OJCIEC, SYN I ŻYWIOŁY

*

*

Lubię to zdjęcie. Zrobiłem je kilka lat temu podczas wycieczki do Kanady, nieopodal Quebec City, pod położonym w Dolinie Rzeki Św. Wawrzyńca wodospadem Montmorency.

Dziki, spieniony, nieposkromiony żywioł potężnego wodospadu zderza się ze spokojem mężczyzny, który przypatruje się całemu widowisku, podczas gdy jego syn, spoglądając w twarz ojca, zadaje mu jakieś pytanie.

Scenka jest prosta, ale zarazem piękna i wymowna. Oto ludzkie opanowanie i rodzicielski autorytet połączony z ufną ciekawością dziecka w obliczu objawiającej swoją siłę natury. Oczywiście cała sytuacja nie była aranżowana. Miałem dosłownie sekundę, by to uchwycić.

Wszystko układa się szczęśliwie w spójną i ciekawą kompozycję:
Małe ludzkie sylwetki kontrastują z jasnym tłem ogromnej ściany spadającej wody. Widoczna ciemno-szara skała wprowadza do zdjęcia dodatkowy element naturalnej potęgi, cokolwiek złowrogiej ale i solidnej, natomiast  czarne bloki widokowego tarasu przełamują płaszczyznę kadru, który bez nich mógłby się wydawać banalny.

I pomyśleć, że wszystko to sprawił przypadek.

Reklamy

Komentarze 44 to “OJCIEC, SYN I ŻYWIOŁY”

  1. alElla Says:

    Klik dobry:)
    Także lubię to zdjęcie. Wręcz zakochałam się od pierwszego spojrzenia…

    Pozdrawiam serdecznie.

  2. nutta Says:

    Po prostu – Ojciec objaśnia.

  3. liritio Says:

    Zdarzają się takie fartowne momenty – najgorsza jest irytacja, kiedy umkną sprzed nosa :)

    A ten wpis jest idealnym momentem na mój pean pochwalny, który we mnie od jakiegoś czasu rośnie, dla Twoich zdjęć. Oglądam je sukcesywnie, ale wszystkich jeszcze nie widziałam (sporo ich jest). Ale są piękne! I przez te zdjęcia spóźniłam się do pracy, wciągnęło mnie. A potem głupio powiedzieć, „jestem tak późno bo wiesz, zdjęcia oglądałam” :)
    I mam już swoje ulubione (taka jestem dziwna, że zawsze muszę mieć coś ulubionego), z Indii, pod którym – ha, pamiętam jak dziś – chyba po raz pierwszy komentowałam Twój blog.
    Ale one są naprawdę właśnie „wciągające”, nawet kiedy fotografujesz coś utrzymanego w odcieniach szarości, mam wrażenie, jakby zdjęcie było pełne koloru.

  4. Orchi Says:

    Jakby zetknięcie się dwóch światów: spokoju-zatrzymania-zadumy i pędu-działania-tryskajacej energii. To wszystko na jednej plaszczyźnie fotografii. Wielkość zdarzenia i te małe istoty poza żywiołem posiadające największy dar ze wszystkich istot ziemskich – zdolność uchwycenia i nazwania piękna pięknem, schwytania jego obrazu i zatrzymania go na dłużej, by podziwiać i cieszyć się. Fascynujące.

    • Logos Amicus Says:

      alElla,
      z miłością „od pierwszego spojrzenia” do zdjęcia, nie ma jeszcze takich komplikacji, jak to bywa niekiedy z taką miłością do drugiego człowieka.
      Zauważ, że kiedy się kochamy, często zamykamy oczy. Czy aby nie dlatego, aby jak najdłużej zachować to pierwsze, najczystsze, najbardziej spontaniczne, nie skażone jeszcze niczym „pierwsze spojrzenie”? ;)

      nutta,
      nie jestem pewien czy objaśnia ;) Może tylko stoi na baczność i zgrywa „macho”? :)

      liritio,
      jeszcze tego brakowało, abyś przez moje zdjęcia straciła pracę :)
      Ta fotografia – na pierwszy rzut oka – sprawia wrażenie, iż jest monochromatyczna, ale tak naprawdę jest w niej wiele kolorystycznych niuansów (dlatego zdecydowałem się, aby nie przedstawiać jej w B&W).

