TAŃCZĄCY FILOZOF

Picasso, "La Danse des Faunes"

*

Radość tańca, cielesnej ekspresji…
Uczucie bliskie ekstazy, kiedy człowiek rozprasza nagromadzoną w nim energię i ma poczucie totalnej kontroli nad swoim ciałem.
Wszelkim egzystencjalnym lękom, melancholii i ciemnym filozofiom można przeciwstawić coś tak banalnego jak rockandrollowy szał, zwykły brake-dance czy też frenetyczną uciechę twista – ów moment, który znosi konieczność refleksji.
Jest tylko spazm radości, witalna werwa.
Ale to dreszcz i wesele nieznane żadnym Pascalom, Heglom, Kantom, Marksom, Heideggerom i Sartre’om.
Tam gdzie tryska życie, wystarczy pić go duszkiem.
Melancholia podsuwa nam tylko naparstek.

*  *  *

Zdania te napisałem ładnych parę lat temu i prawie o nich zapomniałem, kiedy oto nagle, sięgnąwszy po Nietzschego, natrafiłem na fragment, który mi je przypomniał: „Stracony niech będzie dla nas każdy dzień, w którym się bodaj raz nie zatańczyło”.
Te słowa z „Tako rzecze Zaratustra” mnie uderzyły, ale nie zdziwiły, bo przecież wiedziałem o gloryfikacji przez Nietzschego dionizyjskiego upojenia życiem.
Taniec boga świata Śiwy wykonuje sam Zaratustra, kiedy udaje mu się – jak pisze Rudiger Safranski w „Biografii myśli” filozofa – „przeniknąć tajemnicę gry jako podstawy bytu”.
Na krótko przed załamaniem, które przerwało (znane nam, dyskursywne) myślenie Nietzschego na zawsze (mimo że żył on jeszcze później przez 10 lat), kobieta, która wynajmowała mu pokój, słysząc śpiew profesora, tudzież inne dziwne dźwięki dobiegające zza ściany, zajrzała przez dziurkę od klucza i ujrzała, jak na środku pokoju… tańczy nagi Nietzsche.

*  *  *

Niedawno też, przez parę tygodni, towarzyszył mi także Pascal – poprzez swoje  „Myśli” i „Prowincjałki”, jak również dzięki biografii (znakomicie napisanej przez Jacquesa Attali).
Z jakże innej pozycji patrzył na świat (Kosmos i Boga) schorowany, wątły fizycznie i melancholijny do szpiku kości Błażej. Doprawdy trudno mi jest wyobrazić sobie tego filozofa w tanecznych pląsach.
Czy zagłębiając się w słowach i refleksjach Pascala odczuwałem coś w rodzaju wstydu za tę powyższą apoteozę (wydawać by się mogło przyziemnej) tanecznej euforii i gloryfikację élan vital? Chyba tak, ale problem pozostał: na ile charakter a nawet kondycja psycho-fizyczna filozofa wpływa na kreowany przez niego system? A jeśli dzieje się to w znacznym stopniu, to czy owo subiektywne „skażenie” nie znosi obiektywizmu tego systemu, indywidualizując go, a tym samym relatywizując? Ergo: czy możemy się na nim opierać w oderwaniu od biografii i cech osobowych jego twórcy?
Innymi słowy, czy np. ból zęba albo zwykłe zaparcie nie zmienia (czasem radykalnie) naszego oglądu świata i sądu o nim?
Oczywiście, że to co przed chwilą napisałem jest (celowo) trywialne. Lecz dotyka jednak czegoś istotnego i być może lepiej uświadamia nam kwestię niemożności oderwania się z myśleniem od naszego „tu i teraz”, od stanu w jakim znajduje się aktualnie nasz mózg i ciało. W tym kontekście przyjęcie jakiegokolwiek systemu stworzonego przez człowieka jako „jedynie prawdziwego”, niewątpliwego, ostatecznego… może się łączyć nie tylko z ludzką pychą ale i wydawać się śmieszne (w najlepszym zaś przypadku desperackie w obliczu zderzenia się z niemożnością poznania, którą człowiek zazwyczaj stara się przezwyciężyć imaginacją, mitem, wiarą…).

