BŁAZNY I DEMONY

I. PIEPRZYĆ CZY NIE PIEPRZYĆ?, czyli odwieczny problem z przyprawami

Rebelianci, obrazoburcy i prowokatorzy są nie tylko solą w oku dobrze ułożonego społeczeństwa. Są również jego przyprawą – pieprzem, który zdecydowanie polepsza proces trawienia.
Wiadomo jednak, że nadmiar przypraw może w końcu doprowadzić do niestrawności i niewydolności różnych układów.
I tu staje przed nami ten odwieczny problem cywilizowanej ludzkości: pieprzyć czy nie pieprzyć?

Te konflikty są stare jak świat: między wolnością a restrykcją, między anarchizmem a porządkiem, między nonszalancją a taktem, między otwartością a cenzurą, między szczerością a wyrachowaniem, między moralizatorstwem a permisywizmem, między liberalizmem a konserwatyzmem, między wygłupem a powagą…
Czy jednak dla równowagi nie jest konieczne istnienie owych przeciwieństw?

* * *
Trudno sobie wyobrazić, aby całe społeczeństwo składało się z rebeliantów, obrazoburców i prowokatorów. Dlatego też istnieje w nim pewna cienka linia, której przekroczenie wiąże się z negacją, może nawet z ostracyzmem i potępieniem. Działa tu mechanizm obronny społeczeństwa wspomagany lękiem przed dezintegracją i chaosem.
A jednak to samo społeczeństwo przyzwala na istnienie pewnej grupy ludzi, którzy biorą na siebie owo wichrzycielskie zadanie. Aczkolwiek stosunek do nich jest ambiwalentny, pełen kontrowersji. Przez jednych podziwiani, przez innych potępiani; budzą respekt, albo też nimi się pogardza… Patrzy się na nich z rozbawieniem, to znów z odrazą i niesmakiem. Stawia sie na piedestały albo marginalizuje…
A wszystko to balansuje na granicy aprobaty i odrzucenia.

* * *
Po co społeczeństwu tacy ludzie?
Powodów jest wiele.
Są oni pewnym probierzem wartości, wentylem bezpieczeństwa, moralnym katalizatorem. Pełnią katarktyczną rolę błaznów. Pozbawieni pruderii i konwenansów, wygrywają ciemne, tudzież skrywane popędy „ułożonej” i statecznej grupy; wreszcie pozwalają na pewne przewartościowania niezbędne dla rozwoju danego społeczeństwa.
Bycie takim dyżurnym obrazoburcą nie jest łatwe. Ustawianie się pod włos jest bowiem permanatnym stresem. Ciągle ma się poczucie uczestnictwa w jakiejś batalii.
Bycie na świeczniku wymaga nieustannego wysiłku, zwłaszcza wtedy, kiedy rzuca się stamtąd pieprznymi żartami, tudzież mięsem, czy też kalumniami. Kiedy zadziera się z „wielkimi i zacnymi” tego świata, krytykując, często niewybrednie, establishment
Na powierzchni utrzymują się tylko najsilniejsi.

* * *
Jak postrzegamy takich ludzi?
Bardzo różnie. Jest to wszak sprawa indywidualna, w każdym przypadku inna. Zależy to od naszego poczucia humoru, preferencji, nastroju, otwartości, wykształcenia, charakteru, obycia, poziomu kultury, pruderii… etc.
I zależy oczywiście od tego, kim są ci ludzie, jaki prezentują poziom, jakie są ich intencje, dowcip, inteligencja, talent… Wreszcie: w jakiej sytuacji to się odbywa.

Niekiedy trudno nam sobie wytłumaczyć, dlaczego wobec kogoś czujemy sympatię, a do kogoś innego zaś antypatię, mimo, że osoby te mogą wyrażać tę samą treść, używać tych samych słów.
Jest to więc także sprawa pewnej charyzmy.
Instynktownie wyczuwamy np. czy jakaś satyra podszyta jest jadem i złośliwością, czy też tego jadu i złośliwości jest pozbawiona.
Ważny jest także moment.
Są sytuacje, w których zawieszamy niejako naszą powagę, moralne kategoryzacje i sądy, dopuszczając do głosu żart, ironię i dowcip.
Ma się wtedy poczucie ulgi i wyzwolenia.
Bez tego nasz świat mógłby kiedyś eksplodować, zalewając nas wszystkich żółcią i trując stęchłą atmosferą – morowym powietrzem nadętych smutasów.

 

II. DEMON POD KRAWATEM

Historia mogłaby nauczyć nas unikania kardynalnych błędów, jednak bardziej uczy nas sceptycyzmu.
Czy np. istnienie w przeszłości niewątpliwych i wielkich autorytetów zdołało ustrzec ludzkość przed szaleństwem światowych wojen, przed wzajemnym unicestwianiem się milionów ludzkich istnień? Czy zapobiegła temu wspaniała europejska tradycja humanistyczna, tudzież chrześcijańska?
Jak wszyscy wiemy, na nic się to zdało.
XX-wieczne kataklizmy ludobójcze jak drzazga tkwią więc w naszej świadomości, zmuszając do ciągłych rewizji poglądów i ludzkich złudzeń. Poza tym, pozwalają nam jednak na właściwą ocenę i analizę przyczyn, które do tych katastrof doprowadziły.

I co się okazuje? Otóż trudno by – zarówno w przypadku Niemiec jak i Rosji – wskazać, że podłożem, na którym rozwinęły się zbrodnicze ideologie, była zliberalizowana kultura czy rozluźnienie obyczajów. Wprost przeciwnie: starano się wprowadzać tam rygorystyczne zasady, restrykcje w sferze obyczajowej i seksualnej; cenzura stała się jedną z kluczowych instytucji; dążono do stworzenia zdyscyplinowanego, zuniformizowanego społeczeństwa, – sztywnego, na baczność, na rozkaz, na każde zawołanie władzy, która zmierzała do totalnej kontroli wszystkich i wszystkiego.

I właściwie nie ma to żadnego znaczenia, czy ów totalitaryzm był pochodną ideologii lewicowej czy prawicowej, ateistycznej czy deistycznej, albowiem każda ideologia może się zdegenerować, czego skutki mogą być podobnie tragiczne.