      Orchi,
      tak jest, fotografia daje nam wrażenie (złudzenie?) zatrzymania pędzącego czasu.
      Ale… nawet jeśli czasu nie zatrzymuje na stałe, to przynajmniej go chwyta :)

  5. sarna Says:

    A ja nie przepadam za tym zdjęciem. Od pierwszej chwili czuję w nim jakiś fałsz i sztuczność – pozorację. Jakby ktoś między tym żywiołem i wypolerowanym bezpieczeństwem postawił szybę. Nie odczuwam ani siły żywiołu, ani niebezpieczeństwa, ani zainteresowania ojca i syna tym co przed nimi. Ot zgrabny obrazek, ale pozbawiony emocji. Lubię Twoje zdjęcia (szkoda, że nie ma nowych tylko te odgrzewane kotlety;)), ale to w moim odczuciu nie jest tym, które mi się podoba.
    * * *
    Rzeczywiście osobliwe ujęcie i niby wszystko jest tak jak napisałeś, tj. żywioł i stoicki spokój, pęd i zadumanie, ale coś mi nie leży w tej fotografii. Zbyt mi przypomina wizyty w zoo. Dzika bestia, krata i ja. Tutaj niby też jest pędzący i huczący żywioł, ale można go podziwiać z wymuskanego przez cywilizację tarasu widokowego, niczym praktycznie nie ryzykując. Może tak nie jest, ale patrząc na zdjęcie można zaryzykować hipotetyczne twierdzenie, że można tam wjechać wyciągiem w niebotycznie wysokich i cienkich szpileczkach i rozejrzeć się za wygodnym fotelikiem z parasolem ))) Trudno powiedzieć czy ten spokój jest stopniem wielkiego opanowania ojca, czy brakiem emocji.
    Czasami, gdy nam coś przychodzi zbyt łatwo, traktujemy to jak zwykłą oczywistość i obywa się bez większych uniesień. Tu też ich nie widać. Panowie zachowują się jakby patrzyli na ścianę z fototapetą.
    To co mnie ujęło w tym zdjęciu to ufny gest głowy chłopca zwróconej w stronę ojca, jakby z pytaniem. Choć z drugiej strony wątpię w to, czy oni rozmawiają. Ta ewentualna rozmowa prowadzona przy wtórze huku wodospadu nie byłaby możliwa do przeprowadzenia z takim spokojem (a nie zauważa się oznak przekrzykiwania, grymasu twarzy z okrzykiem, pochylenia całego tułowia w stronę rozmówcy, czytania z ruchu ust). Równie dobrze ten chłopiec może tylko podziwiać górną krawędź wodospadu od strony ojca, stąd uniesiona twarz i brak reakcji ze strony mężczyzny. Każdy patrzy w inny punkt żywiołu. Możliwe są różne warianty, ale nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę.
    * * *

    PS. Co się dzieje z Twoją Kuzynka i Iwoną? Brakuje mi ich zdroworozsądkowego spojrzenia. Miziola też mi tu brakuje :(

    • sarna Says:

      Amicusie, że też wiesz gdzie w tych przepastnych archiwach wygrzebać takie stare zapiski. Jesteś gorszy niż IPN ;)

    • Logos Amicus Says:

      Ciekawa interpretacja.
      Ja jednak interpretuję to zdjęcie inaczej, ale to pewnie dlatego, że – być może bezwiednie – mam w świadomości to, jakie warunki tam wtedy panowały, jakie było otoczenie, okoliczności… etc. (i zdaję sobie sprawę, że nie może tego wiedzieć ten, kto patrzy tylko na ten wycięty fragment tamtej rzeczywistości, utrwalony przeze mnie w kadrze).
      Mogę więc tylko Ci napisać, że ten taras widokowy nie był wcale „wymuskany”, że nie można się tam było dostać „w szpilkach” (bo na ten punkt widokowy prowadziły setki stromych metalowych schodów), że wodospad nie był „za szybą” (tam było cholernie mokro, bo woda z wodospadu bryzgała na taras i moczyła wszystko, łącznie z będącymi tam ludźmi – tak, że ojciec i syn byli po tym widowisku cali mokrzy)… I oczywiście – wszystko w tym miejscy było „podporządkowane” niejako potędze wodospadu – to właśnie on dominował nad całym otoczeniem).
      I na dobrą sprawę, można to sobie – patrząc na tę fotografię – wyobrazić.