Zdaję sobie sprawę, że przeciwstawienie hedonistycznego impulsu bachanalii (z jednej strony) głębokiej refleksji o fundamentalnym znaczeniu egzystencjalnym (z drugiej) jest konfrontacją rzeczy niewspółmiernych, ale czy przez to usprawiedliwione jest ignorowanie owego impulsu i wrażenia chwili?
Dodajmy, że chodzi o chwile, o których przecież niekiedy mówi się, że stanowią najbardziej istotne momenty naszego życia („dla takich chwil warto żyć”).

Wyłania się przy tym również pytanie, czy powyższa opozycja nie jest aby zwykłym przeciwstawieniem optymizmu pesymizmowi? Wydaje się jednak, że nie, choć system Pascala uważa się za system na wskroś pesymistyczny.
Ale czy jedna (radosna) chwila może odpowiadać za przyjęcie (stworzenie) systemu na wskroś optymistycznego – tak jak jedna iluminacja (psychiczny wstrząs, osobista tragedia) potrafi zdeterminować światopogląd człowieka, który jej doświadczył?

Myśli Pascala są przejmujące, jego przenikliwość i wnikliwość miejscami porażająca. Podobnie sugestywność i mistrzostwo władania słowem. Jednak, kiedy czytam jego teksty, coś powstrzymuje mnie przed zupełnym zanurzeniem się w tym jego świecie – przed całkowitą akceptacją Pascalowej wizji. Może odpowiedzialny jest za to ów „metafizyczny skok”, jakiego dokonał filozof, rezygnując z racji (w tym i z logiki) podsuwanych mu przez jego genialny bez wątpienia umysł i poddając się radykalnie i  bezwarunkowo Pismu Św.  i Bogu… na dodatek tylko temu „jedynie prawdziwemu” Bogu chrześcijan?
A może również i to, że nie był on w stanie zabawić się z ludźmi na zwykłej wiejskiej zabawie, pobiesiadować z nimi przy dobrym winie i jadle, albo też z całego serca się uśmiać? ;)

*  *  *

Reklamy

Komentarzy 26 to “TAŃCZĄCY FILOZOF”

  1. Torlin Says:

    Jak wiesz Logosie uwielbiam piękne powiedzenia i do takich należy cytat z książki „O pięknie” Zadie Smith (cytuję z pamięci): „Pisanie o muzyce to jest tak, jak tańczenie o architekturze”.
    Trochę nie na temat, ale ładne.

  2. czara Says:

    Torlinie, bardzo ładne.
    Trudno też nie mieć skojarzeń z głośnym filmem Wendersa o Pinie Bausch i jego mottem „Tańczmy, tańczmy, inaczej będziemy zgubieni.” :)

  3. REM Says:

    Jest jeszcze to:

  4. Kartka z podróży Says:

    Piszesz Logosie o wyzwalającej sile tańca. Tak mi się jakoś pogo z tym skojarzyło. Mnie to wyzwalało na maksa w dość ponurych osiemdziesiatych latach ubiegłego wieku

    Oczywiście doceniam również siłę innych tańców. Również wykonywanych nago – jak Nietschemu się zdarzało
    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Właściwie, taniec jest niczym język – można nim wyrazić przeróżne (czasem nawet skrajnie odmienne) stany w jakich znajduje sie człowiek – od radości i błogości po desperację i rozpacz.
      Również pod względem estetycznym taniec może być niezwykle zróżnicowany – od anarchistycznej bezkształtności (np. pogo) po klasyczną harmonię i grację (np. balet czy flamenco).
      Co ciekawe, tańczą nie tylko ludzie, ale i zwierzęta (a tańce godowe ptaków to prawdziwe spektakle ;) )
      Pozdrawiam

