ABSURD

*

*

Motto:
„…obrazy Opałki są naprawdę piękne”
Snoopy

„…wielki artysta, którego odwaga i unikalna twórczość od dawna mnie fascynowała. Bez dwóch zdań był to jeden z najoryginalniejszych twórców przełomu XX i XXI wieku.”
Laudate

„Twórca wyraził siebie  (…)
Roman Opałka nudny??? Dla mnie jest zdumiewający. „
Hirundo

*

Moja „przewina” w całej tej dyskusji polega na tym, że naprawdę starałem się dociec, co kryje się za zachwytem, z którym spotkała się twórczość Roma Opałki, (oraz czym tak naprawdę jest ta twórczość) – i że w końcu tego zachwytu nie podzieliłem. Jeśli poczułem pewien podziw dla Opałki, to był to podziw dla jego uporu i konsekwencji trzymania się swojego szalonego pomysłu (jak sam wyznał, musiał w kółko malować ten sam obraz, by zatrzymać swoje „wariackie papiery” – które od kilkudziesięciu lat umożliwiały mu jednak dostatnie życie.) Ale to wszystko są sprawy poza artystyczne. Moim zdaniem trudno traktować je poważnie w kategoriach sztuki.

Zauważmy jak absurdalnie by zabrzmiało choćby takie stwierdzenia o malarzu który od 40 lat wypisuje pędzelkiem kolejne liczby: „Mistrz konsekwentnie rozwija swój malarski talent, a z roku na rok jego mistrzostwo jest coraz bardziej oczywiste” ;)
Wg mnie jest to marnowanie – i sprzeniewierzenie się – swojej kreatywności artystycznej, wycofanie z twórczości, która winna być przecież ciągłym poszukiwaniem nowych tematów i środków ekspresji, udoskonalaniem swoich warsztatowych możliwości…
Ale nie, Opałka nie zamierza malować nic innego oprócz monotonnego i coraz bardziej niewidocznego ciągu liczb, bo nie chce, by jego obrazy „zaśmiecały świat”. (Można by z tego wywnioskować, że jednak wątpi on w swoje malarskie możliwości – bo uważa, iż obrazy, które by namalował, byłyby po prostu „śmieciami”.)
Niestety, rezultatem jest wg mnie niewyobrażalny banał.

Ale Opałka mówi także inne rzeczy, które niestety, zbywane są milczeniem przez jego admiratorów (a o których pisałem w moich komentarzach).
Czytałem kilka wywiadów z Opałką, i spotkałem także inne jego stwierdzenia, nad których znaczeniem i sensem się zastanowiłem.
Np. takie: „Czas jest elementem przestrzeni. Pojęcie czasu jest, przynajmniej dla mnie, czymś niepojętym. To po prostu ruch, który jest również przestrzenią i materią.”
O tyle jest ono istotne, bo odnosi się do czasu, który jest jedynym tematem jego obrazu od 46 lat (Opałka: „maluję czas”)
Artysta mówi, że „pojęcie czasu” jest dla niego czymś „niepojętym”, ale już w następnym zdaniu stwierdza: „to po prostu ruch, który jest również przestrzenią i materią”. A jedno zdanie wcześniej: „czas jest elementem przestrzeni”.
Według tego, co przekazywano nam na studiach na wykładach z fizyki, te stwierdzenia są niedorzeczne.

Opałka jest dla mnie artystą na „jedną chwilę”, miał w mojej świadomości 15 minut sławy. Ale nie zamierzam do końca swojego życia kontemplować jego monotonnych i coraz bledszych cyferek (których na ostatnich obrazach już prawie nie widać). I szukać sensu w tym jego bezsensie.
Wolę pozostać przy innych malarzach… Takich jak np. Van Gogh, który jest ze mną od dzieciństwa, i pewnie zostanie ze mną do końca moich dni – bo bogactwo tego, co zostawił na swoich płótnach jest dla mnie niewyczerpane.

*  *  *

Advertisements

Odpowiedzi: 14 to “ABSURD”

  1. jula Says:

    No cóż, z pewnością i ja gdybym miała pieniądze , to ulokowałabym je kupując dzieła Van Gogha a nie w liczby Opałki. Choć za te liczby na papierku te dzieła i arcydzieła można nabyć, bo liczby określają i wartość każdej rzeczy a nawet i życie ludzkie bywa wyceniane. :(

    • Logos Amicus Says:

      Gdybym chciał być cyniczny, to napisałbym, że Opałka jest/był… wyrachowany ;)
      (nie tylko dlatego, że malując te cyferki, głosno je „rachował” – i jednocześnie to nagrywając)
      Ale to byłby żart.

      Moim zdaniem cena nie jest wyznacznikiem artystycznej wartości dzieła.
      Jeśli mam przed sobą jakiś obraz, to moja percepcja tego obrazu nie zmieniła się tylko dlatego, że oto ktoś płaci za niego milion dolarów więcej niż poprzedni nabywca.
      Może to oczywiście robić na mnie wrażenie, ale jest to wrażenie poza-estetyczne, nie odnoszące się do artyzmu dzieła.