* * *
Wobec powyższych spostrzeżeń, jedno wydaje się być pewne: do społecznych katastrof nie prowadzą występki bohemy, dziwactwa artystów, wybryki odmieńców, wygłupy błaznów, sztuczki kuglarzy, rozwiązłość erotomanów, wrzaskliwość rockmanów, eksperymenty pacykarzy, dziwaczne instalacje pseudo-artystów, ani jakieś tam świntuszenia. Nie ta osobliwa i w sumie niegroźna w skali społecznej menażeria będzie odpowiedzialna za następne holocausty, (do których oby nie doszło).

Cała demoniczność tego niebezpieczeństwa polega na tym, że kryje się ono w gabinetach skądinąd ułożonych, ustawionych, zasadniczych i z pozoru nawet przyzwoitych gości w czystych koszulach, pod krawatem i w garniturach, ewentualnie w mundurach.
Politycy z chorymi ambicjami, zakadzeni ideologią, pozbawieni skrupułów, przedkładający własny albo zgoła abstrakcyjny interes ponad dobro indywidualnego człowieka z krwi i kości; święcie przekonani, że jedynie macchiawelizm może zapewnić im skuteczność.
Pod tym względem bardziej groźny jest amoralizm polityczny niż obyczajowy.

Przy współczesnych zagrożeniach globalnych, stary dobry dekalog zaczyna przypominać jakiś przykurzony eksponat z lamusa.
Kto dziś zagląda do wytartych kamiennych tablic, mając przed sobą lśniacy ekran nowoczesnego komputera – domenę globalnych korporacji, megalomańskich imperiów, szemranych konsorcjów, aroganckich bankierów i wirtualnych a nieludzkich sił?

A jednak podobnie niebezpieczni mogą się okazać ci, którzy sądzą iż mają monopol na moralność i prawdę, wszyscy ci szermujący jedynie słuszną ideologią i światopoglądem, powołujący się na „boski” porządek wykonawcy  „woli Boga”…

Czy Mojżesz był to w stanie przewidzieć?
Czy mógł to przewidzieć sam Bóg?

* * *

Ilustracje: Na głazie rozłożony – oczywiście, król błyskotliwej i zjadliwej ironii oraz paradoksu, enfant terrible Oscar Wilde; postaci z obrazu Andrégo Deraina „Arlequin et Pierrot” (Muzeum Oranżerii, Paryż, zdjęcie własne); Hitler z dziećmi (archiwum).

*

Reklamy

komentarze 42 to “BŁAZNY I DEMONY”

  1. czara Says:

    Ciekawy temat. Podobne myśli krążyły mi głowie parę lat temu, podczas dyktatury bliźniaków (nie mylić z ciemniakami) (chociaż). Zrobiło się wtedy nagle jakoś ciasno i duszno. Po raz pierwszy poczułam nić sympatii do krajowych błaznów typu Wojewódzki, czy coś w tym stylu. Nagle nabrałam ochoty na rubaszny humor, antypoprawność polityczną, przekraczanie granic, nawet smaku czy niesmaku. Taki wentyl.
    Tak więc odpowiedź na Twoje pytanie: brzmi, tak, jak najbardziej: pieprzyć! Enfants terribles pożądani.

    • Logos Amicus Says:

      Z racji oddalenia słabo znam krajową rzeczywistość jesli chodzi o popisy naszych dyżurnych błaznów, obrazoburców i prześmiewców, ale akurat Kuba Wojewódzki chyba nie mógłby być moim komediowym idolem (może gdybym miał te parę dekad mniej – to niewykluczone, że tak :) ) Jak na mój gust jest on taki… zbyt… sztubacki.
      Od jakiegoś (niestety, dłuższego) czasu Wojewódzki ma nawet swoją stronę w Polityce, ale wg mnie to chyba jekieś nieporozumienie (i w pewnym sensie zaniżenie poziomu pisma, które użycza łam komuś, kto zajmuje się tam wyłącznie złośliwym plotkarstwem i niewybrednymi żartami wątpliwej śmieszności).

      Jeśli zaś chodzi o podobną niwę amerykańską, to jest na niej ktoś, kogo chyba można nazwać królem prowokacji i obrazoburstwa, (a przy którym Kuba Wojewódzki wypada jak grzeczny chłopaczek). Mam tu na myśli komika i bluźniercę sporego kalibru, a mianowicie Howarda Sterna.
      Swego czasu napisałem dość pochlebnym artykuł – nie tyle o nim, co o jego filmie „Private Parts” – który, ku memu zaskoczeniu, spotkał się wśród Polonii amerykańskiej z niejaką przychylnością (co mnie dość zaskoczyło, bo raczej zbytnich skłonności liberalnych Polonia amerykańska nie przejawia ;) )
      Jednak na dłuższą metę Howard Stern – z tymi swoimi notorycznymi wulgaryzmami i seksizmem – mnie nuży (więc raczej nie poświęcam mu większej uwagi i nie słucham jego programów).
      A to co jest/staje się – np. poprzez swoją nachalną repetywność – nużące, żadną prowokacją, szokowaniem i obrazoburstwem już być nie może. Staje się po prostu nudne.

  2. kass Says:

    Oj pieprzyc, pieprzyc!!! Bez przypraw życie jest nijakie, jałowe i nudne…Będę zaglądała bo tu bardzo ciekawie…pozdrawiam!

  3. Torlin Says:

    Ojej, temat rzeka, a ja do pracy na cały dzień. Może się jutro zmobilizuję. Pozdrawiam

  4. Jula Says:

    Świat od zawsze powinien mieć wentylatory i chyba miał i ma, chociaż jak pokazuje historia nie zawsze skutecznie działające. :(
    Muszą być, bo inaczej z tego nabzdyczenia, pompatyczności i innych takich przymiotników, może kiedyś pęknąć i po prostu rozpieprzyć się w przestrzeni kosmicznej :(
    Ja też za Czarą powtórzę – pieprzyć!
    Powiem więcej, tacy jak Palikot, Urban i inni im podobni są wręcz pożądani !… ;D)

    • Logos Amicus Says:

      Sprawy się nieco komplikują, jeśli do tej mozaiki dołączymy takich… indywidualistów, jak Palikot i Urban :)
      Palikotem nie będę się zajmował, wspomnę tylko o Urbanie: jego inteligencja mi imponuje, ale odstręcza jego… cynizm.