      • Kartka z podróży Says:

        Cieszę się, że mi przypomniałeś o flamenco. Przejmuje mnie zarówno taniec jak i muzyka „Flamenco” Saury pewnie znasz. Lubię również i cenię Tony Gatlifa. Pieknie filmował takie prawdziwe, soczyste flamenco. Nie wiem czy widziałeś „Latcho Drom”. Pozwolę sobie ofiarować Ci ten fragment w prezencie

  5. Marcus Says:

    Albo to:))) :

    :)))

  6. Deus ex Machina Says:

    Dwa pierwsze akapity wpisu TAŃCZĄCY FILOZOF ukazały się już wcześniej na poprzednim blogu „Brain Graffiti”. Stamtąd pochodzą też poniższe komentarze, których wybór pozwalam sobie tutaj przytoczyć:

    LUNETARIUS: Nietzsche te 10 lat spędził szczęśliwszy niźli ci wszyscy, którzy użalali się nad nim.

    LOGOS AMICUS: Skąd ta supozycja Lunetariusie?
    Przyznam się, ze niewiele wiem o stanie ducha i poczuciu szczęśliwości ludzi uwiezionych w stuporze.
    Dla mnie to zagadka.
    Natomiast sporo wiadomo o euforii Nietzschego tuz przed jego popadnięciem „w obłęd” (jak to się nazywa).
    Czyżby wiec stan wiecznej szczęśliwości możliwy był tylko w obłędzie?
    Czy człowiek „obłąkany” jest człowiekiem szczęśliwym?
    Czy warunkiem permanentnego szczęścia jest „postradanie” rozumu?
    * * *

    DEFENDO: Nietzsche umierał na syfilis otoczony troskliwą opieką matki, potem siostry. Do końca życia nie powiedziały mu o przyczynie jego choroby. Zapewne rzeczywiście był szczęśliwszy niż wielu innych.
    Jest taka hipoteza, że w pewnym stadium tej choroby u twórców występują przebłyski, że odważniej myślą. Zważywszy casus Wyspiańskiego i innych trudno się oprzeć wrażeniu, że coś w tym jest.

    LOGOS AMICUS: Nie jest mi wiadome do końca, jak choroba weneryczna Nietzschego wpływała na stan jego umysłu.
    (O ile wiem Nietzsche nigdy oficjalnie nie został zdiagnozowany jako syfilityk. Sam, przy kilku okazjach, wspomniał tylko, że zaraził się syfilisem podczas studiów, kiedy odwiedzał z kolegami burdele w Koloni).
    Wiadomo natomiast, ze zapadł na rodzaj demencji – paraliżu umysłowego na ponad 10 lat – nie komunikując się z otoczeniem.
    O czym on wtedy myślał, co czuł… raczej nie wiadomo.
    Jeśli był „szczęśliwy” to była to moim zdaniem szczęśliwość cokolwiek cielęca – bo pozbawiona pełnej relacji ze światem i ludźmi.
    Jeśli chodzi o mnie, to wolałbym cierpieć, niż być w ten sposób (bezproduktywnie) „szczęśliwym”
    (Taką „szczęśliwość” rezerwuję sobie na pobyt w raju :))

    DEFENDO: Nieodparcie kojarzy mi się z Twoim tekstem wspaniały „Sokrates tańczący” Tuwima.
    Ten wiersz Tuwima – to jeden z wielu moich „od zawsze” ukochanych. Chciałabym go usłyszeć w interpretacji Treli na przykład…

    LOGOS AMICUS: Defendo, wstyd się przyznać, ale ja nie znałem do tej pory tego wiersza.
    Dzięki Tobie przeczytałem go sobie teraz, a nawet wysłuchałem (jest świetny i jak ulał pasuje do tego co napisałem):

