CREDO (post scriptum do dyskusji o krzyżu)

 

Aby uniknąć pewnych nieporoumień, oraz podsumować niejako naszą dyskusję o krzyżu, postanowiłem bardziej widocznie przedstawić tutaj moją odpowiedź, jaką dałem w kometarzach pod wpisem „KRZYŻ” jednej z osób komentujących.

 

 Iwona pisze:

„Czemu krzyż się stał symbolem? Jest to dość jasne – łatwiej ludzi wodzić za nos poprzez strach, lęk, bo łatwiej ludzi złapać za nos w chwili słabości, cierpienia, zwątpienia, bo łatwiej ludzi wodzić za nos kiedy są nieszczęśliwi i szukają ukojenia. Człowiek szybciej w chwili zwątpienia szuka ludzi, którzy to zwątpienie przeżyli, cierpiącego zrozumie cierpiący, chorego zrozumie chory, płaczącego zrozumie płaczący. Po prostu religia chrześcijańska nie miałaby racji bytu gdyby nie uderzała w łatwy punkt. “Jak trwoga to do Boga”- i zapłakane oczy patrzą na cierpienie, czyż nie znajdą tam ukojenia? Gdyby popatrzyli na szczęśliwego mężczyznę Jezusa, nie znaleźli by tam zrozumienia. A tak – “Jezus też cierpiał” więc ja w imię Boga pocierpię też. Jest mi łatwiej, mam cel w cierpieniu, nie pytam czemu ja – On też to miał. Nie pytam dlaczego – On też to miał. Cierpienie w jakimś celu pomaga. Łatwiej znieść to, “bo”… gdyby nie było “bo” – trudniej by było znosić niepokoje świata.

Musimy zdać sobie sprawę, że tylko od niedawna człowiek dysponuje arsenałem pomocy w chwili bólu, słabości, i cierpienia (farmakologia, psychiatria, psychologia), kiedyś życie związne było nieodłącznie z chorobą, bólem i śmiercią. Łatwe “Bóg dał, Bóg wziął” pozwalało nie zwariować i pogodzić się z losem. Nie od parady religia chrześcijańska łatwo zapada w biedne społeczeństwa – daje nadzieję, którą odnajdują w krzyżu. I zamiast ludziom pomóc w inny sposób, religia ich tylko znieczula i omamia. A to jest przykre. Zamiast wykrzesać w człowieku ludzką siłę, trzeba człowieka uwiązać do nadziei w czymś niedotykalnym, które można pomacać w symbolu krzyża. I dlatego tak wiele katolickowch narodów cierpiało biedę, a nie dobrobyt. Brak motywacji, bo niepowodzenie znajduje nagle sens. Nie ma motywacji zmiany. Jest wręcz brak tej chęci. Jak nie cierpisz nie poznasz cierpienia Chrystusa.

I tak znak kaźni, morderstwa, przelanej ludzkiej krwi staje się symbolem pocieszenia. Łatwiej ludźmi kierować bazując na strachu, lęku, i jakiejś tam nadziei na lepsze jutro – i biznes religijny się kręci.”

Odpowiedź:

Wydaje mi się Iwona, że zbytnio to wszystko upraszczasz, przez co patrzysz na religię jednostronnie i chyba jednak nie dostrzegasz tych pozytywnych stron religijności człowieka, jak i tej dobrej roli, jaką kościół niewątpliwie odgrywa w życiu społeczeństw na całym świecie.
Z Twoich słów przebija niechęć wobec religii. Ja zaś nie uważam się za wroga żadnej religii, pod warunkiem, że nie szerzy ona nienawiści między ludźmi, nie rodzi fanatyzmu, nikogo nie represjonuje, ani też nikogo nie zniewala.

Jeśli natomiast daje ludziom otuchę, pociesza w nieszczęściu, pozwala przetrwać w trudnych chwilach, daje ulgę w cierpieniu i poczucie dobrej solidarności… to co w tym złego?
To, że podnosi na duchu ludzi biednych i zagubionych… to cóż w tym złego?
(Nie lubię, kiedy w tym kontekście używa się określenia, że religia “mami”, “ogłupia”, “narkotyzuje”… bo – po pierwsze – jest to przejawem negatywnego stosunku do religii, którego nie podzielam, a po drugie – jest dowodem na brak współczucia, ludzkiego miłosierdzia i obojętności wobec cierpienia innych).

