AMERYKAŃSKA DROGA KRZYŻOWA (Więcej niż kino: „Urodzony 4 lipca”)

Oliver Stone: „Moja romantyczna wizja wojny nie miała nic wspólnego z tym, czym ona była naprawdę”

*

Oliver Stone – reżyser, który w Ameryce uważany jest za coś więcej, niźli tylko hollywoodzkiego wyrobnika (autor kontrowersyjnego „JFK”), nakręcił swego czasu słynną trylogię wietnamską: „Pluton”, „Urodzony 4 lipca” oraz „Niebo i ziemia”, gdzie wojnę w Indochinach przedstawił z różnych perspektyw. Wykorzystał przy tym – co jest niezwykle istotne – własne doświadczenia, jako że sam walczył w Wietnamie.
A pojechał tam jako ochotnik:
„Pochodzę z dość konserwatywnej rodziny. W 1964 roku byłem zwolennikiem Barry Goldwatera i uważałem za słuszne angażowanie się Ameryki w wojnie wietnamskiej. Byłem gotów umrzeć za mój kraj. Uważałem, że należy wypędzić komunistów z Wietnamu, bo przecież wychowałem się w atmosferze zimnej wojny i nasiąkłem filmami z Johnem Waynem. Ale byłem młody, miałem 21 lat, studiowałem na uniwersytecie i uważałem, że Wietnam to wojna mojego pokolenia i że nie powinno na niej zabraknąć młodych Amerykanów z zamożniejszych, bardziej wykształconych klas społecznych.”

A oto jakiej transformacji uległy poglądy Stone’a po wzięciu udziału w walkach w Wietnamie i powrocie z frontu:
„Wojnę znałem tylko z kinowego ekranu. Byłem romantykiem, fascynował mnie ‚Lord Jim’ Conrada. Wojna jawiła mi się jako najcięższa i najbardziej surowa próba dla każdego człowieka, jako kluczowe ludzkie doświadczenie. (Nietzsche: ‚Rezygnuje się z wielkości życia, jeśli rezygnuje się z wojny’ – przyp. LA) Bardzo szybko zdałem sobie sprawę jak wielka pomyłką był mój wyjazd do Wietnamu – że  moja romantyczna wizja wojny nie miała nic wspólnego z tym, czym ona była naprawdę. Nie wyobrażałem sobie, że wojna może być tak brutalna i upodlająca. (…) Mój powrót do Ameryki był szokiem z powodu powszechnej obojętności. Nikt nie dostrzegał, że przecież tam właśnie umierają młodzi Amerykanie. W parę dni trafiłem do więzienia w San Diego. Znaleziono przy mnie LSD i marihuanę. Groziło mi od pięciu do dwudziestu lat więzienia. Byłem wciekły! Oto jak traktowano tych, którzy ocaleli. Nie wróciłem już do rodzinnego gniazda. Wolałem zanurzyć się w nowojorską dżunglę. Rewolucję hippiesowską uważałem za kompletny idiotyzm. Gardziłem tymi wszystkimi kontestatorami. Myliłem się. Nie rozumiałem znaczenia kontestacji. Byłem samotnikiem, dzikusem. (…) Byłem zbyt gwałtowny, miałem ochotę zabijać. Chciałem obalić rząd przy pomocy armatnich strzałów. Stałem się absolutnym anarchistą. Żyłem w świecie paranoi i narkotyków.”
*  *  *

Stone: „Bardzo szybko zdałem sobie sprawę jak wielka pomyłką był mój wyjazd do Wietnamu”

*

Biorąc pod uwagę wypowiedzi Stone’a, nie dziwi wcale jego decyzja o ekranizacji autobiograficznej książki Rona Kovica, wietnamskiego weterana, który z hurra-patriotycznego ochotnika, wskutek psychicznych urazów, nabawionego w walce kalectwa i rozczarowań po powrocie do Ameryki, zamienił się w pacyfistycznego aktywistę, protestującego przeciw kontynuowaniu tamtej wojny.
Stone z realizacją filmu nosił się już od dawna, ale udało mu się to zrealizować dopiero wtedy, gdy przebrzmiała epoka Reagana z jej kogucią zaczepliwością i wielko-mocarstwową chełpliwością, odbijająca się m. in. na ekranach kinowych w fantazyjnych fajerwerkach typu „Rambo”. Tak więc, dopiero w kilkanaście lat po zakończeniu wojny przyszło uderzyć się w piersi. Jak na ironię jednak, nie były to piersi polityków, ale ofiar. Bowiem takimi ofiarami byli autorzy filmu – Kovic i Stone.