    DEFENDO: W takim razie jeszcze jeden Tuwim:
    http://mforum.pl/ewa-wiersz-juliana-tuwima-t10781.html
    Ten tekst mówiłam jako osiemnastolatka na jakimś konkursie, odniosłam wtedy sukces zresztą, chociaż – doskonale wtedy niewinna – pojęcia nie miałam, o czym mówię…
    Dziś potrafię być wszystkimi Ewami równocześnie ;)

  7. jula Says:

    Skoro Sokrates, to i Grecja ta bardziej współczesna i oczywiście Grek Zorba – powieść greckiego autora Nikosa Kazantzakisa i scena z filmu! …
    :lol:
    „Człowiek musi być szlony, bo inaczej nigdy nie odważy się być wolnym!”
    „Szefie widziałeś kiedyś taką piękną katastrofę ?.. .”
    i taniec poniżej

    • Logos Amicus Says:

      Świetne, Jula! :)
      Doprawdy piękna katastrofa i jeszcze piekniejszy taniec – nigdy nie zapomniany!
      No i jeszcze to wyznanie Anthony’ego Queena:

      „Nigdy jeszcze żadnego faceta nie kochałem tak jak Ciebie” :)

  8. jula Says:

    No oczywiście, ja chciałabym w tej wiosce sobie tak potańczyć.
    Według mnie powinny tam pielgrzymki chodzić ;)
    cytuje internautów;
    „teraz moje zycie bedzie inne , Zorba mnie poprowadzi… ”

    Ten fragment obudził we mnie miłe wspomnienia. W miejscu, gdzie rozgrywa się scena finałowa, stoi dzisiaj hotelik Little Bay. Tam właśnie spędziłam z rodziną ubiegłoroczne wakacje. Cudowne miejsce. Polecam. Wioska nazywa się Stavros. ! :D

  9. Hoko Says:

    Kolego Drogi, Pascal, nim zaczął bogobojnić, był niezłym bawidamkiem i światowcem, w dodatku kompletnym snobem. A jego późniejsza bogobojność to w dużej mierze skutek problemów zdrowotnych oraz próba racjonalizacji po odrzuceniu przez arystokratyczny świat, w który nasz filozof miał nadzieję się wżenić – a też metoda na wojowanie z tym światem.

    • Logos Amicus Says:

      Hoko, nie wiem skąd Ty masz takie informacje. Przyjrzałem się dość blisko życiu Pascala i mogę swierdzić, że chyba mylisz go z kim innym, nazywając go np. „bawidamkiem” czy „komplentym snobem”.
      Bo Pascal:
      – żadnym bawidamkiem nie był. Do seksu – a także własnej cielesności – miał wstręt od dzieciństwa i podkochując się (platonicznie) we własnej siostrze został dziewicą (dziewicem) aż do końca swoich dni
      – o ożenku żadnym nie myślał nigdy (odrzucił np. „względy” zakochanej w nim Charlotty, córki swojego (arystokratycznego) przyjaciela Arthusa
      – przez arystokratyczny świat wcale nie został odrzucony (wręcz przeciwnie – cieszył się w nim sławą geniusza matematycznego już za życia, nie mówiąc o tym, że stał się (pisząc „Prowincjałki”) mózgiem części arystokracji związanej z jansenizmem
      – czy bogobojność można uznać za „próbę racjonalizacji”? Pascal poddał się Bogu, gdyż uznał, że rozumem (ratio) nie ogarnie i nie rozstrzygnie fundamentalnych problemów, które go zajmowały i pochłonęły

      Tak więc, Drogi Hoko, coś Ci się chyba pokręciło ;)

      • Hoko Says:

        Ta ta ta… jak się Żywoty Świętych czyta, to takie są skutki. Poczytaj sobie Boya (Mózg i płeć). Ewentualnie coś z opracowań wychodzących poza jansenistyczną apologetykę, która zdominowała późniejsze biografie.

