja teraz – słuchając Warhola (sporo tego znaleźć można w internecie) – jestem… po jego stronie ;)
      On sobie robił z wszystkich i z wszystkiego żarty (aby nie napisać kolokwialnie „jaja”) – włącznie z tym uwielbieniem dla niego, uznaniem go za „geniusza” i sławą jaka go spotkała, (która wyraźnie przeciągnęła się ponad te jego słynne „15 minut”); sprowadzał to do absurdu – także to, że sam staje się „historią sztuki”.
      Błaznował, wyplatał różne farmazony, wygłupiał się, stroił miny, wypowiadał non-sensy… przy czym jedni się tym zachwycali, drudzy oburzali (ale to sprawa bardziej socjologii i psychologii, niż sztuki).

      W sumie, to ja tylko podzielam jego opinię: ta jego „sztuka” – w sensie artystycznym i filozoficznym – jest właściwie niczym. Pod spodem nie ma niczego. Sam Warhol to stwierdził i naprawdę tak uważał.
      Dlatego, będąc w muzeach, nie poświęcam jego „dziełom” prawie żadnej uwagi – bo jak tu interesować się niczym? ;)

      Dodam jeszcze, że Andy – jako człowiek – wzbudza moją sympatię. (Mimo tego jego – miejscami nieznośnego – manieryzmu ;))
      (Może wynika to także z tego, że ja w ogóle mam słabość do istot… hm… cokolwiek… „bezpłciowych”? ;))

      PS. Niedawno się dowiedziałem, że być może jest także druga strona Warhola, której nigdy by się po nim nie spodziewali jego wyznawcy.

        • Miriam Says:

          Jakub Winiarski napisał o książce „Filozofia Warhola od A do B” coś takiego:

          „Kiedy Andy Warhol spisywał swoje poglądy i przemyślenia na temat miłości, czasu, śmierci, sukcesu, prestiżu, atmosfery, strojów i – osobno – majtek, do głowy mu pewnie nie przyszło, że kultura świata Zachodu w XXI wieku będzie bardziej warholowska niż on sam w swoich najlepszych latach. Nie ma się zresztą czemu dziwić, że do głowy by mu nie przyszło, w końcu to Warhol napisał: „Kupowanie jest dużo bardziej amerykańskie niż myślenie. A ja jestem typowym Amerykaninem.” No właśnie, czy naprawdę Warhol to typowy Amerykanin? Jego „Filozofia od A do B i z powrotem” nie odpowiada na to pytanie jednoznacznie. Jednak warto tę książeczkę przeczytać, bo być może mówi ona o współczesności więcej niż wiele uczonych traktatów. „Filozofia Warhola” to apoteoza narcyzmu, banału, nietrwałości i balsamów do ciała. To pieśń miłosna wyśpiewywana na cześć neurozy, dziwactwa, beznamiętności, kabotyństwa i jeansów Levi Straussa z małą kieszonką, „jakby specjalnie na złotą dwudziestodolarówkę!” To ironiczna pochwała oryginalności, przeciętności i nicości („NICOŚĆ jest podniecająca. NICOŚĆ jest sexy. NICOŚĆ jest żenująca.”). To wreszcie humor w stylu Woody Allena i Kurta Vonneguta, ale podany jak gdyby z większą dezynwolturą i bardziej nihilistycznym przekonaniem, że to wszystko i tak nie ma sensu.

