PASJA OKRUCIEŃSTWA CZY ANATOMIA CIERPIENIA? (Więcej niż kino: „Pasja”)

Czy w obrazie torturowanego i ukrzyżowanego ciała Chrystusa można się doszukać sadomasochizmu? („Pasja”)

*

W przeszłości zdarzało się czasem, iż miałem wątpliwości, czy film jako artystyczne medium może się adekwatnie (i kompetentnie) zajmować każdym tematem, ważąc się na egzegezę czegoś co przechodzi ludzkie wyobrażenie (jak np. Holocaust), zrośnięte jest z mitem lub też wynika ze sfery sacrum (jak w przypadku religii).
Moim zdaniem wrzawa wokół filmu Gibsona wynikała właśnie z nieporozumienia co do kompetencji kina w tym względzie.

Jest to zresztą szerszy temat: na ile sztuka zdolna jest dotknąć i przekazać NIEWYPOWIEDZIALNE?

Niekiedy też mam wątpliwości: czy coś, co jest prawdziwie, głęboko i metafizycznie święte może być „zszargane” przez cokolwiek na tej ziemi (nie tylko przez takie niegroźne w sumie medium jak film)?
Albo też: czy jakiekolwiek dzieło sztuki, (wliczając w to film) jest w stanie oddać – i przekazać – dogłębne cierpienie, horror egzystencji czy mękę agonii?

Ja jednak odpowiadam sobie na oba te pytania: NIE.

Zanim jeszcze „Pasja” pojawiła się na ekranach, napisano już o niej wszystko. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek tak rozpisywano się i rozwodzono o jakimś filmie przed jego projekcją. Dominowały dwa wątki: rzekomy antysemityzm filmu (wynikający ponoć ze wskazania palcem przez Gibsona żydów jako sprawców śmierci Jezusa Chrystusa) oraz sposób zobrazowania okrucieństwa i przemocy na ekranie.

Pierwszym zarzutem w ogóle nie będę się zajmował, gdyż uważam go za bzdurny. Drugi jest według mnie poważniejszy, bo dotyka etycznej strony dzieła, podważa jego estetykę, może nawet kompromituje artyzm wizji jego twórców.
* * *

Czy kino dotknąć może sfery sacrum? (Monica Bellucci jako Maria Magdalena w filmie „Pasja”)

*

Jedno trzeba wszak reżyserowi przyznać: „Pasja” dotyka prawie każdego widza, nie sposób przejść obok niej obojętnie. Również od strony warsztatowej jest to chyba film wybitny. Lecz ja nie chciałbym wchodzić do kuchennego atelier, podglądać rzemieślników kina. Są to dla mnie w tym przypadku sprawy drugorzędne. Chcę się natomiast wypowiedzieć na temat czegoś, co wydaje mi się o wiele ważniejsze. Mianowicie: interesuje mnie racja zaistnienia, intencje i etyczne przesłanie filmu. Jakie było rzeczywiste źródło inspiracji Mela Gibsona? Co spowodowało, że ten wyczynowiec hollywoodzkiego ekranu porwał się na taki temat, jak Pasja Jezusa Chrystusa. Jakie jest moralne uzasadnienie tego epatowania nas ekstremalnym okrucieństwem przez dwie godziny projekcji?

Otóż nie jest ono dla mnie jasne.