      PS. Ojciec sprawia wrażenie obojętnego, ale akurat nie wobec potęgi żywiołu, tylko wobec własnego syna.

      • sarna Says:

        Konkluzja w Twoim PS zasmuca.
        Sądzę, że twierdząc iż wiesz jak tam było, wiesz to na pewno i ani mi w głowie to negować, tyle, że ja wiem jak to widzę. I co z tego, że wszędzie tam było mokro? To tylko atrakcja widowiska za które zapłaciłeś, więc musiało być jakieś spektrum, a taras wygląda wymuskany nie gorzej niż posadzki w sanktuarium w Licheniu :)

        • Logos Amicus Says:

          Nie wiem, jak tam było „na pewno”.
          A konkluzja w PS przyszła mi do głowy dopiero dzisiaj.

        • sarna Says:

          O co Ci chodzi z tym ” na pewno” ? – wytłumacz proszę, bo nie rozumiem co chcesz powiedzieć.

        • Logos Amicus Says:

          Po prostu: nie wiem, czy „na pewno” ojciec był obojętny wobec swojego syna. (Jak już napisałem – dokonałem jedynie własnej, jednej z możliwych, interpretacji tej scenki.)
          Nie wiem jakie były między nimi relacje (co jest oczywiste) i nie wiem też „na pewno” co tam naprawdę -w tamtej konkretnej chwili – między nimi zaszło.
          Podobnie jak Ty, jeśli chodzi o tę parę, to interpretuję jedynie to, co widzę na tym obrazku.

        • sarna Says:

          Dzięki. Swoją drogą żywioł zawsze kojarzy się z czymś spektakularnym jak np. ten wodospad, a tym czasem niepozorna kropla drąży skałę, a cicha woda brzegi rwie.

          Dlaczego nie zamieszczasz nowych zdjęć?

  6. Kartka z podróży Says:

    Gdy patrzę na to zdjęcie myślę o tym, że za kilka lat ten mały zbuntuje się przeciwko ojcu, wysyczy coś przez zęby i wyjdzie z domu trzaskając drzwiami. A potem wróci ale już nigdy nie będzie patrzył na swego ojca z taka ufnością. Już nie będzie potrzebował przewodnika ani ochrony by popatrzeć w głąb wodospadu.
    Pozdrawiam

    • sarna Says:

      :))))))))))))))))))) Kartko, dzięki za szczery śmiech na dzień dobry. Cóż za traumatyczne doświadczenia ojca, a jednak tak prawdziwe i „normalne”, że szkoda by było gdybyś ich nie doświadczył :) Wiem, że jest przykro, gdy sobie uświadomimy, że ufna i drobna łapka dziecka już nie potrzebuje wsparcia naszej dłoni i już się w niej nie mieści, albo z zażenowaniem wysuwa na widok kolegów. Każdy z nas poszukuje własnego Guru i każdy z nas przestaje nim kiedyś, dla kogoś być. Ale też każdy z nas wcześniej, czy później dojdzie do wniosku, że tylko rodzic nie zawiedzie i nie zdradzi. Wiesz, … to tak jak u Wojtka Młynarskiego:

      PS Amicus jakby wyczuł klimat tapety na moim kompie:) Poniosły mnie rolki ;) więc niezdarnie klikając nieusztywnionymi paluchami u lewej dłoni, trzy dni temu wkleiłam sobie na tapetę zdjątko Marysi z maleńkimi, pomarańczowymi od soczków paluszkami, którymi nie była wstanie objąć mojego kciuka. Ach, jak taki widok potrafi rozkrochmalić człowieka :)

      Wszystkim miłego dnia, tak cudnie słonecznego jak u mnie i równie aktywnego, bo ruszam mimo wszystko na rolki (już przecież gorzej być nie może, a nowy chirurg jest uroczy ;) macham

    • Logos Amicus Says:

      Kartko, scenariusze mogą być różne.
      Oczywiście, scenka, którą przedstawia zdjęcie, a właściwie mój do niej komentarz – są wyidealizowane. Chociaż… może jednak jest tak naprawdę? (To przecież niewykluczone.)
      Ale równie dobrze może to być taka sobie bajeczka, bo w rzeczywistości ten facet może swojego syna terroryzować, być dla niego jakimś nie dopuszczającym sprzeciwu tyranem (ta jego para-militarna postawa może sugerować, że może być surowy, zasadniczy i taki… na baczność).