          „Filozofia Warhola od A do B i z powrotem” to dziełko zabawne i dające do myślenia, kpiarskie i podszyte lękiem, momentami błyskotliwie inteligentne, a niekiedy zatrważająco głupie – taki autoportret Andy Warhol postanowił zostawić potomności, o której być może wcale za wiele nie myślał. Ten autoportret pokazuje dwa wyraźnie różniące się od siebie wcielenia Warhola. W jednym pisze on o sobie tak: „Wciąż szukałem prawdziwej przyjaźni. mieszkałem wspólnie z różnymi osobami i wierzyłem, że możemy stać się dobrymi przyjaciółmi i dzielić ze sobą smutki i radości. Szybko zorientowałem się, że potrzebowali tylko kogoś, kto będzie dzielił z nimi koszty utrzymania.” W drugim, późniejszym okresie, myśli już całkiem inaczej: „Zauważyłem, że włączony telewizor odwraca moją uwagę od problemów innych ludzi. Nagle przestało mnie to wszystko obchodzić – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. (…) Kiedy już miałem ten mój pierwszy telewizor, trwałe przyjaźnie przestały być mi potrzebne. Szukając przyjaźni, doznawałem wielu przykrości. Myślę, że więzi przyjacielskie były dla mnie ważne w okresie, gdy nikt jeszcze nie słyszał o sztuce pop-art, filmach undergroundowych czy supergwiazdach.” Zadziwiająca i być może najciekawsza jest w tym wszystkim samoświadomość Warhola, ten wyjątkowy dar i umiejętność patrzenia na siebie zawsze z pewnego dystansu tak, by móc ocenić zachowanie własne i to, co się właśnie stało. Najlepiej chyba czytać i badać Warhola jako przejaw niezwykle oryginalnej przeciętności. Czyli coś bardzo amerykańskiego – i współczesnego.”

          Całość pochodzi stąd:
          http://www.literaturajestsexy.pl/apoteoza-narcyzmu-i-balsamow-do-ciala-andy-warhol-%E2%80%9Efilozofia-warhola-od-a-do-b-i-z-powrotem%E2%80%9D/

          Pozdrawiam

        • Logos Amicus Says:

          Naprawdę świetny tekst.
          Te stwierdzenia trafiają w sedno:

          – „Filozofia Warhola” to apoteoza narcyzmu, banału, nietrwałości i balsamów do ciała. To pieśń miłosna wyśpiewywana na cześć neurozy, dziwactwa, beznamiętności, kabotyństwa i jeansów Levi Straussa (…)To ironiczna pochwała oryginalności, przeciętności i nicości („NICOŚĆ jest podniecająca. NICOŚĆ jest sexy. NICOŚĆ jest żenująca.”).
          – …to dziełko zabawne i dające do myślenia, kpiarskie i podszyte lękiem, momentami błyskotliwie inteligentne, a niekiedy zatrważająco głupie
          – Najlepiej chyba czytać i badać Warhola jako przejaw niezwykle oryginalnej przeciętności.

          Może właśnie stąd wzięła się popularność Warhola: przeciętność mogła się uznać za oryginalność ;)

  10. REM Says:

    Andy Warhol katolikiem ???!!?

  11. Miriam Says:


    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2013/03/andy-warhol-john-paul-ii.jpg?w=780
    Andy Warhol na audiencji u Jana Pawła II w Watykanie

    • Logos Amicus Says:

      Kiedy się o tym dowiedziałem, to uznałem to za kolejny żart i kpinę Warhola.
      Ale nie – wszystko wskazuje na to, że on do swojej religijności (lub tego, co nam się religijnością wydaje) przywiązywał dużą wagę. Na pewno w chrześcijaństwie szukał ukojenia, pociechy i sensu. A o tym, że było to autentyczne, świadczy to, że trzymał wszystko w tajemnicy, nie afiszował się tym – to odbywało się w sferze dla niego intymnej. Nie to, co ta cała błazenada ze „sztuką współczesną” i pop-artem, (która zrobiła z niego multimilionera – jego majątek został wyceniony po jego śmierci na 220 mln. dolarów.)

      Okazało się, że był aktywnym (i praktykującym) członkiem swojej parafii Św. Wincentego w Nowym Jorku. Uczęszczał na msze kilka razy w tygodniu, modlił się tam klęcząc przed ołtarzem… Pomagał, jako woluntariusz, w przyparafialnej kuchni dla bezdomnych.

      Mając to wszystko na uwadze, już inaczej można patrzeć na jego prace o tematyce religijnej (samych szkiców nawiązujących do „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda zrobił on setkę).

      Oczywiście, te rewelacje zostają teraz wykorzystywane przez osoby „krzewiące” religię katolicką (czemu się zresztą nie dziwię).