      • Jula Says:

        A ja powiem tak, ten cynizm był otwarty i dlatego raził, czy razi np. u Palikota też, swoja drogą również bardzo inteligentny facet, który testuje poczucie humoru Polaków. Hihihihi…. :)
        Bo politycy też na ogół głównie kierują się cynizmem, stąd te non stop badania sojologiczne opinii społecznej, żeby nawet wbrew sobie, dostosować się i dlatego powszechnie się uważa – jakie społeczeństwo taka władza – a władza dba głównie o siebie, jak to cynicznie zauważył Urban, „że władza zawsze się wyżywi” – nawet bedąc na uchodzctwie :D
        Bo juz to gdzieś przytoczyłam, może u Torlina, taki skecz z kabaretu z polskiej TV, że „w czasie II wojny światowej władza była za granicą a naród był w Polsce – a teraz władza w Polsce a naród będzie za granicą”. ;D

        Teraz odnośnie tego pomnika w Niemczech. Czy w Polsce, kraju krzyży… taki numer by przeszedł? Przecież my ostatnio jesteśmy publicznie, („śmieci” schowane niczym u Dulskiej za dywanem) bardziej święci od samego nawet „Pana Boga” ), przeciez to czysta hipokryzja, bigoteria i świętokractwo !!! …
        No i ta nasza szczegolnie polska, europejska, a i nie tylko, bo i światowa TOLERANCJA.
        Powiem tak, dobrze jest, jak jest dobrze a jak źle, to zaraz oni są winni, CI ODMIEŃCY, CI INNI- wyróżniający się!!!
        W wiekszym mieście, jeszcze jako, tako. Natomiast w małych miejscowościach od razu są wykluczani ze społeczności, no a politycy by utrzymać się na stołku, co robią? – ano to, co większość !!!…

        Pozdrawiam! … :D

        Wpadłam do Ciebie bo świetnie się uzupełniacie z „Kartką” , to inny bloger też porusza ciekawe problemy.

  5. sQra Says:

    Pieprzyć, ale bez przesady. I nie chodzi mi o ograniczenia jakościowe, tylko ilościowe. Bo to co szokuje, ośmiesza nie tyle powinno powinno wprowadzać do codzienności pewien koloryt, co prowokować do myślenia, weryfikacji poglądów i szczerej oceny rzeczywistości. Gdy jednak każdy (lub większość) będzie się bawił w prowokatora to przestanie to poruszać, stanie się codziennością i straci swój sens. Szokowanie dla samego szokowania mnie nie rusza.
    I zawsze bardziej obawiałam się wszystkich poprawnych, ułożonych, bez skazy niż odważnych błaznów.

    • Logos Amicus Says:

      Bardzo słuszna uwaga.
      Prowokacja dla samej prowokacji, szokowanie dla samego szokowania, ośmieszanie dla samego ośmieszania… to wszystko jest jałowe, jeśli nie pociąga za sobą czegoś, co jest konstruktywne, czyli właśnie – jak słusznie zauważasz – jeśli nie prowokuje do myślenia, nie rozszerza horyzontów albo nie idzie za tym weryfikacja poglądów,…
      Lecz wg mnie powinno nawet istnieć prawo do takich – wydawałoby się – jałowych wystąpień.

  6. tamaryszek Says:

    Powaga i żywioł karnawalizacji to tandem wszech czasów. Nierozsądnie byłoby go rozplatać, wzmacniać jedno przeciw drugiemu.
    Hic et nunc decyduje, co nas bardziej wkurza. W Polsce teraźniejszej góruje patos w brzydkim stylu. Ale i fala kontestacji rośnie w siłę i podtapia dobra, które i tak przetrwały w postaci rachitycznej.
    Niebezpieczny jest jednak populizm.
    O tym chyba moi przedmówcy wspominali – armia prześmiewców nie zaszkodzi, gdy konstrukcja jest stabilna. Cnota się hartuje dzięki krytyce. OK. Byle nie powódź!
    Wizja grubiańskiego rechotu i cynicznych uszczypliwości wywołuje ciarki. Bo wtedy trzeba by wdziać strój Don Kichota. A zbroja, wiadomo, lekka nie jest.
    Pozdrawiam.
    ren

    • Logos Amicus Says:

      Mądrze napisane.
      Warto odróżniać śmiech od rechotu, grubiańskiego gbura od inteligentnego prześmiewcy, grandziarza od świadomego prowokatora, któremu chodzi o coś konkretnego.
      Nie jest dobrze, jeśli lud całymi garściami zaczyna czerpać pożywkę (np.dla tzw. „chamstwa” czy bezguścia) z nonszalancji, pustoty i bzdurnych zachowań swoich (masowych) idoli, które stają się normą.

      • Miriam Says:

        „Śmiech i kpiny to niejednokrotnie płacz mędrca.”
        M. Samozwaniec

        „W śmiechu jest klucz, którym jesteśmy w stanie rozszyfrować każdego człowieka”
        Carlyle

        „Jeśli potrafisz śmiać się z samego siebie – to najlepszy dowód, że masz poczucie humoru”
        Molier

  7. Logos Amicus Says:

    Myślę, że dobrym przyczynkiem do poruszonych tu tematów będzie tekst, który powstał już jakiś czas temu:

    ATOMEM W WIELORYBA!

    Sławomir Mrożek w swoim „Dzienniku powrotu” pisze:

    „…cnotliwość, gdy natrętna – nudzi, a grzech kusi. Przekora, właściwa ludzkiej naturze, zwłaszcza ludziom młodym, buntuje się przeciw dyktaturze cnoty. Kiedy mi kładą w uszy: ‚Rób tylko to, ale nigdy tamto’, ‚Myśl tylko to, broń Boże inaczej’ – uszy mi od tego puchną i choćbym nie miał rzeczywistej do grzechu ochoty, kusi mnie, żeby pogrzeszyć, jeśli nie w uczynkach, to przynajmniej w myśli i mowie, czyli trochę pobluźnić. Zresztą grzechem w mowie ryzykuje się więcej niż grzechem w uczynkach, gdyż dla bigotów i hipokrytów jest to grzech najcięższy. Pogrzeszyć dla równowagi po prostu, dla zdrowia psychicznego, dla kontrapunktu (styl bez kontrapunktu jest zawsze złym stylem), rozproszenia nudy czy żeby poczuć się wolnym”.

    Mrożek opowiada jeszcze o radości, jaką mu sprawił pewien bumper sticker, który nawinął się mu przed oczy akurat w okresie nasilonych protestów przeciwko zbrojeniom atomowym oraz kampanii na rzecz ochrony wielorybów.
    Otóż wtedy, gdy na zderzakach pełno było nalepek w rodzaju „Ban the Nuke!” („Zabronić Atomu!”) czy „Save the Whales!” („Ratować Wieloryby!”), on trafił na banner, który wzywał: „Nuke the Whales!” („Atomem w Wieloryba!”). Na Mistrza – jak sam wyznaje – podziałało to odświeżająco, choć przecie lubi on wieloryby i nie chciałby ginąć w jądrowej katastrofie.