Po pierwsze: nie przekonał mnie tzw. „realizm”, czy tez „naturalizm” scen ukazujących mękę Chrystusa i niewiarygodnie sadystyczne znęcanie się nad nim oprawców-sadystów. Jezus był w takich momentach człowiekiem, a żadna żywa istota nie wytrzymałaby setnej części podobnych katuszy. Jest to po prostu niemożliwe z fizjologicznego, czy też medycznego punktu widzenia. Poza tym w scenach tych za dużo było moim zdaniem „kina”: ta sikająca krew, plastyczne rozszarpywanie ciała, zwolnione tempo, werble i muzyczny patos; zbyt hollywoodzkie (mimo wszystko) kostiumy…
Po drugie: nie jestem pewien, czy skoncentrowanie się tylko na męczeńskiej śmierci Nazareńczyka oddaje sprawiedliwość Jego życiowej nauce, głoszącej przede wszystkim miłość, dobroć, braterstwo, łagodność i przebaczenie. Bowiem to właśnie jest dla mnie istotą i esencją chrześcijaństwa: wszystko, co wzmacnia człowieczą wiarę (nie tylko w Boga ale i właśnie w człowieka) oraz nadzieję; jak również: afirmacja życia i miłości.
Miłosierdzie i Zbawienie wreszcie.

Po co? Dlaczego?

A nie cierpiętnicze korzenie się w marności, bliskie masochizmu „umartwianie się”, rózgi flagelantów, włosiennice, leżenie krzyżem… i tym podobna martyrologia fundowana samemu sobie. Owszem, to również silnie przeniknęło do chrześcijaństwa (zwłaszcza w katolicyzmie), co nawet zmusiło kiedyś Petera Greenaway’a do stwierdzenia: „Jego (tzn. chrześcijaństwa) najsilniejszym, wszechobecnym symbolem jest zadziwiający, sadomasochistyczny obraz torturowanego i ukrzyżowanego ciała Chrystusa”.
Ja osobiście się z tą tradycją nie identyfikuję, więc już choćby tylko z tego powodu nie mogę się uważać za bezkrytycznego kibica ostatniego dzieła Gibsona – człowieka, którego skądinąd darzę znaczną sympatią.

Jest taka prosta zasada: czego za dużo, to się szybko przejada. Nawet przemoc obojętnieje, jeśli jest permanentna i wszechobecna. To już nawet zahacza o filmowy warsztat: brak umiaru w środkach po jakimś czasie nas przytępia. Przez nieodpowiednie dozowanie przemocy dezorientuje się nasze poczucie napięcia, przestajemy w końcu na nią reagować. Czasem jeden policzek na ekranie odczuwamy bardziej boleśnie, niż niekończące się rozszarpywanie całego ciała na strzępy przez psychopatyczne pół-głowe harpie, na jakie ucharakteryzowano aktorów grających rzymskich siepaczy.
* * *

Naturalnie film wzruszył mnie w kilku momentach, lecz bardziej miało to u mnie konotacje psychologiczne – związane raczej z zakodowaną we mnie tradycją, z religią, w której byłem wychowany, niż obrazową plastyką cielesnych tortur, jakim poddawano na ekranie odtwarzającego postać Chrystusa Jima Caviezela.

Wreszcie – film wydał mi się mało kompleksowy. Jeden zarzut już wymieniłem: zagubienie rzeczywistego przesłania nauki Jezusa. Wynikało to również z ciągłych powtórzeń i treściowej monotematyczności scenopisu. Dzięki temu moje najmocniejsze odczucie po projekcji Gibsonowej Pasji było takie: wielko-formatowy clip zdominowany przez obrazy tortur, sadyzmu i okrucieństwa.
Trudno by tu o jakiekolwiek doświadczenie natury religijnej.

Moim zdaniem o wiele bardziej złożonym i wyzywającym myślowo (choć też i bardziej kontrowersyjnym) był inny film zajmujący się postacią Jezusa sprzed kilkunastu lat, a mianowicie „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese.
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń uważam, iż obraz Mela Gibsona warto było obejrzeć. Być może burza wokół niego była zbytnio rozdmuchana, lecz myślę, że film zasługuje na bliższą uwagę.
W końcu dla wielu ludzi był on jednak obrazem poruszającym, a dla niektórych nawet wręcz wstrząsającym przeżyciem. Cóż, każdy z nas ma inną świadomość, inną wrażliwość, inny bagaż doświadczeń…

No i jeszcze prawo do własnej opinii.
* * *

Z Pasji robi się kino: wielko-formatowy clip zdominowany przez obrazy tortur, sadyzmu i okrucieństwa.