  2. Torlin Says:

    Masz rację, dla mnie król jest nagi.

    • Logos Amicus Says:

      Najdziwniejsze (najśmieszniejsze?) jest to, że sam król mówi, że jest nagi (Mistrz: „wszystko to o kant dupy potłuc”), ale jego poddani nadal uważają, że „szaty” króla są piękne :)

  3. REM Says:

    Anda Rottenberg, wieloletnia dyrektor Zachęty, obecnie kurator generalny Polskiego Sezonu Kulturalnego we Francji.:

    „To nie jest tak, że na świecie artysta funkcjonuje tylko dlatego, że jest dobry. Na artystę musi być popyt i moda.”

    • Marcus Says:

      Pani Rottenberg przyznała tez ze Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie odmówiła przyznania Opałce tytułu doktora honoris causa, bo – jak powiedział jeden z jej wykładowców – nie jest uczelnią matematyczną

      • Logos Amicus Says:

        Marcus: „Pani Rottenberg przyznała tez ze Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie odmówiła przyznania Opałce tytułu doktora honoris causa, bo – jak powiedział jeden z jej wykładowców – nie jest uczelnią matematyczną”

        Tak, ale warto zaznaczyć, że ona to powiedziała w formie pretensji i zarzutu – że jak zwykle inni (zagraniczni „znawcy sztuki”) się na Wielkości Artysty poznali, ale nie Jego rodacy.

  4. NR Says:

    Widziałem jego obrazy, te rzędy cyfr. Przerażały mnie. to tak, jakby wpaść w obłęd liczenia sekund swojego życia; 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15…

  5. jula Says:

    No to doliczył do 80 lat , czy nie doliczył ?…
    Myślę,że po latach ta moda jest jednak weryfikowana .

  6. Onibe Says:

    dobrze, że zacytowałeś obraz
    bo w takich dyskusjach łatwo zacząć gadać obok tematu: niby wszyscy zaczynają w tym samym punkcie, a później okazuje się, że każdy bronił lub atakował jedynie swoje wyobrażenie, które z podmiotem / przedmiotem nie ma nic wspólnego.

    dodam, że bardzo mnie ciekawi ta dyskusja, choć sam chwilowo nie mam nic do dodania. Ale śledzę wypowiedzi szukając czegoś, co mnie poruszy a może nawet zmieni moje nastawienie. Zresztą, może to nawet argument za Opałką: wszak rolą sztuki jest poruszać, mniejsza o to jak ;-).

    • Logos Amicus Says:

      „…wszak rolą sztuki jest poruszać, mniejsza o to jak”

      Nie mogę się zgodzić z tym „mniejsza o to jak”
      Moim zdaniem ważne jest jednak to „jak”. I czym.
      Właśnie dlatego podjąłem tę dyskusję.

      PS. Dobrze, że nie zamieściłem tu ostatnich obrazów Opałki, bo na nich naprawdę już niewiele widać. No, ale nadal są „piękne” ;)
      Jak milion dolarów :)

      • Onibe Says:

        wchodzimy na grząski grunt, a bagnisko to się zwie „Czym jest sztuka i jak ją rozumieć w posthumanistycznym świecie dwudziestego pierwszego wieku” ;-)

        mnie się zdaje, że sztuka spełnia różne cele na różnych poziomach, wedle różnych standardów

        uwielbiam stare, klasyczne malarstwo. U nas w pokoju dziennym wisi półtorametrowa reprodukcja Szału Podkowińskiego i nadal, po iluś latach, nie potrafię się napatrzyc na ten obraz. Dla kogoś innego jest to jednak kicz a nawet pornografia ;-). W notatniku mamy z Izą zapisanych około 50 obrazów, które chcielibyśmy mieć. Chwilowo skończyły nam się ściany, ale z czasem będziemy uzupełniać reprodukcje. Pytanie: czy osoba lubiąca Muchę, Malczewskiego, Waissa, Muncha czy Klimta ma prawo cenić Opałkę? Może, bo i czemu nie? Współczesne malarstwo jest specyficzne. Jeśli weźmiemy Demona Waissa czy Krzyk Muncha (by trzymać się tylko wymienionych twórców) to można zaryzykować stwierdzenie, że niemal każdy coś w nich dostrzeże i to nie czytając opisu. Sztuka współczesna realizuje się w bipolarnym układzie twórca – superrecenzent. To ten drugi: komentator, kontestator, oficjalny znawca, dysponent uznania, decyduje czy coś jest sztuką czy nie. Czyni to subiektywnie, ale czyniąc to, nadaje kierunek. Mówi: „Panowie, dzisiaj szukamy interpretacji tego czarnego kwadratu na białym tle”. I interpretacje powstają.

        Czy to jest złe?