    Kiedy zaś czuje się on „przekarmiony namaszczoną wzniosłością, łatwą łzą i poprawnością zbyt skwapliwą, mechanicznym aplauzem i gotowym jak z puszki oburzeniem zbyt świętym”, to wtedy ma ochotę „ … zostać rasistą, antysemitą i pogromcą Cyganów rumuńskich, skinem, punkiem, spalić Białowieżę i lasy tropikalne, uchwalić specjalny podatek od ubóstwa, zwłaszcza w Krajach Trzeciego Świata, pomyśleć coś brzydkiego o Matce Teresie i księżnej Dajanie, zrewidować (swój) stosunek do dyktatur i polubić faszyzm, a nawet zostać szowinistyczną męską świnią”.

    * * *
    Oczywiście nie podejrzewam Mrożka, aby rzeczywiście chciał się stać „rasistą, antysemitą, pogromcą i skinem” naprawdę i permanentnie. Jednak to, co pisze, uświadamia nam fakt odczuwania przez nas czasem silnej potrzeby oporu wobec wiszących nad naszą głową restrykcji, wyzwolenia się z pętających nas zakazów i nakazów.
    Wprawdzie czymś powszechnym jest ucieczka ludzi od wolności (konformizm, oportunizm, wygodnictwo, zastana religia, lenistwo…), to jednak w niektórych z nas pozostaje owa anarchistyczna skłonność do buntu przeciw dyktaturze cnoty, poprawności, ogłady, sterylnego porządku, niepokalaności… do tego rodzaju – często burzliwej – przekory, która często przejawia się u dzieci, czy też młodzieży.

    Ten fenomen jest czymś niezwykle istotnym w tworzeniu naszej kultury, w kształtowaniu naszej osobowości.
    Dlaczego? Myślę, że ciekawie byłoby się nad tym zastanowić.

    * * *

    MERKEL NA GOLASA, czyli o poczuciu humoru wśród polityków

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/09/merkel_do_smiechu.jpg?w=780


    * * *
    Muszę przyznać, że razi mnie brak poczucia humoru naszych polskich polityków. Owa nadęta sztywność i przejęcie sie własną ważnością. Patos i zarozumialstwo.
    Wszelki żart na swój temat odbierają oni jak wołającą o pomstę do nieba, osobistą zniewagę. Bowiem nie są oni w stanie rozróżnić owych dwóch poziomów rzeczywistości: komizmu i powagi. Nie mogą pojąć, że każdy aspekt naszego świata ma swoją poważną i tragiczną, ale również błahą i komiczną stronę.
    Człowiek, aby zachować równowagę, potrzebuje doświadczenia obu.

    * * *
    Powyższe zdjęcie ukazuje płaskorzeźbę, którą wystawiono na widok publiczny w jednym z miasteczek Bedenii – Wirtembergii.
    Pisał o tym tygodnik „Wprost” , tak przedstawiając ów „seks grupowy z Angelą Merkel” : „Gerhard Schröder trzyma rękę na wzgórku łonowym swej następczyni. Kanclerz Angela Merkel dzierży w dłoni penisa byłego premiera Bawarii Stoibera. Z kolei Stoiber ugniata genitalia szefa liberałów Guida Westerwellego. A minister finansów Steinbrück ściska między nogami Schrödera i samego siebie”.
    Burmistrz miasta, testując niemieckie poczucie humoru (raczej nie cieszące się w świecie dobrą sławą) nie dał za wygraną i rzeźby nie usunął.

    Można tu postawić kilka pytań:

    – Czy przekroczone zostały granice dobrego smaku?
    – Czy ukazanie w ten sposób polityków jest naruszeniem ich godności osobistej?
    – Jak daleko może sięgać satyra i wolność artystycznej wypowiedzi?
    – Na czym polega wartość podobnej twórczości?
    – Czy ustawianie wszystkiego w świetle tylko li groteski, zjadliwej ironii, satyry, szyderstwa czy absurdu nie koroduje w końcu uznanych przez ogół wartości i autorytetów, niezbędnych do zachowania w społeczeństwie pewnego ładu?

  8. bkm Says:

    Zakładając mój blog miałam ochotę na notki ironiczne i uszczypliwe, trochę ironii i auto też, ale uczestnicząc w różnych forach zawodowo doszłam do wniosku, że zbyt wielu potencjlnych czytelników mogących dać informację zwrotną (co za nowomowa!) stanowi niebezpieczeństwo pokrętnego zrozumienia intencji autora. Stchórzyłam. Piszę więc sobie tekściki ugłaskane i bezpiecznie fotografuję kwiatki. Kabaret sprawdza się moim zdaniem w kameralnym odbiorze, ale mimo to jestem za przyprawami nawet na blogu.

    • Logos Amicus Says:

      Moim zdaniem zawsze trzeba pozostawać sobą – zwłaszcza na blogu (i nie powinno wtedy się kalkulować, czy to warto, czy nie warto).
      Nie uznaję udawania na blogu kogoś, kim się nie jest (choć przecież jest to w blogosferze nagminne).
      Bardziej cenię u innych prezentację i potrzebę wyrażenia siebie prawdziwego niż autokreację – tworzenie siebie zmyślonego i życzeniowego (bo zawsze pozostanie to w wirtualnej sferze fikcji, blagi i konfabulacji).

      A Twoje „teksty ugłaskane” czy też kwiatuszki „bezpiecznie fotografowane” też mają swoją wartość i są potrzebne.

  9. remigiusz Says:

    Ci co pieprzą z umiarem (albo „jak Pan Bóg przykazał”), jakoś się w te społeczne ramki wpisują. Gorzej jest z tymi, którzy w pieprzeniu są niepohamowani.

    A poza tym: trzeba mieć cholerne zdrowie, by wpieprzać sam pieprz. Jedzenie nie może się składać z samych przypraw.
    Trzeba po prostu wiedzieć jak (i co) pieprzyć.