*

Advertisements

komentarzy 10 to “PASJA OKRUCIEŃSTWA CZY ANATOMIA CIERPIENIA? (Więcej niż kino: „Pasja”)”

  1. avto Says:

    Thanks – where is article source?

  2. caddicus Says:

    Jeden zarzut już wymieniłem: zagubienie rzeczywistego przesłania nauki Jezusa.

    Film obejrzałem kilka lat temu, gdy tylko wszedł na ekrany kin i przyznam, że urzekł mnie właśnie realizmem i tym, co – według Ciebie – epatuje okrucieństwem. Znamy wiele cukierkowatych ekranizacji żywota Jezusa, ale żadna z nich nie pokazała Pasji w taki sposób jak Gibson. Z resztą sam tytuł filmu wskazuje, co jest jego tematem przewodnim. Gibson nie rościł sobie prawa głoszenia ewangelii – to czynią kościoły chrześcijańskie. Gibson chciał pokazać okrutną śmierć Jezusa i uzmysłowić letnim chrześcijanom jak widzieć to, co wyznają w każdą niedzielę w Credo: Ukrzyżowany również za nas,
    pod Poncjuszem Piłatem został umęczony
    i pogrzebany.. Skoro dyskutujemy i spieramy się o filmowy obraz oznacza to, że twórca osiągnął cel… pobudził widzów emocje i myśli.
    Uciekamy od cierpienia i obrzydliwości umierania. Starców chowamy w domach spokojnej starości, starość i ułomność wygładzamy photoshopem. Może warto spojrzeć na życie i śmierć od tej mniej estetycznej strony?

  3. Bibliomisiek Says:

    Sam, pamiętam, podchodziłem do „Pasji” niebezkrytycznie. I w sumie rozumiem ludzi, którzy wychodzą z założenia, że nie muszą oglądać, żeby wierzyć, lub żeby wiedzieć jak wyglądało Ukrzyżowanie. Na pewno mają rację. Ale dla mnie wielkim przeżyciem było zobaczyć Pasję właśnie tak, jakby się tam było – bo nie oszukujmy się, Gibson nie zostawia widzowi żadnego dystansu. A ukrzyżowanie człowieka to nie oleodruk, to straszna i okrutna śmierć.

    Natomiast czy film gubi transcendencję Męki? Sens nauki Jezusa z Nazarethu? Tym drugim przecież się nie zajmuje docelowo, nie o tym jest. Natomiast – czy nadprzyrodzony sens Męki jest tak bardzo widoczny W JEJ BIBLIJNYM OPISIE? Nie w kontekstach z innych części Pisma, tylko w tym co ekranizuje Gibson? Otóż chyba nie. Znaczenie „zbawienne” Męki jest w jej samym opisie słabo obecne. Wynika z wcześniejszej nauki Chrystusa, i z nasze wiary w tą naukę, natomiast Gibson nie tym się interesuje – i w sumie nie musi. Uzmysławia nam tylko, tak jak pisze Caddicus: co to znaczy „został umęczony”. Za nasze grzechy. I daje nam możliwość spojrzenia na to bez znieczulenia. Tak bym to widział.

    W „Pasji” nie podobają mi się akurat inne rzeczy, np. zaszczucie Judasza przez niewiadomoco, zamiast próby wejścia choć na moment w psychikę człowieka, który uświadamia sobie co właśnie uczynił i w kilka chwil „dojrzewa” do samobójstwa. Ale Męka – tak, tak mogła wyglądać.

    Przy okazji – bardzo sobie cenię Twój blog, bo piszesz głęboko przemyślane teksty, a na filmy (głównie czytam notki te filmowe) patrzysz z dość rzadko opisywanych stron, w niestandardowych ujęciach. Odświeżająco, niebanalnie. „Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno”, jak pisał klasyk. Dlatego wracam regularnie. Pozdrawiam serdecznie.