Bo widzisz… farmakologia (czy jakaś inna chemia) nie potrafi ukoić tych fundamentalnych (egzystencjalnych) lęków człowieka (i bólu jakiego człowiek z tego powodu doświadcza); nie jest w stanie dostarczyć mu sensu istnienia, ani wyjaśnić całej niepojętości tego, co nas otacza.

Piszesz: “Musimy zdać sobie sprawę, że tylko od niedawna człowiek dysponuje arsenałem pomocy w chwili bólu, słabości, i cierpienia (farmakologia, psychiatria, psychologia), kiedyś życie związne było nieodłącznie z chorobą, bólem,, i śmiercią. ”

Otóż nauka (a tym bardziej farmakologia) wcale nie uwolniła człowieka od chorób, bólu i śmierci (a piszesz, jakby się to już – dzięki owemu wspaniałemu “arsenałowi pomocy” – stało przeszłością. Nie, to nie jest przeszłością. Człowiek nadal choruje, cierpi, odczuwa ból i umiera. Nadal poszukuje głębszego sensu.

Nie jestem wrogiem religii, a tym bardziej nie jestem wrogiem tego, co głosił Jezus Chrystus (a ściślej: tego, co uznaje się za Jego naukę).
Może Cię zdziwi to wyznanie, ale dla mnie Chrystus jest jednym z najważniejszych ludzi, jacy pojawili się na ziemi (a konkretenie: doceniam wielką wagę tego, co Jezus swą postacią symbolizuje – będąc uosobieniem dobra, głosząc miłość do każdego człowieka, miłosierdzie, nadzieję, współczucie, dobroć, pojednanie… ) Pod tym względem był on kimś – nie waham się tego tak określić – boskim. Wprowadził nową jakość do historii ludzkiej cywilizacji, ukonstytuował w dużej mierze zręby europejskiej “duchowości” wprowadzając w nią miłość.

Wbrew pozorom nie jestem też wrogiem symbolu krzyża. Ten krzyż mi absolutnie w niczym nie przeszkadza, podobnie, jak nie przeszkadza mi gwiazda Dawida, jakiś indiański totem czy islamski półksiężyc w tzw. przestrzeni społecznej (czyli w szkołach, urzędach, na bilbordach, czy przy zwykłej drodze….) – pod warunkiem, że nie staje się to sposobem nahalnej indoktrynacji i ekspansji, zawłaszczeniem czyjejś wolności, albo też manifestacją fanatyzmu.

Jeśli zdecydowałem się na tę dyskusję (o znaczeniu i genezie krzyża), to nie dlatego, by z tym krzyżem walczyć, czy też przyczyniać się do prób eliminowania go z ludzkiej świadomości.
Głównym powodem, tak naprawdę, była moja niechęć do eksponowania w katolicyźmie (czy jakimkolwiek innym kościele) martyrologii, cierpiętnictwa, “gorzkich żalów” – tych elementów sado-masochistycznych, jakie niewątpliwie w religii chrześcijańskiej istnieją.

I cieszę się, jeśli zamiast celebrowania okrutnej śmierci jednego z najlepszych ludzi, jacy pojawili się kiedykolwiek na naszej planecie, celebruje się Jego “zmartwychwstanie”, bez względu na to, czy ktoś w nie wierzy (wtedy to słowo nie powinno być ujęte w cudzysłów), czy też nie podziela tej wiary (stąd ten cudzysłów).
I cieszę się, że z okazji tych Świąt, ludzie doświadczają radości (także poprzez takie “pogańskich” zwyczajów jak śmingus dyngus);  kiedy radują się na widok budzącego się z wiosną życia (bazie, kiełkujące zboże…) –  i … święcą jajka – ten wspaniały symbol odradzającego się życia.