    • Logos Amicus Says:

      Gwoli ścisłości, musimy rozróżnic co najmniej pięć rodzajów pieprzenia:

      Metaforyczne:
      – jakość rozumowania (można pieprzyć głupoty, farmazony… etc.)
      – dosadność wyrażania się (pieprzny dowcip, ostry język, mocno przyprawione opinie)

      Dosłowne:
      – pieprzyć zupę albo jajecznicę

      Mieszane:
      – pieprzyć się (vel opieprzać, czyli ociągać :) )
      – pieprzyć się (tzn. parzyć albo spółkować :) )

      (Trzeba zaznaczyć, że w pojęciach mieszanych metafora przenika się z dosłownością ;) )

      Mnie jednak chodzi utaj głównie o „pieprzenie” w sensie metaforycznym.

      Możemy też sobie zadać pytanie, czy „przepieprzone” (spieprzone?) danie może być smaczne?
      Nie może!
      A czy może skłaniać do refleksji?
      Może!
      Do refleksji może skłaniać zresztą wszystko, zarówno danie smaczne, jak i niesmaczne – i pieprzenie nie ma tu raczej znaczenia. Czasem jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że dopiero wtedy, jak się komuś „przypiepszy”, można liczyć na czyjąś refleksję. I w tym kontekscie można mówić o wyższości pieprzenia nad słodzeniem :)

      • Torlin Says:

        Co do jednego – NIE!
        „Pieprzyć się” w znaczeniu nieseksualnym nie oznacza „opieprzać się” – bo to jest zupełnie inny zwrot. „Pieprzyć się”, szczególnie z czymś, oznacza długą, najczęściej bezsensowną robotę, która w założeniu miała być szybka.
        Dla przykładu: „Chciałem szybko wymienić okno, a tu pieprzę się z nim od trzech godzin, a to zawiasy nie pasowały, a to uszczelka i cholera roboty końca nie widać”.

  10. Inni « Torla – kamienna wioska Says:

    […] rzecz podstawowa, mojego wpisu nie można zrozumieć w pełni bez przeczytania notki Logosa Amicusa. Wspaniałej. Pełnej. Właściwie bez możliwości skomentowania, z wyjątkiem skomplementowania. […]

    • Logos Amicus Says:

      Ech Torlinie, nie godzien jam tych wszystkich twoich komplementów ;)
      Serio – wolałbym od stu pochwał jedną konkretną z Tobą dyskusję.
      A Ty zawsze tak: a tego się nie da skomentować, a ja nie mam teraz czasu bo idę do pracy, a ja o tym pisałem (tu następuje link-wink)… itp. :)

      Poza tym to ja mam jednak wątpliwości, czy Ty aby rzeczywiście zrozumiałeś o co mi tak naprawdę w tym tekście chodzi, i o jakich ludziach tam piszę.
      Bo np. zażyłeś mnie – najpierw tym Agiurre… a później – skacząc ni z tego ni z owego na „wielkich naukowców”, „odkrywców”, tudzież budowniczych jachtów :)
      Dziwiąc się przy tym, „że im się chce”.
      (Czyżby więc wg Ciebie owi „inni” to ci, którym się coś chce? Otóż nie, ja nie tych/takich ludzi miałem na myśli.)

      Ale, swoją drogą, komentarze u Ciebie zeszły na interesujące tematy, jak np. wojna między Herzogiem a Klausem Kinsky’m, do której nota bene Telemach podał niezwykle ciekawy link, dzięki któremu znalazłem fenomanalny wybuch furii Kinsky’ego na planie – nie „Aguirry” a „Fitzcarralda”.
      Jeśli ktoś go przeoczył to gorąco polecam:

      I tutaj Kinsky jak najbardziej podpada pod „odmieńców”, których miałem na myśli.

      • Torlin Says:

        Takie są komentarze Logosie, u mnie również najczęściej nie mają związku z moim wpisem. Ale ja świetnie zrozumiałem Twój wpis, o ludziach wichrzycielskich, którzy burzą dotychczasowy ład i wprowadzają nowe prądy, będąc często traktowani przez ludzi jak błazny. Ale czy mój komentarz rzeczywiście tak daleko odbiega od Twojego wpisu? Bo dla mnie lekarz wypijający truciznę na forum publicznym tylko po to, aby udowodnić, że adwersarz nie ma racji – wpisuje się w tę właśnie grupę osób, o których ja piszę.

  11. grześ Says:

    Logosie,
    ja błaznów uwielbiam. Acz błaznów prawdziwych, niestety dużo ich nie ma.
    Palikot na ten przykład błaznem nie jest, bo służy możnym tego świata, służy jednej partii, premierowi, prezydentowi.
    Błazen polityków olewa z każdej strony, nie łasi się do nich, nie jest ich psem podwórkowym którym szczują innych niefajnych polityków.
    Błaznem był np. mistrz Kałużyński, błaznem jakoś jest Urban, Wojewódzki to materiał na błazna.
    Za mało ma dystansu do siebie, wrażenie mam.

    A i błazen to ktoś, kto nie idzie na łatwiznę, niestety naigrywanie się z PiS czy prawaków nieraz jest pójściem na łatwiznę.
    Błaznem moim ulubionym jest np. Hans Schnier, bohater „Zwierzeń clowna” Heinricha Boella.

    Warto w sobie pielęgnować błazeńskie cechy, bo to daje dystans i wolność.
    Nie warto być inkwizytorem, misjonarzem, kapłanem lub warto kontrolować by stężenie cech tych osób nie było za wysokie.
    A i najważniejsze, błazen umie się śmiać z siebie, błazen umie przyznać się do błędu, błazen się nie obraża, błazen się nie boi, błaznowi na niczym nie zależy, a już na pewno nie na poklasku, popularności czy zaszczytach.
    Za mało błaznów mamy:)
    Napisałem kiedyś dwa teksty o błaznach i misjonarzach, ale dawno temu w Salunie 24 i wykasowane są.

    pzdr

    • Jula Says:

      A jak w tym wszystkim wygląda rola „błaznów nadwornych”, np. nasz słynny „Stańczyk” na dworze Zygmunta I Starego, pięknie go namalował Matejko ;)

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/09/matejko-stanczyk.jpg?w=780

      Ukończony w 1862 „Stańczyk” to dzieło przełomowe w rozwoju jego twórczości, swoiste credo artystyczne dwudziestoczteroletniego malarza. Błazen królewski, samotny w swojej bolesnej zadumie nad politycznymi konsekwencjami utraty przez Polskę twierdzy kresowej w Smoleńsku (w wojnie z Moskwą w 1514).