  4. alElla Says:

    Najradośniejszych Świąt Wielkanocnych,
    pogody, słońca, radości!

    Wesołego Alleluja!

  5. kuzynka Says:

    Pamiętam, że zbojkotowałam ten film w licealnym stylu: kościół KAŻE iść do kina, zapłacić pieniążek Hollywood i politować się nad umęczonym Chrystusem.
    Nasza wspólna kuzynka Z. pałała świętym oburzeniem kiedy jej powiedziałam, że nie muszę patrzeć na „Pasję”, żeby wierzyć w m mękę Chrystusa. Mogłabym, co najwyżej, patrzeć ze ścisłej naukowej ciekawości, a takiej nie posiadam.
    Z. mówiła, ile to osób wiarę odzyskało… itepe.

    Tak się złożyło, że wtedy ciocia D. umierała na raka. I z H. wspólnie doszłyśmy do wniosku, że nie ma co patrzeć na biczowanego w filmie aktora udającego Chrystusa, bo tego prawdziwego można po prostu zobaczyć na oddziale umierających na raka kobiet. (Oby to nie zabrzmiało jakoś patetycznie, bo patosu nie lubię.)

  6. Iżyk Says:

    „Jest to zresztą szerszy temat: na ile sztuka zdolna jest dotknąć i przekazać NIEWYPOWIEDZIALNE?”

    To jest, myślę, najważniejsze zdanie przy Pasji. Z tym jednak, że i bez Pasji trzeba lekko byłoby je podretuszować. Nie dotknąć (skoro „dotknąć i przekazać”, a złapać, schwytać, ująć, wyrazić, czy zupełnie tu niestosowne, bo po prostu „przekazać”. Meandry biorą mi się stąd, że w moim pojęciu tzwanej sztuki zawarte już jest jej przekazywanie. Sztuka, jak ja ją rozumiem (ale bez scholastycznych sztuczek proszę…), jest formą komunikacji. Więc ergo jest takie, że do „niewypowiedzianego” jedynie ona swoim ulałem pasuje. Kto mi nie wierzy – trudno, dobrze mu tak!
    No i jak to przy problemach komunikacji bywa, są problemy. ja na ten przykład wogóle nie rozumiem o czym mówicie. Mam problem w połapaniu się w zależnościach pomiędzy 3ma rzeczami: nadawca, treść i odbiorca.
    ja świetnie chwytam sens zdania „czy jakiekolwiek dzieło sztuki, (wliczając w to film) jest w stanie oddać – i przekazać – dogłębne cierpienie, horror egzystencji czy mękę agonii?”, ale za chwilę mam wrażenie, że wcale. Czyli, i tu na boku sarknę, że miało nie być scholastyki, że
    a) czy to zdanie wypowiada LA sobie sam, jako ogólną uwagę?
    b) czy to zdanie (a właściwie Pasja w jakiś sposób próbuje na nie odpowiedzieć) odnosi się do tego filmu?
    c) cz nie rozumiem filmu, a to zdanie/pytanie ukierunkowuje mnie na pokłady jego zawartości, dzięki czemu pokonam moja gamoniowatą skłonność do powierzchownego pojmowania filmów!
    Osobiście wolałbym a) i b), ponieważ c) bardzo kłóci mi się z moim obrazem mnie samego, a mogę podać tysiąc przykładów, gdzie mój gust potwierdza, że pasuje mi najbardziej (choćby zupa mleczna i ostrygi, gdzie nikt mnie nie przekona, że mi smakują. naprawdę…).