Advertisements

komentarzy 10 to “CREDO (post scriptum do dyskusji o krzyżu)”

  1. Jula Says:

    Motto: Świat byłby piękny gdyby nie było na nim ludzi! ;D)))

    Iwona ma dużo racji i Ty, zwiedzając kraje ameryki łacińskiej, musisz jej to przyznać ;D))) Tyle, że i w tych bogatych krajach „nic darmo”, z tych udogodnień medycyny korzystają Ci, którzy mają pieniądze ! . . .
    (Dziwnym trafem, to kraje katolickie mają największe strefy biedoty, ciemnoty, służebnej roli kobiet i etc… , bo to jest wpisane w tę religię – ortodoksyjną, stąd tyle odłamów w samym kościele Katolickim ;)

    http://nortus.pinger.pl/m/2380717/koscioly-chrzescijanskie-ile-tego-sie-namnozylo-na-swiecie

    Tyle, że to co ona zarzuca tej religii, to już chyba przeszłość która odeszła ze średniowieczem, teraz dąży się do tej interpretacji , którą Ty podkreślasz – nadzieję , zmartwychwstanie . . .
    I taka moja ostania konkluzja, taka moja głębsza refleksja poświąteczna i w temacie – religie świata ;)
    Hmmm… no cóż już od zarania dziejów, religie raczej dzieliły ludzi i tak jest po dzień dzisiejszy niestety – bo taka jest ich rola główna. (Moim zdaniem to wielkie korporacje, robiące pieniądze na złudzie – marketingowcy powinni kursy przechodzić u tych sług Bożych )

    Pozdrawiam ! . . .

    Ps.1.
    Bardzo bym się ucieszyła gdyby było inaczej :( , ale niestety rzeczywistość tego świata to tylko potwierdza. Każdy może to zaobserwować, bo każdy nie wychodząc z domu ma dostęp do masowych środków przekazu i każdy może nagrywać. Czasami ludzie mają wcześniej informacje dzięki obrazom ze Skype’a niż przetworzone z lokalnych Telewizji ;D))) Choćby nagrania „pedofilii w Kościele” ;) Ludzie są bardziej otwarci i sami mogą sobie przekazywać informacje!… ;D

  2. Logos Amicus Says:

    „Świat byłby piękny gdyby nie było na nim ludzi!”

    No ale kto by wtedy to piękno podziwiał? :)
    Już nie wspominam o tym, że nie byłoby też na świecie takiego cudu stworzenia, jakim jest Jula :)

    „Dziwnym trafem, to kraje katolickie mają największe strefy biedoty, ciemnoty, służebnej roli kobiet i etc… , bo to jest wpisane w tę religię – ortodoksyjną”

    Nie, to nie jest wpisane w religię.
    Bieda nie jest związana z tym, że w tych krajach dominuje religia katolicka, a dlatego, że są takie a nie inne warunki polityczne, społeczne i ekonomiczne, albo po prostu nie ma wody (Afryka). Największa jednak bieda nie jest w Ameryce Łacińskiej, a w Azji (Afryka to osobny problem) – a tam raczej nie ma rozwiniętego katolicyzmu (a zamiast tego jest buddyzm, taoizm, hinduizm i ateizm).

    „…no cóż już od zarania dziejów, religie raczej dzieliły ludzi i tak jest po dzień dzisiejszy niestety – bo taka jest ich rola główna.”

    Nie, moim zdaniem to nie jest ich główna rola.
    Zgadzam się, że niestety zbyt często (i w pewnych okolicznościach, warunkach) religie dzielą ludzi.
    Jednakże są także wielką siłą jednoczącą ludzi.

    Jest pewną ślepotą widzenie religii jedynie w negatywnym świetle (podobnie zresztą, jak widzenie tylko jej pozytywnej roli).

  3. iwona Says:

    Logosie odnioslam sie do symbolu.
    Niechec do religii mam, to prawda (glownie przez to, co dzieje sie z ludzmi w imie religii) – jednakze widze Twoja niechec do tych, ktorzy tak odczuwaja. Moze dlatego tyle skrzywionego odbioru. Nic nie widze zlego w pomocy w cierpieniu. Nie wiem czemu taka sugestia (z niecheci?) Ewentualnie widze problem taki, ze czlowiek nie szuka pomocy tam gdzie powinien. W sobie. Farmakologia, wbrew temu co piszesz, wiele pomogla w cierpieniu, umieraniu. Tylko Twoja chyba niewiedza pozwala tak pisac. O uwalnianiu nie pisalam. Wciaz cierpimy i umieramy. Nie twierdzilam niczego innego.
    I szukanie sensu cierpienia jest wlasnie dowodem, ze jestes omamiony religijnym podejsciem do cierpienia, smierci. Ze strachu. Tak to widze.
    Czy cierpienie musi miec glebszy sens dla Ciebie, zeby lepiej Ci bylo na sercu?? Inaczej bedziesz cierpial mniej, jak? – a okreslenie “braku wspolczucia” jest wrecz obrazilwe. Moze dlatego, ze nie widzisz sensu w podjesciu ludzkim do cierpienia. Muszisz maczac w ta boskosc, religie i czary mary.
    Naprawde ateista ma pelne i gelbokie poklady wpolczucia do drugiego czlowieka, bez uczialu w tym sil nadprzyrodzonych. I jesli komus ma sluzyc kadzidelko na scianie- so be it. Jednakze mierzi mnie zbieranie forsy za odprawianie modlow przez co cwanszych kalpanow w ramach uzdrowienia czy pomocy w cierpieniu. Czlowiek pomoze w cierpieniu, nie Bog. Tylko czlowiek. I czlowiek ma w sobie sile, ktora moze mu pomoc. Wystarczy tylko popatrzec na to z innej strony. Ludzkiej. Jak tutaj wielokrotnie pisalam, uwazam ze czlowiek ma niesamowity potencjal. Nie musi sie w to mieszac Boga, jakiegokolwiek.

    Odnosnie Jezusa – kazdy moze miec swoje na ten temat zdanie Szanuje to. Choc wcale nie musze sie z tym zgadzac. Niewatpliwie religie swiata, ich Bogowie, przyczynili sie do wielu spolecznych, cywilizacyjnych, kulturowych itp przemian i osiagniec. Temu zaprzeczyc nie mozna.
    A czemu ekspozycja sadomasochistycznych symboli – o tym pisalam w swoim komentarzu.
    Ja sie ciesze jesli celebruje sie swiat wokol, to co sie ma, to co sie osiagnelo, jesli odczuwa sie radosc z istnienia, wspolistnienia, z tego czym sie dysponuje. Ciesze sie, ze ateiscie celebruja zycie a nie smierc. Nie musze wierzyc w Zmartwychwastanie zeby sie smierci nie bac, a w cierpieniu widziec sens krzyza. To napawa checia do zycia, dzialania, i przezycia zycia jak najlepiej i najpiekniej. Nie musi byc jajko w koszyku zeby cos odczuc, zeby cos zauwazyc. I nie wysmiewam sie z zadnych zwyczajow, czy obrzadkow, niech sobie beda. Jesli ktos tego potrzebuje, niech to ma. Wazne imo jest uwierzenie w siebie. imo rzecz jasna :)

    • Logos Amicus Says:

      Ja nie twierdzę, że farmakologia nie pomaga ludziom w cierpieniu i umieraniu. Ale uważam, że nie jest ona w stanie dostarczyć człowiekowi sensu (życia, cierpienia, umierania…). Chemia – tabletki, pigułki, pastylki, „medycyna”… – to są wszystko środki doraźne.
      Pigułka nie potrafi uczynić człowieka szczęśliwym, ani też ustrzec go przed zwykłym ludzkim strachem (przed cierpieniem, lękiem, śmiercią, poczuciem bezsensu…). Sama wiesz, że depresji – czyli, wyrażając się w inny sposób, choroby duszy – nie można wyleczyć farmakologicznie (kto tak twierdzi, jest po prostu ignorantem, który nie przyjmuje do wiadomości całej złożoności ludzkiej psychiki i opiera swą wiarę na „wspaniałości” i „potędze” nauki/medycyny).

      Piszesz: „I szukanie sensu cierpienia jest wlasnie dowodem, ze jestes omamiony religijnym podejsciem do cierpienia, smierci. Ze strachu.(…) Czy cierpienie musi miec glebszy sens dla Ciebie, zeby lepiej Ci bylo na sercu?? Inaczej bedziesz cierpial mniej, jak? (…) Muszisz maczac w ta boskosc, religie i czary mary.”