W piekle upokorzenia – gniew i cierpienie weterana

Ron Kovic przeszedł w Wietnamie identyczną transformację jak Oliver Stone. Z początku był to napalony młodzik z głową pełną romantycznych mrzonek, admiracji dla „męskiej a prawej wojowniczości” (typu Johna Wayne’a). Później widzimy go już na wózku inwalidzkim – nieogolonego, zapijaczonego, wszczynającego burdy i bluzgającego przekleństwami, w oparach narkotyków i otoczeniu meksykańskich prostytutek. Wreszcie: jako kipiącego od gniewu bojownika, politycznego aktywistę, który usiłuje potrząsnąć społecznym sumieniem.

Oliver Stone, ongiś, w swej młodości „durnej i chmurnej” romantyk i idealista, mimo własnych rozczarowań, odarcia z iluzji i przejrzenia na oczy realisty, pozostaje jednak romantykiem i idealistą… stylistycznym. Innymi słowy: on ten swój temperament przenosi jakby w inne rejony, które jednak tylko z pozoru stają się rejonami kinowej iluzji, będąc, tak naprawdę, kolejnym zaangażowaniem się „w sprawę”.
Przyjrzyjmy się początkowym kadrom „Urodzonego 4 lipca”. Obchody Święta Niepodległości, którym przygląda się mały Ron, przypominają bombastyczną paradę patriotycznych ideałów i sloganów. Przedstawia się nam też Kovica – młodzieńca bogobojnego, dobrego syna (zarówno dla swojej matki, jak i Ojczyzny), dla którego wojna jest romantyczną „męską” przygodą, gdzie nabawić się można tylko sławy, chwały i medali za bohaterstwo i odwagę. W filmie Stone’a Kovic uchował się pod szklanym kloszem złudzeń, gdzie ani razu nie dotarły wieści o brudzie, piekle i szaleństwie wojny. Dzięki temu jednak, jego zderzenie z Wietnamem jest jeszcze bardziej ostre a lądowanie na wózku inwalidzkim – jeszcze bardziej twarde i bolesne.

Oliver Stone

Dzięki podobnym kontrastom Stone uzyskuje w swoim filmie siłę, nabiera on impetu, który bywa dla widzów nokautujący. Tworząc swój własny, prywatny mit – odziera z mitu innych.
Nie brak w „Urodzonym 4 lipca” wietnamskiej batalistyki, choć lwia część filmu rozgrywa się w Ameryce. To tylko parę minut, ale takich, które mocno w nas uderzają, odciskając piętno horroru na całym obrazie. Stone, chcąc jakby odciąć się od ostentacyjnie wyrazistej batalistycznej estetyki „Plutonu”, zrezygnował z umieszczenia akcji w tropikalnym gąszczu, zamieniając zielone piekło dżungli na żółto-czerwone inferno płonącej wietnamskiej wioski i otaczających ją pól. To właśnie tam rozegrał się dramat Kovica mordującego (przez pomyłkę) cywilów, strzelającego do własnego żołnierza, wreszcie trafionego kulą w kręgosłup. Bez wątpienia te sceny są „większe jak życie”, mają ambicję i moc symbolu wyrastającego ponad rzeczywistość. Dlaczego jednak tego nie wykorzystać?
*  *  *