      Ale naprawdę ciekawe jest to, że dotychczas nikt z całej rzeszy krytyków i ludzi piszących o Warholu (i utrzymujących że go prześwietlili całego – więc piszą o nim prawdę i tylko prawdę) nie zwrócił na to uwagi i nie uznał ważności tej strony osobowości (i człowieczeństwa) Warhola.

      Całkiem niedawno napisał o tym watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który zamieścił artykuł Sandro Barbagallego. Wyraża on m. in. zdziwienie tym, że nikt nie zwrócił uwagi na to, „że gwiazda pop artu i transgresji mieszkała w domu urządzonym antycznymi meblami, perskimi dywanami i obrazami prerafaelitów”. (…) „Nie mówiąc o tym, że spał w renesansowym łożu z baldachimem w otoczeniu obrazów świętych. Wielki zabytkowy krucyfiks stał na komodzie, tuż obok statuy zmartwychwstałego Chrystusa”.

      Barbagallo podejrzewa, że osobowość Warhola uległa rozdwojeniu. A my możemy się zastanawiać, która z tych wykluczających się osobowości, była bardziej autentyczna i dla niego samego ważniejsza.

      Jeśli chodzi o mnie, to większą głębię widzę w religijności Warhola, niż w plakacie poczwórnej myszki Miki.

  12. Onibe Says:

    cóż, Warhol był postacią niejednoznaczną
    ale ja też ulegam pragnieniu identyfikowania go przez pryzmat jego najważniejszych osiągnięć, czyli krzewienia przeciętności
    na dobrą sprawę, każda ocena musi być skrócona i spłaszczona, nie sposób odnieść się do czegokolwiek przez pełną głębię możliwości
    no i… czy naprawdę ma jakieś znaczenie, czy Andy chodził do kościoła? W końcu to nie nas karmił w wolontariacie, my go znamy tylko z jego późniejszych dokonań…

    • Logos Amicus Says:

      Ależ Onibe, przeciętność nie wymaga tego, by ją krzewić. Ona „krzewi” się – czy też raczej „pleni” – sama ;)

      • Onibe Says:

        wręcz naprzeciwko – kultura masowa bardzo mocno potrzebuje co i rusz odkrywać swoje nadgniłe korzenie. Nie tylko przeciętność ale i kicz może być traktowany jako walor – weź choćby takiego Roberta Rodrigueza, który wprost przyznaje, że kocha kicz i tandetę, czego zresztą nie ukrywa w swoich filmach.

        jeśli uznamy, że sztuka jest profilowana i modułowo dostosowana do różnych a zarazem wszystkich odbiorców, to… cóż, powiedzmy, że są ludzie, którzy w głębi duszy lubią przeciętność i kicz i potrzebują aby ich poczucie estetyki było od czasu do czasu wałkowane w mainstreamie

        inna sprawa, że pozostali tego nie potrzebują, ale kultura jest teraz demokratyczna i niszowa – zamiast jednego trendu mamy kredens z wieloma półkami

        • Logos Amicus Says:

          Nikomu nie można zabraniać kochania kiczu i tandety.
          Tak samo, jak nikomu nie można zabraniać wypowiadania własnych opinii – co też o kiczu i tandecie sądzi ;)
          Ja myślę, że najważniejszy jest autentyzm w tym co przeżywamy – zarówno odbierając sztukę, jak i będąc „konsumentem” kultury masowej, (która też oczywiście może być sztuką).

          „Przeciętny” człowiek lubi to, co jest mu najbliższe, czyli przeciętność. Innymi słowy: zdecydowana większość ludzi lubi przeciętność. A ta – siłą rzeczy – „wałkowana” jest w mainstreamie nie tylko od czasu do czasu, ale stale (dlatego właśnie jest „mainstreamowa”). I dlatego, nie ma się co martwić o jej korzenie – a jeśli już, to może trochę o to, aby nie była zbytnio „zachwaszczona” ;)

          Na szczęście jest wiele półek i każdy może sięgać do tej, która go najbardziej interesuje, cieszy, bawi, zajmuje… Ja np. sięgnąłem do półki pt. pop-art i zorientowałem się, że… to nie dla mnie. (Przyjrzałem się np. „dziełom” Warhola i rzeczywiście, były one kwintesencją powierzchowności, pod którą nie dostrzegłem zgoła nic – bo tam rzeczywiście nic nie ma (co stwierdził przecież sam Warhol.)
          Koniec końców, wolę półki z inną zawartością.