    „dogłębne cierpienie, horror egzystencji czy mękę agonii”. Czy gibson przekazał dogłębny horror agonii? A miał?
    Jest taki świetny film (LA-pomóż), gdy łudy Allen stoi w kolejce do kina, a krytyk epatuje laski swymi uwagami o… Łudy się zżyma, tamten słyszy, rusza starcie, łudy wyciąga zza kotary autora i całe klu do kamery, że gdyba tak się dało w życiu.
    No więc nie wiem ja aż tak za bardzo, czy gibsona zza kotary to koniami by, panie, wyciongnoł…
    Pamiętając o bolesnym c) – przepraszam otóż, proszę uprzejmie ale może rzeczywiście itd. Może te wszystkie „film wydał mi się mało kompleksowy. Jeden zarzut już wymieniłem: zagubienie rzeczywistego przesłania nauki Jezusa”, albo „Gibson chciał pokazać okrutną śmierć Jezusa i uzmysłowić letnim chrześcijanom jak widzieć to, co wyznają w każdą niedzielę w Credo”, albo „czy film gubi transcendencję Męki”, albo moje ulubione i za to sorrrrry „nie oszukujmy się, Gibson nie zostawia widzowi żadnego dystansu”.
    Wyznaję, że c), C), a nawet górne C)
    No co jak co, ale ja się ani oszukać nie dałem, ani dystansu nie straciłem, a że Gibson mi go nie zostawił, to nawet żem nie wiedział.
    W czym się zgadzamy? W tym, że
    „Dzięki temu moje najmocniejsze odczucie po projekcji Gibsonowej Pasji było takie: wielko-formatowy clip zdominowany przez obrazy tortur, sadyzmu i okrucieństwa”, ale żem prosty, to pójdę dalej: to jest… tylko movie. Wprawdzie „Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno” ale jeśli nie, to my je wymacamy, a jak trzeba będzie to nawet wybijemy. Gąbrowicz pisał, że powtarzaj słowo, a głębi samo nabierze. No to już – łydka, łydka, łydka, łydka… Palic, palic, palic, palic, palic…
    Albo inaczej – Wolter mówi, że spisana historia ludów i narodów jest nudna, jak flaki z olejem. Wystarczy jednak uzbroić Clio w sztylet, a zaraz będzie Melpomeną.
    Mnie film poruszył tylko raz i przez tę jedną chwilę Mel mnie nabrał na kino. Na golgocie kamera bierze obraz pionowo z góry. Przez moment ja – widz patrzę przez oko boga, obraz na ten teatr marionetek, borze igrzysko, „łezpa dole”. Obraz się rozjeżdża w rybie oko i… pierwsza kropla deszczu spada na ziemię. I już. I tyle…
    Inne subtelności rozważań n.t. ukazywania transcendencji męki figury typu głęboki sens zamęczenia człowieka, to tam tego… pominę… Torturowali jednego gościa, zamęczyli go, a on ich dzięki temu zbawił… Po dwóch tysiącach lat pewne rozwiązania narracyjne należałoby już odłożyć. Chyba, że łydka, łydka, łydka… ale to działka telemacha.

    Garb, natłok myśli niepozbieranych i krasomówstwo każdy ma swoje. Marcjalis do swego przyjaciela Postumusa, który go w sądzie broni:

    Nie o morderstwo ani o gwałt żaden,
    Lecz o trzy kozy mam proces z sąsiadem.
    Ukradł je, mówię, bo jak kamień w wodę
    Znikły. Więc sędzia pyta o dowody.
    A ty nas bitwą pod Kannami raczysz,
    Wspominasz wściekłość punijskich krętaczy,
    Wyciągasz z grobu Sulle i Mariuszów,
    Mitydaresa i sławnych Mucjuszów,
    Grzmisz i przybierasz bohaterskie pozy.
    Ależ, Postumie, pamiętaj – trzy kozy!

    A w ogóle to podobało mi się.