      Tylko, czy my patrząc na jakiś obraz, musimy od razu pisać najczarniejsze scenariusze? Czy nie lepiej jest pomyśleć o czymś, co jest bardziej pozytywne, sprawiające przyjemność?
      Po co od razu katować się gorzkim i ciemnym pesymizmem?
      Czy patrząc np. na las musimy od razu wyobrażać sobie i przedstawiać holocaust, który w tym lesie – za sprawą bezwzględnej Natury i jej nieubłaganych praw – odbywa się tam w każdym momencie?
      Czy też spojrzeć na ten las i… zobaczyć w nim piękno krajobrazu?

      Ja jestem za dostrzeganiem pełni: widzieć wszystko we wszystkich gradacjach – od bieli, przez wszelkie odcienie szarości, po czerń.
      Zazwyczaj jednak lepiej jest zwrócić się ku tej jaśniejszej stronie.
      Piszę to mimo tego, że bardziej fascynująca (zwykle) wydaje się nam być ta strona ciemna.

      PS. A bunt dorastającego syna wobec ojca jest czymś naturalnym. Często dzieje się źle, jeśli tego buntu nie ma.

      • Kartka z podróży Says:

        Wiesz Logosie, nie natura ale ludzie wzbudzają we mnie takie egzystencjalne, dramatyczne skojarzenia. Tak jak ten dzieciak z ojcem – patrzę i widzę bunt tego podrośniętego już chłopca. Oczywiście sercem jestem z chłopcem choć poczułem na swojej skórze, że ojca to rozerwanie więzi też boli.
        Gorzej, że gdy patrzę np na zakochanych to natrętnie męczy mnie myśl jak będą siebie mieć dość za jakiś czas. Jakoś im tak nawet współczuję patrząc na ich sielankę. Patrzę na twarz szczęsliwej, młodej dziewczyny a widzę twarz życiowo przegranej kobiety.
        Ale te egzystencjalne wizje dotyczą tylko ludzi. Nie czuję atmosfery krwawej walki o przetrwanie w lesie.
        Pozdrawiam

  7. Jula Says:

    Czyli tradycyjne relacje międzypokoleniowe ;D )))

    Ja od zawsze mam wielki respekt dla przyrody.

    Co do wodospadu, to kiedykolwiek jakiś oglądam, czy to w TVP, na zdjęciu czy w realu, to zawsze przypomina się mój ulubiony film pt. „Niagara” – dreszczowiec amerykański z 1953 w reżyserii Henry’ego Hathawaya z Marilyn Monroe jako Rose Loomis, gdzie Rose wraz z kochankiem planuje zwabić męża ;) nad wodospad i zepchnąć w rwące strumienie wody.

    Tutaj —> http://youtu.be/PgUBtHKfkfM

  8. BKM Says:

    I co powiedzieć? Obejrzałam i chciałabym mieć taki poster. Rozwiesiłabym go wszędzie prowokując refleksję tatusiów – czy mój syn ma popatrzy się na mnie tak samo, czy na to zapracowałem?

  9. t. majewski Says:

    Zgadzam się z panią BKM.
    A tak poza tym, Panie Logosie Amicusie, ja na przykład nie wierzę w przypadki.
    Wzruszyłem się tym zdjęciem, umieszczę je sobie, jeżeli Pan pozwoli, w miejscu, na które często patrzę. Niech przypomina, do czego mam dążyć z moim synem.