          (Nie chcąc się rozwlekać, wspomnę tylko, że moje spojrzenia na sztukę wyłożyłem TUTAJ – tam można znaleźć pełniejszą odpowiedź, dlaczego do jednych szuflad zaglądam chętniej, do innych zaś bez większego przekonania.)

  13. Kartka z podróży Says:

    Zdaje mi się, że bzdury plecie Barbagallo o rozdwojeniu jaźni Warhola. Religijność, nawet katolicka jest do pogodzenia z pop-owym czy nawet rockendrollowym trybem życia czy twórczością. Z bardziej dramatycznymi i kontrowersyjnymi przejawami życia człowieka religijność godzono – np prowadzeniem ludobójczych wojen. Owszem, biografia Andy’ego gryzie się z rygorami konserwatywnego kk, no ale jeśli wyszedł poza te sztuczne rygory to pewnie go wyzwalała. Najprawdopodobniej Warhol szczerze i z przekonaniem brał z religii to czego potrzebował. I o to przecież idzie.

    Logosie, akurat przed przeczytaniem Twego tekstu oglądałem zdjęcia archiwalne Tadeusza Rolke z pielgrzymki do Częstochowy z roku 1977. Na kilku zdjęciach są hippisi z legendarnej pielgrzymki hippisowskiej – dość kontrowersyjnej z punktu widzenia kk. Myślę, że ich religijność mimo kontestacji była dość podobna do religijności Andy’ego
    http://wyborcza.pl/duzy_kadr/56,97904,10116796,Odkurzone_archiwum_Tadeusza_Rolke__Odslona_czwarta.html

    • Logos Amicus Says:

      „Zdaje mi się, że bzdury plecie Barbagallo o rozdwojeniu jaźni Warhola.”

      Nie wiem, nie jestem psychiatrą i nie badałem pod tym kątem Warhola.

      Ale masz rację – ludzie w sposób zdumiewająco „gładki” godzą swoją wiarę religijną z własnym zachowaniem, które często w sposób rażący kłóci się z systemem etycznym, jaki ta religia reprezenthttps://wizjalokalna.wordpress.com/2011/08/12/andy-warhol-nicosc-uosobiona/#comment-form-wordpressuje i głosi.

  14. jula Says:

    „Ale masz rację – ludzie w sposób zdumiewająco „gładki” godzą swoją wiarę religijną z własnym zachowaniem, które często w sposób rażący kłóci się z systemem etycznym, jaki ta religia reprezentuje i głosi.”

    Tutaj masz rację , z mojej obserwacji, to zarówno maluczcy , jak i wielcy ;)