    • remigiusz Says:

      Społeczeństwo polskie ma niebywałą właściwość budowania pozytywnego, idealistycznego, ale zarazem poważnego wizerunku osobom, które w ogóle nie zasługują na takie miano – czyli błaznom. Błazen, to w dużym skrócie osoba, pragnąca tylko i wyłącznie rozbawiać swojego widza (w przeszłości byli to królowie). Nie musi on obawiać się jakichkolwiek konsekwencji swoich słów, bowiem fakt samego bycia błaznem daje mu w pewnym sensie „immunitet”. W Polsce błazen miał funkcje prześmiewcy i satyryka dostrzeganej rzeczywistości. Komentował wszystkie posunięcia władcy, pozwalając sobie na opinie, które bałby się sformułować niejeden zaufany dowódca czy poseł. Najsłynniejszym polskim błaznem był Stańczyk. Zasłynął on właśnie dzięki ciętym komentarzom na dworze królów polskich: Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta Starego i Zygmunta II Augusta. Niezależne opinie błaznów z czasem zbudowały wokół nich, mówiąc dzisiejszym językiem, pozytywny image. Mechanizm był prosty – jeśli błazen bez ogródek wskazuje na niedoskonałości tego co się dzieje dokoła, to z całą pewnością zależy mu na dobru kraju. Stąd wielu późniejszych autorów w swoich dziełach literackich przedstawiało błazna Stańczyka jako patriotę.

      Ideał błazna – patrioty wzmocniła dodatkowo historia narodu polskiego. Najpierw zabory, potem okupacja, wreszcie dominacja komunistów sprawiły, że jakakolwiek dyskusja nad kondycją ojczyzny w oficjalnym dyskursie nie była możliwa. W takich sytuacjach społeczeństwo zawsze odwoływało się do swojego najsilniejszego oręża – śmiechu. Ludzie, którym zależało na tym, aby wypowiedzieć się na ważny temat celowo przywdziewali szaty błazna, aby w żartobliwym tonie powiedzieć coś, za co w „normalnych” warunkach straciliby głowę. Tak utwierdzało się w naszym kraju przekonanie, że jeśli ktoś robi sobie z poważnych spraw szopkę – musi mieć rację.

      Ideał błazna – patrioty, może wydawać się świetną strategią polityczną. Tyle, że ma ona jedną podstawową wadę: błazen to zawsze błazen. Choćby nie wiadomo jak bardzo ludzie uważali go za prawego człowieka, nikomu nawet przez myśl by nie przeszło, aby dać takiemu zasiąść za sterami władzy…

      Wiecej: „CZY BŁAZEN MOŻE RZĄDZIĆ?”

      • Jula Says:

        Wow … Powszechnie się uważa za błaznów komediantów, a co można powiedzieć o 40 prezydencie USA – Ronaldzie Wilsonie Reaganie 1981 1989?
        Niektórzy Polacy są nim zachwyceni.

        Ps.
        „remigiusz”, czy ty pochodzisz z Krakowa?…
        Bo w tamtych okolicach Stańczyk ma najniższe notowania ;D)))

      • grześ Says:

        Remigiuszu, nie zgodzę się, przeczytałem komentarz i tekst i mam całkiem inne wnioski.
        Albo zupełnie co innego rozumiemy przez pojęcie „błazna”

        Lepper błaznem?
        To raczej materiał dla błazna do wyszydzenia.
        Błazen nie jest chciwy, nie pragnie władzy.
        Po co błazen miałby chcieć rządzić? Przecież wtedy straciłby wolność, która jest dla niego najważniejsza.
        I błazen raczej nie jest patriotą, przynajmniej nie werbalnie, to raczej rzecznik ludzi bez względu na takie etykietki jak narodowość, religia, rasa itd

        Pozdrawiam.

        • malik Says:

          Błazen to nie tylko „osoba, pragnąca tylko i wyłącznie rozbawiać swojego widza”, jak znalazłem w tekście Remigiusza. I właściwie nie wiadomo, na jakie to „miano” błazen nie zasługuje.
          Myślę, że obaj – Remigiuszu i Grzesiu – zbytnio upolityczniacie personę błazna, a Remigiusz na dodatek widzi go zbyt pejoratywnie.

    • Logos Amicus Says:

      Grzesiu, tak, tak – dziś prawdziwych błaznów już nie ma :(

      Żałuję nieco, że ta nasza dyskusja zeszła w kilku miejscach na Palikota, przez co zrobiło się tu cokolwiek politycznie (a mój blog od/do polityki próbuje się dystansować).
      Bowiem nie Palikota, ani podobne – dość wyrachowane zresztą – akty para-błazeńskie miałem na myśli pisząc swój tekst.
      Dotyczył on mianowicie – powtórzę to, co widnieje w pierwszym zdaniu – rebeliantów, obrazoburców i prowokatorów… ale raczej tych, którzy są niejako fenomenem kulturowym, przynależąc do sfery szeroko rozumianej sztuki (literatura, malarstwo, film, twórczość artystyczna…) Najściślej do mojej koncepcji przylega tu ktoś taki, jak Oscar Wilde, również tzw. „poeci przeklęci”, którym zamierzam poświęcić – trochę na zasadzie kontrapunktu do powyższego tekstu – mój następny wpis.

      Widzę jednak, że Wasze komentarze zdominował głównie błazen, co poniekąd jest moją winą, gdyż (dość ostentacyjnie) zilustrowałem tekst postaciami błaznów (arlekinów) z obrazu Deraina, a i w samym tytule znlazło się to słowo.

      Swoją drogą postać błazna, czy też clowna, jak najbardziej warta jest uwagi, bo kryje w sobie całą moc interpretacji, znaczeń i symboli odnosząch się do naszej condition humaine.

      Korzystając z okazji, pozwolę sobie przytoczyc tutaj coś, co można uznać za pewnego rodzaju definicję clowna, (a co napisałem przy okazji tekstu „Cirque de Soleil” ):

      Odwieczny motyw clowna, jako metafory ludzkiego życia, czyli połączenia farsy i tragedii.

      Skąd taka fenomenalna popularność clowna w repertuarze naszych teatrów, bajek, mitów i opowieści?
      Otóż właśnie jest to postać genialna poprzez zdolność łączenia w sobie przeciwieństw, które niczym awers i rewers są przeciwstawnymi obrazami tej samej monety i nie mogą istnieć w oderwaniu od siebie. Jak ktoś to już wcześniej zauważył: sztuka clowna jest o wiele głębsza, niż nam się wydaje – nie jest bowiem ani tragiczna, ani komiczna, lecz stanowi komiczne zwierciadło tragedii i tragiczne zwierciadło komedii.