  10. dudi Says:

    Witam! baardzo podoba mi się to zdjęcie.
    Jak dla mnie to czysta poezja – widzę to tak: przychodzą z „nowoczesnego świata” do dzikiego wodospadu – syn patrzy na ojca z niepewnością i pytaniem… ojciec – pokorny wobec żywiołu wyjaśnia, że są w życiu rzeczy, których do końca nie sposób ogarnąć… taka fantazja ;)

    • Logos Amicus Says:

      Jula,
      skojarzenie ciekawe ;)
      Poza tym: Marilyn Monroe to nieco inny rodzaj żywiołu :)

      BKM,
      nie jest pewne jaka byłaby refleksja tatusiów. A nawet czy… byłaby jakaś refleksja :)

      Panie Tomku,
      jestem pewien, że i bez plakatów dobrze wychowa Pan swojego syna.

      dudi,
      Witam! Dziekuję. Ta „fantazja” jest prawdopodobna, ale wątpię, czy przy tych huczących zwałach wody zaczęli oni rozmawiać o życiu i rzeczach, których „do końca nie sposób ogarnąć” :)
      Wydaje się, że jakakolwiek rozmowa w tamtych warunkach była po prostu niemożliwa.
      Ale… nic nie stoi na przeszkodzie, by sobie pofantazjować. Co też wszyscy czynimy :)

  11. hirundo Says:

    Logosie – patrząc na świetną fotografię, co w Twoim przypadku jest normą, skłaniam się do pozytywnych interpretacji pozornie prostej metafory. Życie i tak skoryguje błąd w ocenie, bo, ponoć, wszystko co się przydarza, jest zapisane w gwiazdach. Szczęśliwie, fotografia pozwala mieć nadzieję i nie dołuje kasandryczną wizją, jaką kreśli Kartka.
    Moją uwagę zwrócił, jak zwykle, Twój reporterski talent i wrażliwość. Gdy po raz pierwszy odwiedziłam Twoje strony, zauroczyło mnie zdjęcie małej dziewczynki ze szlaku na Mount Rainier. Widać na nim górski krajobraz w rozkwicie i słodkie dziecko. Poprawna kompozycja – to oczywistość. Moją uwagę zwrócił ruch falbanki przy sukience – uczynił z małej subtelną osóbkę z wielka gracją. Świetny obrazek, tchnący optymizmem. I ta wirująca sukienka – super :) Taki reporterski, mistrzowski drobiazg, których tu taka obfitość. Jasne, że mogłabym wskazać na wiele innych ujęć, ale historycznie wymieniona fotografia była pierwsza.
    Nie widzę sensu, żeby ten portret podszyć przeczuciem, że bohaterka będzie miała kiepski los, że jej twarz będzie ekranem, na którym wyświetli się jej przegrane życie. Stawiam optymizm przeciw pesymizmowi. Muszę!!! W sprzeciwie wobec nadmiernego zła. Pozdrawiam.

    • Logos Amicus Says:

      hirundo, to pewnie chodzi o to zdjęcie:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/10/dziewczynka-w-mt-rainier.jpg?w=780

      Nie przeczę, urokliwe jest ;) – głównie za sprawą tej dziewczynki ubranej w różową (?) sukienkę, która kontrastuje z tłem ukwieconej łąki i kamieniami górskiego strumienia.
      Dzieci są zresztą bardzo wdzięcznym obiektem dla fotografa.
      Pamiętam, że ta dziewczynka zbiegała wtedy z góry i jej sukienka tak tańczyła trochę wtedy na wietrze. Poczekałem więc na moment, kiedy zeskakuje ona z kamienia – stąd ta fruwająca falbanka :)
      * * *

      Przypomniało mi się tutaj jeszcze jedno zdjęcie, także z Mt. Rainier, tyle, że robione w innym czasie i w innym już otoczeniu:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/10/dziewczynka-i-kamienie-mt-rainier.jpg?w=780

      (Oba zdjęcia pochodzą z następujących zbiorów: „Mt. Rainier latem” i „Mt. Rainier wiosną” znajdujących się na stronie ŚWIATOWIDA.)
      * * *

      PS. Nie uważam, ża Kartka skreślił „kasandryczną wizję”, tylko, po prostu, bardzo prawdopodobną, taką „życiową” :)
      Dziekuję za ciekawy komentarz i asumpt do wygrzebania z mojej kolekcji powyższych obrazków :)
      Pozdrawiam

    • hirundo Says:

      Logosie – to właśnie ta „różowa” dziewczynka w „tańczącej” sukience – przypomnę, że prócz jej wdzięku ujęła mnie Twoja umiejętność uchwycenia ulotnego momentu :)
      Jasne, że Kartka znakomicie wyraża przeczucia i w przewadze ma rację. To ja potrzebuję wytchnienia od nadmiaru po-mrocznej rzeczywistości i szukam optymizmu od zaraz. Pozdrawiam.