    Co do Andiego Warhola. To doczytałam się wśród danych na jego temat,że
    jego rodzice byli imigrantami z klasy robotniczej. Pochodzili z mniejszości grekokatolików łemkowskich (rusińskich) z wioski Miková, usytuowanej na północy Słowacji.
    Młody Andrew Warhol zachorował na pląsawicę, prawdopodobnie będącą powikłaniem szkarlatyny. Miało to na zawsze zmienić wygląd i życie przyszłego artysty nurtu pop.
    Studiował projektowanie użytkowe. W 1949 r zamieszkał w Nowym Jorku, które po II wojnie światowej stało się międzynarodowym centrum artystycznym !… Zaczynał karierę jako ilustrator czasopism i twórca reklam.
    Do jego popularności przyczyniły się rysunki butów wykonane kolorowym tuszem. Dopiero w latach 60-tych zaczął używać sitodruku do produkcji obrazów ze znanymi amerykańskimi produktami. Chciał być jak maszyna, w swoim atelier zatrudniał i nadzorował innych artystów do produkcji. Chciał masowo produkować sztukę.Malował pieniądze, jedzenie, damskie obuwie, ważne osobistości i gwiazdy, wycinki z gazet oraz przedmioty codziennego użytku. Według niego, te właśnie wyobrażenia reprezentowały kulturalne wartości Stanów Zjednoczonych.
    Cytat „Wspaniałe w tym kraju jest to, że Ameryka zaczęła tę tradycję, w której najbogatsi konsumenci kupują zasadniczo te same rzeczy co najbiedniejsi.”
    A ponieważ amerykańska kultura miała ogromny wpływ na resztę świata, i Warhol cieszy się światową popularnością.!..
    Poza światem sztuki, Warhol jest najbardziej znany z powiedzenia:
    ” (W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut.) „. Bardzo prorocze , mając na uwadze wszechobecnych w mediach współczesnych cele-brytów.
    Zresztą słowo to, „celebryt”, pierwszy raz było użyte na użytek publiczny , właśnie wlatach 60-tych ubiegłego wieku w USA było wymyślone :D )))..
    Można by powiedzieć , że Andy Warhol idealnie trafił w swój czas i miejsce.
    Warhol udzielał się towarzysko w dwóch klubach nocnych w Nowym Jorku: Serendipity i Studio 54. Był powszechnie uważany za osobę spokojną i nieśmiałą, ale również za wnikliwego obserwatora.Cieszył się także dość niepochlebną opinią człowieka złośliwego i manipulanta. Większość, w żartach, wyrażała się o nim jako death warmed over (martwy odgrzany).
    Jego sprzeczna osobowość dała początek przezwisku Drella, czyli połączenie wyrazów Dracula i Cinderella (Kopciuszek).
    I może ta Dracula to jego „image” artystyczne ?… A Kopciuszek , to jego wnętrze, ta religijność ?…
    Regularnie uczęszczał na msze święte. Postrzegał siebie jednak jako człowieka niezaakceptowanego przez środowisko religijne ze względu na swój homoseksualizm. Wiele jego późniejszych dzieł zawiera ukryte tematy religijne, a główna część jego twórczości o tematyce sakralnej znaleziona została pośmiertnie w jego domu.
    W 1968 r., 3 czerwca, został postrzelony w klatkę piersiową przez Valerię Solanas. Miała rzec, iż „Miał za dużą kontrolę nad moim życiem.)” !?…
    Warhol doznał ciężkich obrażeń fizycznych, które także odbiły się na jego psychice !!! …. (musiał nosić gorset wspierający).
    Strzały wywarły trwały skutek na życiu i twórczości Warhola.!!!!..
    W latach 70-tych , w porównaniu z sukcesem i skandalem wywołanym przez innowacyjność Warhola w latach 60., dekada lat 70. była pod tym względem spokojniejsza. Warhol prezentował się jako osoba przedsiębiorcza. :D ..
    Lata 80. w twórczości Warhola charakteryzują się powrotem do sukcesu finansowego i krytycznego. Częściowo stało się tak z powodu jego powiązań i przyjaźni z pewną grupą młodych i płodnych artystów, którzy wówczas zdominowali rynek zwyżkujący sztuki w Nowym Jorku lat osiemdziesiątych.
    Andy Warhol zmarł 22 lutego 1987 r. w wieku 58 lat w Nowym Jorku.
    (pęcherzyk żółciowy). Został pochowany na cmentarzu katolickim.
    Znajoma artysty, Yoko Ono, była jedną z osób przemawiających na pogrzebie. Andy napisał kiedyś, że pragnie, aby na jego nagrobku nie było nic poza słowem „Figment” (tłum. fikcja, wymysł). Jednak ten nagrobek to niewielka prosta marmurowa płyta z imieniem i nazwiskiem oraz datami urodzin i śmierci.

    Musiałam streścić biografię , tego człowieka, bo skoro porównałeś tych dwóch papieży. To trzeba jeszcze zaznaczyć na jakim polu, każdy z nich działał na masy !… :)

    • Logos Amicus Says:

      No to Jula nam zrobiła „wikipedyczny” wykład :)
      Sporo ciekawych szczegółów. A i rzeczy istotnych w życiu Andy’ego.