      Clown to jedyna postać wsrod błaznów i aktorów życia, której fisis ukazująca jednocześnie roześmiane usta i zapłakane oczy, nie wydaje się czymś tylko śmiesznym albo tylko smutnym, ani nawet dziwacznym, ale pełnym.

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/09/tolouse-lautrec-la-clownesse-cha-u-kao.jpg?w=780

      Henri Toulouse-Lautrec „La Clownesse Cha-U-Kao”
      (Muzum d’Orsay, Paryż, zdjęcie własne)

      • grześ Says:

        Logosie, przepraszam za nawiązania polityczne, ale obaczyłem w jakimś komentarzu nazwisko „Palikot” i na zasadzie automatyzmu zareagowałem:)
        A że się skupiłem na postaci błazna, jakoś mnie ona fascynuje, jak i clowna też (a clown to jeszcze demoniczne konotacje ma, choćby „to” Kinga mi się przypomina).
        No i najbardziej ulubiona moja książka z literatury niemieckiej to wspomniane już przeze mnie „Zwierzenia clowna”.
        Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na tekst o poetach przeklętych, bo to też jeden z tematów, którym\i się przelotnie kiedyś zainteresowałem acz mało wiem.

        P.S. Ile ty masz właściwie tych blogów, bo dziś pobieżny przegląd robiłem i stwierdzam, że tyle świetnych, długich i mądrych tekstów twoich na różnych blogach jest, a ja ich nie znam i nie ma widoków bym się wyrobił z ich przeczytaniem w najbliższym czasie.

        Eh, te wieczne zaległości, a ileż nieprzeczytanych ksiązek, nieobejrzanych filmów
        Masakra…

        • Logos Amicus Says:

          Nie masz za co przepraszać, grzesiu. Mnie także czasem „schodzi” na politykę (stare przyzwyczajenia ;) ) ale staram się jednak pilnować, by nie wdawać się w polityczne spory, bo zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika.

          PS. A z tymi blogami to prosta sprawa.
          Zacząłem się bawić w blogowanie jakieś dwa lata temu (blog się nazywał BRAIN GRAFFITI), ale po półtora roku witryna, na której się on znajdował, zaczęła na blogowe strony wstawiać – ni z tego ni z owego reklamy – więc przeniosłem się na platformę WordPressu, gdzie, jak na razie, jest całkiem nieźle. Dałem nowemu blogowi inną nazwę (WIZJA LOKALNA) i tutaj publikuję swoje teksty (jest to właściwie mój jedyny aktywny blog tekstowy, który dość często okraszam (I hope, że okraszam :) ) zdjęciami.

          Jednakże sporo fotografuję, więc żeby mieć trochę więcej miejsca na publikowanie zdjęć, to musiałem się rozejrzeć za innymi witrynami i tak oto powstało kilka blogów fotograficznych: ŚWIATOWID, BRULION PODRÓŻNY (ILUSTROWANY) oraz MOJE PODRÓŻE Z NIKONEM.

          Czy to rzeczywiście taki skomplikowany labirynt? :)

        • Jula Says:

          ” Nie masz za co przepraszać, grzesiu. Mnie także czasem „schodzi” na politykę (stare przyzwyczajenia ;) ) ”

          Myślę, że nie bez przyczyny, bo w Polsce w ostatnich czasach media podają non stop debaty z polskiego sejmu czy senatu (tak a pro po, w Polsce jest przebicie na ilość mieszkańców tak 9/1 posła w stosunku do bogatego kraju jakim jest niewątpliwie USA ;) a przy naszych parlamentarzystach, chowają się inni Klauni !…
          Nikt naszych posłów nie przebije ;D))))
          Nawet taki o wysokim ilorazie dał pokaz swoich możliwości w pewnym samolocie a inny chyba Senator też eksperymentował w sukience i chyba dało to początek do zm. odnośnie narkotyków. ;D)))
          Dekadencja w pełni.
          Bo moi państwo wszyscy ONI potrzebują do swoich pokazów widzów – WIDOWNI. Bo bez poklasków nie będzie błaznów wszelakiej maści ! … :D)))
          A to, że i dla żartów ludzie wybierają, udowodnił to aktor Rywiński, zakładając jakże prosta w swej ideologii „partię piwa”.
          Aż dziw, że nie jest angażowany obecnie w licznych jego (piwa) reklamach ;)

          Miłego weekendu! :D

  12. salina Says:

    „Kto dziś zagląda do wytartych kamiennych tablic, mając przed sobą lśniący ekran nowoczesnego komputera […]?”

    No ja zaglądam na przykład :) I nie wierzę, że kiedyś nadejdzie taki czas, że dekalog zostanie skutecznie wyśmiany przez „błaznów i demony”, całkiem zapomniany, wyparty przez nowoczesność. Wyobrażasz sobie świat tak zupełnie bez dekalogu Amicusie? Bo ja nie. I nie chciałabym żyć w takim świecie, gdzie nawet „oszołomów”ani „moherów” by nie było, sami tylko wyzwoleni, radośni, światli, silni i zdrowi, bo wszyscy z doskonałego materiału genetycznego, w probówkach poczęci. Kalekami, ludźmi starymi, chorobami, śmiercią nikt by się nie przejmował, dzięki dobrodziejstwu powszechnie dozwolonej eutanazji :) W ogóle wszystko byłoby wolno, tylko ograniczać nikomu wolności nie, każdy mógłby robić co mu się podoba, na co mu przyjdzie ochota.
    To tylko na pierwszy rzut oka dobrze wygląda :)

    Ładnie nawiązałeś do dadaistów, choć nie padło to określenie :) Oni właśnie tak kontestowali zasady moralne, osiągnięcia ludzkości w dziedzinie kultury, z tą samą wątpliwością: bo skoro wszystko to i tak doprowadziło do straszliwego zdziczenia, do dwu straszliwych wojen światowych?
    Ale jest tu przecież gdzieś błąd w myśleniu, w ustalaniu przyczyn wojen między ludźmi i narodami. Czy naprawdę wybuchają i trwają z tego powodu, że zbyt „reżimowo” jest przestrzegany dekalog? Że zbyt mało jest kpiny, żartu, humoru, satyry i luzu?
    I Amicusie, nie każdy błazen myśli tylko o tym jak by tu się najoryginalniej wygłupić, bywają i tacy jak np Stańczyk… Chociaż rzadko, niestety zbyt rzadko.
    Tak w ogóle to dobry temat do pogadania, zresztą nie pierwszy raz u Ciebie :)
    Ukłony :)

    • Logos Amicus Says:

      „Wyobrażasz sobie świat tak zupełnie bez dekalogu Amicusie?”