Film zrodził się gniewu Kovica i wszystkich wietnamskich weteranów, którzy poczuli się oszukani, zdradzeni i opuszczeni przez własną ojczyznę – społeczeństwo i rząd. Jednak w przypadku Kovica najobfitsze źródło miał ów gniew w jego fizycznym kalectwie. Film Stone’a tego nie zmienia. I chwała mu za tę jego psychologiczna uczciwość. Utrata przez Kovica „męskości” (był sparaliżowany od pasa w dół) wydaje się w pewnym momencie przysłaniać jego ból „socjologiczny”, czyli utratę złudzeń co do słuszności ideałów i zasadności tamtej wojny; wyobcowanie z rodziny, odwrócenie się, a nawet wrogość samego społeczeństwa. Gdyż Kovic, po powrocie do domu, nie doświadczył nawet gorzkiej chwały „narodowego bohatera”. Zamiast tego musiał przejść „drogę krzyżową” – jedno długie pasmo cierpień i upokorzeń: od wszawego i zaszczurzonego szpitala na Long Island, przez piekło impotencji w meksykańskim burdelu, po wyrzucenie go na bruk (razem z inwalidzkim wózkiem) podczas zjazdu Republikanów na Florydzie.
*  *  *

Spotkałem osobiście Rona Kovica. Miało to miejsce podczas  Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Chicago. Miałem wrażenie, że oglądam dalszą część optymistycznej pointy Stone’a: weteran miał na sobie elegancki smoking (wózek dodawał mu jakby glorii), budzący przychylne zainteresowanie, celebrowany… Miałem nadzieję, że czuł się wreszcie jak we własnym domu.

*  *  *

Stone: „Wojna jawiła mi się jako najcięższa i najbardziej surowa próba dla każdego człowieka, jako kluczowe ludzkie doświadczenie.” Nietzsche: „Rezygnuje się z wielkości życia, jeśli rezygnuje się z wojny’”.

*

Reklamy

komentarzy 7 to “AMERYKAŃSKA DROGA KRZYŻOWA (Więcej niż kino: „Urodzony 4 lipca”)”

  1. Aiden Jeff Says:

    No, opposite. :-)

  2. WOJNA JAKO WIDOWISKO « WIZJA LOKALNA Says:

    […] bohaterów ma wyraźnie fabularny charakter, mimo rzeczywiście lekko wyczuwalnej publicystyki. Stone, jak wiadomo, sam walczył w Wietnamie, blisko 20 lat musiał czekać na to katharsis, jakim była dla niego realizacja […]

  3. ROMAN Says:

    To to co działo się w USA i na całym świecie w związku z wojną w Wietnamie było niesamowite, niepowtarzalne. Fala protestów antywojennych to obok Marszu na Waszyngton najbardziej chlubny moment w historii tego, powiedzmy sobie
    szczerze, bandyckiego państwa. Żal mi ludzi którzy zginęli za honor tego państwa w ANTYWOJENNYCH PROTESTACH.

  4. flaga Says:

    Amerykanie przegrali tę wojnę dzięki protestom antywojennym,ale także dzięki swojej głupocie,pysze. Z resztą kilka innych też dzięki temu. Wojna jest zła i trzeba o tym mówić.Właśnie dzięki wojnie Stany napychają sobie kieszeń, a w ten sposób uciskają inne państwa pod przykrywką państwa demokratyczne, które szerzy pokój na świecie. Nie jestem przeciwko każdej wojnie, ale na pewno jestem przeciwko polityce jaką prowadzą demokratyczne rzekomo Stany.

  5. axel Says:

    Kolejny, dobry film o wojnie w Wietnamie. Według mnie nawet lepszy od „Plutonu” tego samego reżysera. Film podobny także trochę do filmu „Powrót do domu” z Jonem Voightem, który też grał żołnierza-kalekę, który wrócił z wojny w Wietnamie.
    Właściwie to więcej nie ma co mówić o tym filmie bo jest to klasyka. W mojej ocenie jest to chyba najlepsza rola Toma Cruise’a w jego całej filmografii, nie jakiś tam „Top Gun” czy „Mission Imposible” ale właśnie ten film. Powinno się ten film obejrzeć koniecznie. Bardzo brutalny, krwawy, realistyczny.

  6. Michał Says:

    Wielkie kino, jak niemal wszystkie filmy Stone’a z jego „cudownych lat” 1986-1999. No i z życiową rolą Cruise’a, który już nigdy nie zagrał na takim poziomie autentyczności.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s