      W sumie to ja go podziwiam, że mimo tej kruchości (a i pokrętności) oraz różnych przejść po drodze, potrafił dopiąć swego.

      PS. Nie porównywałem ze sobą tych papieży (poza tym, w przypadku Warhola, należałoby raczej ująć to słowo w cudzysłów). Ja ich tylko obok siebie przedstawiłem. A na jakim „polu” każdy z nich działał, to jest raczej jasne.

  15. eMeŁ Says:

    Wulgarny, niski, ogłupiający charakter dzieł kultury popularnej nie ma źródła w ich własnościach, immanentnych cechach. Znaczenia poszczególnych elementów nie wynikają z ich własności, ale z punktu widzenia tego, kto je ocenia. Pewien dyskurs nakazuje nam traktować dzieła Schönberga czy Weberna za wybitne dzieła muzyki poważnej, reprezentantów stylu dodekafonicznego, awangardy muzycznej. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie by nie przejść do innego dyskursu przydzielającego twórczość obu kompozytorów do kategorii „kociej muzyki” dla nikogo, bez melodii, rytmu, ładu i składu.

    Dziś już nie ma najmniejszego sensu postawa zamykania się w swym świecie i „obrażania” na kulturę masową czy popularną. Oczywiście nie chodzi o to, że nie wolno nam pisać o ich negatywnych przejawach. Trzeba jednak umieć zachować odpowiednie proporcje i nie traktować wszystkiego jednowymiarowo jako tylko złego, prostego czy ogłupiającego.

    • Logos Amicus Says:

      To prawda, nie można się obrażać na kulturę masową.
      Co nie oznacza, że nie można krytykować tego, co nam się w niej nie podoba.
      Wszyscy jesteśmy odbiorcami (konsumentami) kultury masowej – czy nam się to podoba, czy nie. Nie powinna więc nam być obojętna jej jakość, to co się nam podsuwa, czym nas się otacza… Nasze opinie powinny być słyszane, nasz smak nie powinien być lekceważony ale uwzględniany. Dlatego o gustach warto jest dyskutować.

  16. DFJ Says:

    Z perspektywy czasu widać, że energią pop-artu nie były wcale puszki coca-coli, fascynacja komercją ani demonstracyjne powielanie wzorów. Pop-artem nazwano jeden z głosów protestującej kontrkultury, który miał charakter demonstracyjnego sprzeciwu. Wobec czego? Sądząc z wypowiedzi jednego z czołowych artystów amerykańskich tego nurtu – Claesa Oldenburga – był to głos protestu przeciw partykularyzmowi i elitarności sztuki. Pop-art zrodził się w okresie zmęczenia sztuką abstrakcyjną w malarstwie, modernizmem w rzeźbie i architekturze, a zarazem coraz bardziej „czystą” estetyką muzyki.
    W okresie niechęci do muzealnych świętości oraz znużenia chmurną literaturą i filozofią egzystencjalistyczną, pop–art nie był wybrykiem kilku artystów w Anglii i USA, ale ruchem społeczno-kulturowym, którego teoretyczne podstawy budowane były w wielu dyscyplinach humanistyki.

    Jest zapewne nieporozumieniem rozpatrywanie pop-artu jako pasma we wstędze sztuk plastycznych, ponieważ jego największa siła polegała właśnie na wyjściu sztuki poza samą sztukę. To ryzykowne zerwanie z estetyczną i elitarną tradycją „sztuk pięknych” okazało się przełomem kulturowym, który z jednej strony przyniósł negację sztuki współczesnej w ogóle, ale z drugiej strony ze sztuki jako obszaru zarezerwowanego jedynie dla pewnych grup zainteresowanych uczynił zjawisko masowe i wszechobecne. Umarło wiele legend poprzedniego stulecia. Dawny, nieobecny duchem w codziennym świecie artysta tworzący „sztukę dla sztuki”, trochę głodny, ale gotowy zapomnieć o wszystkim przy sztaludze w imię twórczego i nowatorskiego doświadczenia (mit van Gogha, impresjonistów, malarzy nurtu informel), przekształcił się w artystę komercyjnego, jeżdżącego szybkim samochodem i udzielającego wywiadów na temat swoich honorariów. Pop-art przyniósł więc nie tylko zmianę teorii, celów i wrażliwości, ale przede wszystkim olbrzymią zmianę w socjologii sztuki. Wielu badaczy uważa, że stał się początkiem narodzin kultury postmodernistycznej i dlatego godny jest szczególnej obserwacji.