  7. Awicca Says:

    Do człowieka najbardziej trafia dosadność, konkretny znój, ból i krew. Coś jak obóz koncentracyjny, wstrząsające obrazy i tortury. Możliwe że o to własnie chodziło w tym filmie, żeby poruszyć każdego. Sama świętość czy duchowość jest mniej widowiskowa, prawdziwa, czy realna, a nawet mdła i za święta, dla tego co tylko patrzy. Z duszą trudno się zidentyfikować, temu który nigdy nie przeżywał upadków i wzlotów ducha. Cierpienia i świętości od wewnątrz. To mało widowiskowa rzeczywistość, zwyczajne „zwidy” i wizje, bujanie w obłokach, psychoza itd. Może jest i dramatyczna, ale wyłącznie w doświadczeniu tego, który takie „ukrzyżowanie” właśnie przeżywa.
    Mnie osobiście film się nie podobał.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego z okazji nadchodzących świąt.
    Mokrego dyngusa, też ;)

  8. Barbara Silver Says:

    Raz jeden go obejrzałam, w kinie, bodajże w dniu polskiej premiery. Pamiętam, że cała sala kinowa zamarła, a gdy wychodziliśmy po seansie, wszyscy milczeli jak zaklęci. Bardzo poruszający obraz, którego nie zamierzam więcej oglądać. Uważam również, że zarzuty wobec Gibsona o antysemickie przesłanie filmu to bzdura, w końcu na tej historii zasadza się wiara wszystkich chrześcijan, czy zatem można mieć pretensje do tego, iż właśnie tam i wtedy, i w taki sposób to się rozegrało? Tak się działo, na takie cierpienia skazywano ludzi; uciekając od własnej historii, pewni ludzie sami sobie zaprzeczają, bo jednocześnie czcimy Mojżesza i to, co dla nas uczynił. Co innego kolejny film Gibsona „Apocalypto”. W świetle najnowszej wiedzy naukowej, nie było do końca tak, jak ukazał to w swym obrazie, stąd zgadzam się z krytyką. Ale jeśli chodzi o „Pasję”, myślę że zawsze będzie wzbudzać kontrowersje, po jednej i drugiej stronie. Ja na przykład nie znoszę epatowania cierpieniem, ale to moja subiektywna ocena. Film jest wstrząsająco realistyczny, kiedy już zna się historię Judei za panowania Rzymian. Pozdrawiam.

  9. tamaryszek Says:

    Logosie, a ja sobie dziś obejrzę Pasję. Po kilku latach. Tymczasem zakurzone wrażenia przypominają mi, że byłam pod ogromnym wrażeniem Mai Morgenstern w roli Marii. Mam nadzieję, że to wrażenie się utrzyma.
    A skoro o Mai Morgenstern mowa, to właśnie ona (nie Monika Bellucci) jest na zdjęciu drugim. Chyba – jeśli dobrze rozpoznaję tę scenę, gdy ona słyszy (sercem matki) cierpienie syna.
    pozdrawiam
    Wracasz na Święta?

  10. grześ Says:

    Hm, właściwie się zgadzam z twoją recenzją.
    Acz ja „Pasji” nie lubię i nie cenię.
    Jest kilka scen, które mnie poruszyły i sa piękne (np. zmywanie krwi Chrystusa z podłogi), poza tym „Pasja” jest jednak momentami kiczowatym horrorem (te sceny jak kruk wydziobuje oko itd) i filmem bez głębi właściwie.
    Dodać to upajanie się przemocą niczym nawet nie z horroru a z jakiegoś filmu gore czy innego splattera.
    Nie przemawia to do mnie, męczy to mnie, nuży i wkurza.

    Acz oczywiście film jest dobrym widowiskiem i sprawnie zrobiony, może gdyby tyczył się innej tematyki, to by mi się podobał (np. równie brutalne i równie patetyczne „apocalypto” Gibsona wspominam jako dobry film i nie mam do niego uczuć lekkiego obrzydzenia, jakie mam wobec „Pasji”)


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s