  12. Mona Says:

    Nie chcę psuć wspaniałej zabawy, ale skąd wiadomo, że to nie wuj z bratankiem? Albo rodzeństwo? Albo drużynowy ze skautem? Albo pedofil ze swoją najnowszą ofiarą której obiecał ładną wycieczkę, a potem lody?

    Zawsze zastanawia mnie ten dziwny mechanizm pt „jumping to assumptions” na podstawie tego co nam się wydaje, bo przecież jesteśmy przekonani, że tak musi być jak nam się wydaje, że powinno.

    • Logos Amicus Says:

      Mona, jakże mógłbym Cię podejrzewać o to, ze zechcesz nam popsuć zabawę, i to na dodatek „wspaniałą” :)

      Zwróć uwagę, że to, co piszę o tym obrazku (scenie), jest tylko interpretacją – jedną z wielu możliwych. Na dodatek, w którymś z komentarzy napisałem, że tak naprawdę to „nie wiem” kim byli ci (przypadkowo spotkani przeze mnie) ludzie, i co między nimi zaszło.
      Nie mam pojęcia z czego wnioskujesz, że jestem przekonany, że „tak musi być jak nam się wydaje, że powinno” (czyli, że było tak a nie inaczej – abstrahując od użytego przez Ciebie językowego łamańca).

      Poza tym ja nigdzie nie „skaczę”, nawet do przypuszczenia, co najwyżej przypuszczam. Zresztą, choćbym nawet skakał, to lepiej jest przeskoczyć do przypuszczenia, niż do konkluzji (czyli: „jumping to assumpions” is better than „jumping to conclusions”, though the last expresion is more correct linguistically and semantically).

      Tak już z naszym oglądem świata jest, że kiedy czegoś nie wiemy na pewno, to możemy tylko przypuszczać.
      Zwykle, przychodzi nam do głowy to, co najbardziej prawdopodobne. Ponadto, my sami (a właściwie nasz charakter, doświadczenia, skłonności, skojarzenia) jesteśmy jakby filtrem, przez który widzimy i interpretujemy świat. Jeżeli np. komuś każdy mężczyzna z dzieckiem kojarzy się z pedofilem i jego ofiarą to trudno – jego problem; podobnie z lodami – są kobiety, którym kojarzą się one tylko z jednym ;)

      A wracając do zdjęcia: to czego możemy być pewni to to, że widzimy dorosłego mężczyznę z dorastającym chłopcem.
      Chociaż, chociaż… czy aby ten mężczyzna jest już naprawdę „dorosły”? I czy to dziecko to na pewno chłopiec, a nie np. uwięziona w chłopięcym ciele dziewczynka? ;)
      Jak widać – dość łatwo można w roztrząsaniu tych wszystkich możliwych kombinacji dojść do absurdu.
      A to możemy sobie tutaj darować.

      • Mona Says:

        Sorry Logosie, w komentowanym tekście pt. „ Ojciec, syn i żywioły”, nie znalazłam wzmianki o tym że nie wiesz czy jest to ojciec i syn. Znalazłam natomiast następującą uwagę:

        zderza się ze spokojem mężczyzny, który przypatruje się całemu widowisku, podczas gdy jego syn, spoglądając w twarz ojca, zadaje mu jakieś pytanie. Scenka jest prosta, ale zarazem piękna i wymowna. Oto ludzkie opanowanie i rodzicielski autorytet połączony z ufną ciekawością dziecka w obliczu objawiającej swoją siłę natury.

        Ponieważ tak ustawiona zwrotnica skierowała całą dyskusję w stronę rodzicielstwa traktowanego przez uczestników jako pewnik, wywołało to moje zdziwienie i stąd moja uwaga. Moim zdaniem tekst powinien się bronić sam, nie zaś wymagać od czytelnika grzebania w komentarzach odautorskich w celu prawidłowej interpretacji. „Jumping to assumptions” było jak najbardziej zamierzone jako trawestacja o cechach neologizmu. Trudno wymagać od neologizmu, aby pod względem semantycznej poprawności konkurował z językową kalką, nespa?.