    • Logos Amicus Says:

      „…największa siła (pop-artu) polegała właśnie na wyjściu sztuki poza samą sztukę”

      Coś co wyszło „poza sztukę” nie powinno już być traktowane jako sztuka (bo już sztuką nie jest) – to logiczne, nieprawdaż? Dlatego pop-art jest dla mnie bardziej zjawiskiem socjologicznym, niż artystycznym.

      Zmęczenie „elitarnością sztuki” czy też „muzealnymi świętościami” niekoniecznie musi za sobą pociągać dyskredytowanie sztuki tradycyjnej, klasycznej… Wszyscy naprawdę wielcy twórcy modernistyczni szanowali dawnych mistrzów, nawet jeśli przeciwstawiali się ich estetyce czy nawet wartościom.

      PS. To nieprawda, ze mit „trochę głodnego” artysty dominował europejskie wyobrażenie artysty (jest to właściwie mit zrodzony dopiero w romantyczno-secesyjnym XIX wieku). Przez stulecia (począwszy zwłaszcza od Renesansu), artyści byli wprost przez możnowładców i wszelkich mecenasów sztuki hołubieni, dorabiali się niezłych fortun i choć nie jeździli „szybkimi samochodami”, to dysponowali niezłymi powozami i karocami ;)

  17. M. Says:

    Dla mnie twórczość Warhola jest wyjątkowa.
    Był osobą które bezpośrednio uczestniczyła w sztuce. Faktycznie 8 godzinny film bez jakiej kolwiek akcji jest nie do obejrzenia dla zwykłego śmiertelnika i ;kino’ to zupełnie mi nie odpowiada.

    Ale podoba mi się ta jego autoironia, kpina z komercyjności {?} użycie czegoś pospolitego i oczywistego jak sztuki.
    „Andy Warhol eating a hamburger ” – przewrotne. Uczynienie z masowej konsumpcji, czegoś czego na pewno sztuką nazwać nie można ale inteligentnym spojrzeniem na świat z naprawdę sporym dystansem (także do samego siebie)

  18. M. Says:

    i jeszcze jedno:
    „Blow Job” – jako pornografia ?! Mim zdaniem to ukazanie rozkoszy w najsubtelniejszy z możliwych sposobów > przedstawienie twarzy człowieka.

    • Logos Amicus Says:

      Twórczość Warhola jest wyjątkowa, ale tylko dlatego, że za taką uznana została już w historii sztuki. Czyli: Warhol w pewnym sensie z samej niewyjątkowości zrobił coś wyjątkowego.
      Ale mi takie podejście do sztuki nie odpowiada. Ja zainteresowanie sztuką Warhola straciłem zaraz po tym, jak ją poznałem – a przyjrzałem się jej bliżej tylko po to, by wyrobić sobie o niej własne zdanie (pisząc przy okazji o niej tekst – na zamówienie, zresztą).
      Oczywiście nie mam nic przeciwko innemu spojrzeniu na jego sztukę, chociaż sam zachwytu nad nią nie podzielam.

  19. doro Says:

    Ludzie zachwycaja sie roznymi rzeczami, jesli ktos uznaje, ze zadnych glebszych rzeczy w tym zyciu nie ma to sie zachwyci Warholem, gdyz ten czlowiek wytrwale prezentuje taka idee. Jesli wg kogos to jest prawda, to Warhol jest oredownikiem tej „prawdy”.
    Dziwi mnie, ze szukasz w sztuce glebi na jeden okreslony sposob podczas gdy od poczatku XX wieku, wszystko jest rozwalone na miliard kawalkow (w sztuce).