      Tak Salino, taki świat mogę sobie wyobrazić (bez dekalogu właśnie) ale nie mogę go sobie wyobrazić bez jakichkolwiek zasad moralnych i etycznych, (które przecież niekoniecznie muszą mieć formę naszych starotestamentowych kamiennych tablic Mojżeszowych).
      Nie podejrzewasz mnie chyba o to, że uważam, iż w takim amoralnym świecie można byłoby (po ludzku) żyć.

      Nie wierzę także w żaden Nowy Wspaniały Świat, w którym istnieliby tylko sami „wyzwoleni, radośni, światli, silni i zdrowi”… Uważam, że każda próba stworzenia takiego świata skończyłaby się jakimś (kolejnym) koszmarnym holocaustem (w końcu faszystom także zależało na tym, by wychodować wspaniałą rasę „nadludzi”).

      Piszesz Salino: „Kalekami, ludźmi starymi, chorobami, śmiercią nikt by się nie przejmował, dzięki dobrodziejstwu powszechnie dozwolonej eutanazji. W ogóle wszystko byłoby wolno, tylko ograniczać nikomu wolności nie, każdy mógłby robić co mu się podoba, na co mu przyjdzie ochota.
      To tylko na pierwszy rzut oka dobrze wygląda.”

      Poruszyłaś tu kilka bardzo istotnych wątków, choć muszę przyznać, że pobrzmiewa w Twoich słowach echo liberalno-konserwatywnych sporów, jakie w tej chwili odbywają się (dość szumnie, ale i trochę groteskowo) w naszym kraju. I niestety, pobrzmiewa w nich również nutka… sarkazmu, który mi zresztą do Ciebie za bardzo nie pasuje :)
      Odpowiem pokrótce: nie istnieje wg mnie coś takiego jak wolność absolutna. Nie uważam także, iż wszystko jest dozwolone (z czym wypalili XIX-wieczni nihiliści… i nie tylko oni). A eutanazja jest moim zdaniem w pewnych okolicznościach dobrodziejstwem (i nie mam tu na myśli „powszechnie dozwolonej eutanazji”, ale prawo każdego człowieka do godnego odejścia z tego świata.)

      Ja nie nawiązywałem jedynie do dadaistów (bardziej może do surrealistów), tylko – ogólnie – do pewnej postawy, jaką charakteryzują się ludzie, których można nazwać różnie – rebeliantami, obrazoburcami, prowokatorami, bluźniercami… To właśnie oni stoją po stronie wątpliwości, po stronie kwestionowania raz ustanowionych zasad i reguł… I dobrze, że ktoś taki jest, bo wg mnie do czegoś takiego jak wątpliwości i kwestionowanie zasad moralnych powinniśmy mieć – jako ludzie obdarzeni (ponoć) wolną wolą – dostęp.
      Ja mocno obawiałbym się takiego kogoś, kto nie ma żadnych wątpliwości, kogoś kto zawsze jest wszystkiego pewien, kogoś kto kieruje się tylko „żelaznymi” zasadami (bo uważa że te zasady są niezmienne i dane raz na zawsze przez jakąś Wyższą Instancję, której najczęściej uważa się on za interlokutora, wykonwacę, przedstawiciela, inkwizytora i sługę).

      Piszesz także: „Ale jest tu przecież gdzieś błąd w myśleniu, w ustalaniu przyczyn wojen między ludźmi i narodami. Czy naprawdę wybuchają i trwają z tego powodu, że zbyt „reżimowo” jest przestrzegany dekalog? Że zbyt mało jest kpiny, żartu, humoru, satyry i luzu?”

      Nie, wojny dlatego nie wybuchają. Ale reżimy owszem – trwają zwykle w sytuacji, kiedy „zbyt mało jest kpiny, żartu, humoru, satyry i luzu”, zwłaszcza wobec władzy i wobec sztywnych zasad, którymi ów reżim zwykle chce spętać ludzi (oczywiście – „dla ich własnego dobra”).

      • Torlin Says:

        Ja zawsze, jak ktoś mówi o Dekalogu, to się pytam, czy każdego człowieka obowiązuje wszystkie dziesięć punktów.
        Czy trzy pierwsze też są obowiązkowe?
        A jeżeli nie wszystkie, to kto decyduje, które są obowiązkowe, a które nie?
        Bo tak naprawdę decyduje o tym umowa społeczna

  13. georgeeliot Says:

    Być błaznem to trudne zadanie, które adekwatne intelektualistom z ogromnym dystansem do siebie i świata. Do tego trzeba po prostu mieć talent, ot, jak na przykład, Stańczyk (dziękuję Jula’i za obraz).
    Karykaturalnie jednak wygląda, jeśli ktoś próbuje pozować na błazna. To tak, jak pozować na Napoleona, przyjmując za punkt wyjściowy mały wzrost. :)

  14. georgeeliot Says:

    Do galerii błaznów dokładam i ja „pięć groszy”-
    ciekawa historia i portret psychologiczny w jednym:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/09/will-m-chase-e2809ekeying-up-e28093-the-court-jestere2809d.jpg?w=780

    Will M. Chase „Keying Up – The Court Jester”, 1875

    Nie mogę w sensowny sposób przetłumaczyć nazwę tego obrazu. Może wytrawni znawcy angielskiego pomogą? :)

    • Logos Amicus Says:

      Dziękuję za ciekawy obraz.

      Wprawdzie nie uważam się za „wytrawnego znawcę angielskiego”, to jednak spróbuję rozszyfrować tytuł tego obrazu Chase’a:

      „Nastrajając się – Nadworny błazen”

      „Key-up” oznacza właśnie nastrajać (np. instrument ale również siebie albo kogoś), dopingować, dodawać bodźca, animuszu…
      „Court” to oczywiście dwór, a „jester” to błazen, żartowniś, trefniś.
      „Court jester” to właściwie królewski błazen.

  15. malik Says:

    Głupi błazen rozśmiesza mądrego króla, a głupi król mądrego błazna.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s