        • Logos Amicus Says:

          Hoko, to że Pascal przeżył w swoim życiu tzw. „przyziemny okres” (kiedy miał około 30 lat) – każdy o tym przecież wie, nawet jego hagiografowie (choć przecie Pascal hagiografów nie potrzebuje). Nie upoważnia to jednak do nazywania go „bawidamkiem”, „kompletnym snobem” i insynuowania, że chciał się „wżenić w arystokratyczny świat”. Nie ma tak łatwo.
          To prawda, że zaczął chodzić do teatru, opery, na jakieś bankiety, ale i tam pozostawał sobą: dość smętnym i przenikliwym myślicielem – analitykiem, który z hedonizmem miał tyle wspólnego, co mizerny, blady i skruszony sucharek. (Wystarczy poczytać jego – pochodzące z tego okresu – „Discours sur les passions de l’amour”.)
          Zajął się też hazardem, co jak wiemy, nie doprowadziło go ani do fortuny, ani też do ruiny, ale do rozwinięcia teorii rachunku prawdopodobieństwa na niespotykaną dotychczas skalę.
          Pascal był geniuszem matematycznym, który swój mózg skutecznie odseparował od zewu płci.

          PS. Wobec tego wszystkiego nie jestem pewien, czy ten Twój protekcjonalno-ironiczno-kpiący ton (typu „Drogi Kolego”, „ta, ta, ta…”, „poczytaj sobie”…) jest usprawiedliwiony ;)
          PS2. A do Boy’a, podobnie jak do hagiografów, też nie należy podchodzić całkiem bezkrytycznie. (Nota bene, biografia, którą napisał Jacques Attali, a o której wspomniałem, żadną hagiografią – ani tym bardziej „apologią jansenistyczną” – nie jest.)
          Pozdrawiam

  10. jula Says:

    Z reguły ludzie ( na szczęście nie wszyscy) , dobrze używający życia , u jego schyłku (ich życia) stają się dziwnie bogobojni. Zawsze się dziwiłam dlaczego?… Hoko mi wyjaśnił, emocje zastępcze . Raz – nie to zdrowie -trwoga to do boga. Dwa- te skrajne emocje potrzebują swojej niszy .
    Bo każdy kieruje się jakąś filozofią zastępczą na dany etap w swoim życiu, tak myślę .
    Ps.
    Zauważyliście jaki nikły odsetek wśród filozofów tworzą kobiety , dlaczego?… Hehehhe :D )))

  11. Miriam Says:

    „Idziemy przez świat z klapkami na oczach, zaabsorbowani małymi rzeczami, które widzimy i słyszymy, rozmyślając nad własnymi uprzedzeniami, omijając radość życia, nie zdając sobie nawet sprawy, że coś ominęliśmy. Nigdy nawet przez chwilę nie kosztujemy podniecającego smaku wina wolności. Jesteśmy uwięzieni tak prawdziwie, jakbyśmy leżeli na dnie lochu, skuci łańcuchami.”
    Yang Chu, chiński filozof z czwartego wieku przed naszą erą.

  12. Iżyk Says:

    „Jeśli chodzi o mnie, to wolałbym cierpieć, niż być w ten sposób (bezproduktywnie) „szczęśliwym””
    :)
    albo jeszcze lepiej
    „Jeśli był „szczęśliwy” to była to moim zdaniem szczęśliwość cokolwiek cielęca – bo pozbawiona pełnej relacji ze światem i ludźmi.
    Jeśli chodzi o mnie, to wolałbym cierpieć, niż być w ten sposób (bezproduktywnie) „szczęśliwym”
    (Taką „szczęśliwość” rezerwuję sobie na pobyt w raju :))”

    :) a nawet ;)

  13. „PINA” Wendersa, „KOBIETA I MĘŻCZYŹNI” Leloucha i inne filmy Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Chicago « WIZJA LOKALNA Says:

    […] oczywistych względów jeszcze czymś bardziej intensywnym – mianowicie czystym a niekiedy wręcz ekstatycznym wydatkowaniem własnej energii, będącego mu w stanie dostarczyć euforycznego poczucia tego, że […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s