    • Logos Amicus Says:

      „…szukasz w sztuce głębi na jeden określony sposób”

      Jeden określony – czyli jaki?

      „(w sztuce) wszystko jest rozwalone na miliard kawałków”

      No właśnie, ja staram się dociec kto/co rozwaliło tę sztukę, a także – dlaczego i w jaki sposób…

      Jestem gotów się zgodzić z tym stwierdzeniem: „jeśli ktoś uznaje, że żadnych głębszych rzeczy w tym życiu nie ma, to się zachwyci Warholem”
      Czyli sama przyznajesz, że Warhol jest płytki (nota bene jest to główna teza mojego artykułu). Jeśli więc ktoś „płytkość” uznaje za wartość, to niech się Warholem (i tą jego płytkością) zachwyca – jego sprawa.
      Mnie jest raczej trudno zachwycić się płycizną. Uważam, że życie/świat/człowiek ma jednak jakąś większą głębię – nawet jeśli jest to głębia (iluzoryczna?) wytworzona przez naszą kulturę.

      Warhol jest mitem, legendą – idolem, w którym każdy jego wyznawca widzi to, co chce.
      W tym przypadku jednak, nie ma sensu doszukiwać się w idolu żadnej głębi, bo – jak sam Warhol powiedział – jej tam po prostu nie ma.

  20. blue-blond Says:

    Nie rozumiem jego sztuki, ale uwielbiam jego osobowość. Przeczytałam biografię Andyego Warhola, obejrzałam film „Factory Girl” i nie mogłam wyjść z podziwu, jak można aż tak doskonale nad sobą panować. Odniosłam lekkie wrażenie, jakby Andy był robotem, który od początku ma zaprogramowany i zaplanowany sukces. Jak to się stało, że człowiekowi z pozoru spokojnemu i nieśmiałemu udaje się tak wybić?? Może to jego mega wielkie ambicje i ciężka praca. Dążył do doskonałości, jako dziecko bez przerwy rysował, w szkole średniej bez przerwy rysował, na studiach bez przerwy rysował: przez całe życie nosił przy sobie notes i ołówek. Niesamowite, jak bardzo trzeba być zafascynowany i zakochanym w sztuce, by całe swoje życie bez żadnej przerwy jej poświęcić. WOW. Przed wczoraj po raz pierwszy widziałam kilka prac Andyego na żywo w Tate Modern w Londynie. Nie mogę pojąć, co siedziało w głowie tego człowieka. Dlatego zaczęłam się nim interesować. Zachwyciła mnie jego wypowiedź, która w prosty sposób wyjaśnia to, co go fascynowało: „Wspaniałe w tym kraju jest to, że Ameryka zaczęła tę tradycję, w której najbogatsi konsumenci kupują zasadniczo te same rzeczy co najbiedniejsi. Możesz oglądać telewizję i zobaczyć Coca-Colę i wiesz, że prezydent pije Colę, Liz Taylor pije Colę i pomyśl, że ty też możesz pić Colę. Cola to Cola i za żadną sumę pieniędzy nie kupisz lepszej Coli od tej jaką pije bezdomny na rogu. Wszystkie Cole są takie same i wszystkie Cole są dobre. Liz Taylor to wie, prezydent to wie, bezdomny to wie i ty to wiesz.” Uwielbiam jego cytaty. Są to proste wypowiedzi, które nie są skomplikowanymi wymysłami z kilkoma znaczeniami. Są dla każdego zrozumiałe. Trzeba jednak pamiętać, że Andy był nie tylko wrażliwym, spokojnym artystą. Był także doskonałym obserwatorem i manipulatorem.
    Wszystko znajdziecie w biografii: „Andy Warhol. Życie i śmierć.” Victor Bockris.

  21. THE ARTIST IS PRESENT – krew, pot i łzy Mariny Abramović | WIZJA LOKALNA Says:

    […] biznesmenie wśród artystów” i „największym artystą wśród biznesmenów”, Andym Warholu). MOMA to też już jest komercyjny gigant – trudno więc, żeby wydarzenie „The Artist […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s