        Chciałam jeszcze powiedzieć, że zdjęcie niebywale mi się spodobało. Doskonale by się prezentowało w naprawdę dużym formacie (e.g. 5 x 15 ff)

  13. czara Says:

    Bardzo ciekawe zdjęcie, chociaż te czarne bloki z początkiem wydawały mi się elementem kolażu, którego nie rozumiałam ;) Tylko ten ojciec… wydaje się być jakiś taki… osobny. Nie powinien się schylić i objąć małego, by go jakoś ochronić przed żywiołem? By go razem odkryć?
    Może te pytania to wynik tylko moich clichés… ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Logos Amicus Says:

      Czaro, coś mi się wydaje, że ten żywioł już jest tu jak najbardziej odkryty.
      No a poza tym… może ocjciec chce, aby syn wyrósł na podobnego jak on „macho” i uważa, że takich sentymentalnych gestów nie wypada czynić? ;)
      Ale to też chyba clichés :)

  14. joan Says:

    Podoba mi się odbicie sylwetek w wodzie. Zdjęcie rzeczywiście oprócz walorów estetycznych pobudza do zastanowienia np. nad relacjami postaci na zdjeciu, nad pięknem natury i jej wpływem na naszą psychike. Czasami natura ją koi, a czasami wręcz przeciwnie.

    Jak działa wodospad? Moją psychikę pobudza, odżywia jak deszcz uschniete rośliny, wprowadza w lekki twórczy niepokój.

    Szkoda że nie zamieszczasz więcej zdjeć, choćby tych z ostatnich podróży.

  15. Anna Labno Says:

    Sarno,

    Widze, ze cos w zyciu musisz byc nieszczesliwa aby tak pesymistycznie oceniac takie wspaniale ujecie. Troche optymizmu w zyciu nie zaszkodzi. :)

  16. Anna Labno Says:

    Ludzie roznie patrza na zycie. Sa tacy co widza szklanke do polowy pelna, niestety reszta widzi szklanke polowe pusta.
    :(

    • sarna Says:

      Bardzo odważna (?) analiza psychologiczna, ale zbyt pochopna Anno i na szczęście dla mnie: jak kulą w płot :)
      Ale skoro już zaczęłyśmy, powiedz: to przypadkiem nie jest przytyk za moją uwagę o Twoim dyletanctwie w kwestii niewiedzy o Yellowstone, w którym chyba nawet byłaś?

    • sarna Says:

      Anno, ja umotywowałam swój punkt widzenia, a twoja do połowy pełna szklanka jest tylko deklaracją bez pokrycia. Nie twierdzę, że nie widzisz tego, co widzisz, ale może miast przyszywać łatki wyartykułujesz, co widzisz?

      wszystkim miłego dnia…

      • Anna Labno Says:

        Sarno, ja nie jestem osoba, ktora wyszukuje sie kazdego slowa i komentarza jak to widze jest nie rzadkim przypadkiem tutaj.
        Nie wiesz ile ja wiem o Yellowstone, tylko myslisz, ze wiesz. Osoby nieszczesliwe szukaja dziury w du…. LOL

        Na zakonczenie:

        „Keep away from people who try belittle your ambitions. Small people always do that but the really great ones make you feel that you, too, can become great.”

        — Mark Twain

  17. Edyta Says:

    Trzy słowa przychodzą mi na myśl, gdy patrzę na to bez wątpienia spektakularne zdjęcie: surowość, minimalizm, chłód i nie mam tu na myśli tylko kaskady wody, ale mowę ciała mężczyzny, która wskazuje na zupełne zamknięcie się na potrzeby chłopca i skupienie się na własnym przeżywaniu chwili. Oczywiście to tylko moje subiektywne odczucie i może ulegam nadinterpretacji.

    • Logos Amicus Says:

      Tak, interpretacje mogą być różne – w zależności od tego, co nam w duszy zagra.
      Ja nie odebrałem pozy ojca jako chłodu i obojętności wobec syna. On jest w tej chwili zaabsorbowany potęgą wodospadu, ale za chwilę poświęci uwagę dziecku i odpowie na jego pytanie. (I tak chyba było w rzeczywistości… jeśli dobrze pamiętam ;) )


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s