        Jest inne. Sztuka tego typu nie zapewnia wrażeń estetycznych. Nie generuje fal uspokajających mózg. Jest raczej jak praca domowa: zastanawiamy się nad dziełem Opałki dlatego, że akurat Opałka się przebił. Jakiś superrecenzent uznał go kiedys za artystę, poszły za tym pieniądze, dzisiaj zaś mówimy o przeszłości, o czymś co realnie nastąpiło. Opałka został wpisany do kanonu wielkich artystów i nic tego nie zmieni. Oczywiście, nie jest to sprawiedliwe. Sztuka sprowadzona do księgowości, zarządzenie sztuką jak magazynem handlowym. Marketing, PR, podaż, popyt… takie czasy, niestety.

        Ale spójrz na to z innej strony: jaką burzę myślową są w stanie spodowodwać np. Słoneczniki van Gogha? Co w nich inspirującego? Cena, tylko i wyłącznie cena. Natomiast cyfry Opałki spolarozywały opinie: zdobyły fanatycznych zwolenników i takiż przeciwników. Tak jak już gdzieś napisałem, ciężar dzieła został przesunięty. Wartość nie jest na płótnie, ale w relacjach pomiędzy odbiorcami.

        • Logos Amicus Says:

          „Słoneczniki van Gogha? Co w nich inspirującego? Cena, tylko i wyłącznie cena.”

          Nie mogę się z tym zgodzić, że Słoneczniki va Gogha to tylko i wyłącznie cena.
          Może więc powtórzę to, co wcześniej napisałem pod komentarzem Juli:
          „Moim zdaniem cena nie jest wyznacznikiem artystycznej wartości dzieła.
          Jeśli mam przed sobą jakiś obraz, to moja percepcja tego obrazu nie zmieniła się tylko dlatego, że oto ktoś płaci za niego milion dolarów więcej niż poprzedni nabywca. Może to oczywiście robić na mnie wrażenie, ale jest to wrażenie poza-estetyczne, nie odnoszące się do artyzmu dzieła.”

          W sztuce współczesnej przestały obowiązywać (czy też rozmyły się) wszelkie kanony, standardy… (które do tej pory wyznaczały wartość dzieła w całej historii sztuki). A właściwie, każdy może sobie ustalać teraz te standardy wg swojego (arbitralnego) widzimisię. A ktoś inny może się z tym nie zgodzić i powie, że to sztuką nie jest bo on się kieruje innymi kryteriami.

          „To ten drugi: komentator, kontestator, oficjalny znawca, dysponent uznania, decyduje czy coś jest sztuką czy nie.”
          No właśnie, także kontestator ma prawo do tego, by stwierdzić, że coś nie jest sztuką, czy też – nie jest sztuką „prawdziwą”.

          I do czego to doprowadziło? Do totalnego bałaganu, zamieszania ludziom w głowach, do absurdu wreszcie… większość zwykłych śmiertelników ma dziś wrażenie, że sztuka współczesna to jeden wielki humbug, bzdura, blaga, wygłup, prowokacja, „grząski grunt” (czyli bagno) – pole dezynwoltury dla każdego, kto tylko uzna się za „artystę”. A każdy kogo „superrecenzent” ogłosi Wielkim Twórcą i Mistrzem automatycznie staje się Wielkim Twórcą i Mistrzem (bez względu na to, co też Wielki Twórca i Mistrz stworzył, i bez względu na to, co też on plecie – a stado papug za nim powtarza.)

          Czy to jest złe? Tak, ja twierdzę, że to jest złe (nie tylko dlatego, że mam do tego prawo). I mógłbym wyłożyć swoje racje – wykazać (i umotywować) dlaczego tak uważam – nie byłoby to więc „bezmyślne” czy „bezrefleksyjne” (w przeciwieństwie do „Dlaczego Mistrz jest Mistrzem? Bo jest Mistrzem”).

          „Wartość nie jest na płótnie, ale w relacjach pomiędzy odbiorcami.”

          Nie dla mnie.
          Wg mnie wartość tego, co jest na płótnie powinna być w relacjach między dziełem a odbiorcą, a nie w relacjach pomiędzy odbiorcami, bo wtedy sztuka, a konkretnie dzieło przestaje być zupełnie ważne – i na dobrą sprawę mogłoby go w ogóle nie być).

  7. von Negut Says:

    Mój krytyczny pogląd na sztukę nowoczesną bierze się stąd, że kiedyś, kiedy byłem jeszcze młodym obywatelem, miałem swojego ulubionego pisarza, niejakiego Kurta Vonneguta. No i ten Kurt Vonnegut niewąsko a bezlitośnie nabijał się z tej całej sztuki nowoczesnej, m.in. napisał coś takiego, że – o ile dobrze pamiętam – w nieokreślonej przyszłości ktoś wpadł na pomysł, że będzie prościej, jeśli do wyceny obrazów użyje się po prostu ruletki. No i jakiś facet chlapnął od niechcenia trzy razy farbą i tak powstały „obraz” zaniósł do wyceny.

    Ruletka wylosowała 10 mln dolarów.

    A potem ludzie się ustawiali w długich-długich kolejkach, żeby zobaczyć obraz warty aż 10 mln dolarów.
    Ha ha! Myślałem, że pęknę, jak to czytałem. :D
    Dobry pisarz był z tego Vonneguta, co do tego nie ma dwóch zdań.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s