      Nie wiem dlaczego odnosisz się do mnie tak personalnie z tymi zarzutami.
      Ja nigdzie nie pisałem, że jestem osobą „wierzącą” (w tym religijnym sensie), że odwołuję się do religii ze strachu, i że przez to muszę „maczać w to boskość, religię i czary”.)
      Jeśli już miałbym określić perspektywę z jakiej to piszę, to byłaby to pozycja agnostyka.
      Ja tylko przedstawiałem sposób w jaki ludzie wierzący i religijni radzą sobie z fundamentalnymi problemami ezgystencjalnymi. I że ja to rozumiem i na swój sposób szanuję i że widzę w tym pozytywną rolę religi, w odróżnieniu od Ciebie, która odrzuca religię en bloc i pisze, że to tylko „omamienie” – a takie podejście świadczy niestety o pewnej (światopoglądowej) arogancji i niezrozumieniu drugiego człowieka, braku tolerancji dla jego słabości i kruchości (bo – nie czarumy się! – wielu ludzi jest kruchych i słabych, tudzież stawianych jest w sytuacjach, które ich przerastają.

      „Naprawde ateista ma pelne i glebokie poklady wpolczucia do drugiego czlowieka.”

      Nie każdy, nie każdy… Weźmy np. klasycznych ateistów komunistycznych – iluż było wśród nich zbrodniarzy i ludobójców (dla nich człowiek był tylko „nawozem” historii, nie liczył się jako jednostka, a już na pewno nie brali oni pod uwagę ogromu cierpienia, na jaki ten ich ateistyczny system skazywał dziesiątki milionów ludzi).

      „Jednakze mierzi mnie zbieranie forsy…”

      Mnie też „mierzi” materialna pazerność niektórych przedstawicieli Kościoła, ale przecież nie o tym rozmawiamy.

      „Ja sie ciesze jesli celebruje sie swiat wokol, to co sie ma, to co sie osiagnelo, jesli odczuwa sie radosc z istnienia, wspolistnienia, z tego czym sie dysponuje”

      Ja też się cieszę, czemu zresztą dość często daję wyraz na moim blogu (np. mój ostatni wpis pt. „Cuda twoje i moje” .)
      Czy Ty tego nie zauważasz?
      Przecież napisałem (dopiero co) w poprzedniej odpowiedzi na Twój komentarz:
      „I cieszę się, jeśli zamiast celebrowania okrutnej śmierci jednego z najlepszych ludzi, jacy pojawili się kiedykolwiek na naszej planecie, celebruje się Jego “zmartwychwstanie”, bez względu na to, czy ktoś w nie wierzy (wtedy to słowo nie powinno być ujęte w cudzysłów), czy też nie podziela tej wiary (stąd ten cudzysłów). I cieszę się, że z okazji tych Świąt, ludzie doświadczają radości (także poprzez takie “pogańskich” zwyczajów jak śmingus dyngus); kiedy radują się na widok budzącego się z wiosną życia (bazie, kiełkujące zboże…) – i … święcą jajka – ten wspaniały symbol odradzającego się życia.”
      Dlaczego to ja mam powtarzać?

      PS. A „imo” jak sądzę, znaczy „in my opinion”?

      • iwona Says:

        Napisales „Otóż nauka (a tym bardziej farmakologia) wcale nie uwolniła człowieka od chorób, bólu i śmierci” – odnioslam sie do tego. Mieszanie w to sensu jest ……bez sensu :) A pigulka – mylisz sie, moze uczynic czlowieka szczesliwym. Jest dosc sporo srodkow farmakologicznych, ktore rabia w glowie stan euforii i szczescia. A depresja – jak najbardziej mozna ja leczyc, i wyleczyc srodkami farmakologicznymi. Powaznie. Niekiedy stosuje sie mechanizmy depolaryzujace blony komorkowe, kiedy chemia nie pomaga. Psychoterapia tez jest pomocna, wraz z chemia. Bo depresja to nie choroba duszy. Duszy nie ma. To choroba neuroprzekaznikowa :) wiem, ze dla Ciebie brzmi to bezdusznie, ale tak jest.

        Moze rzeczywiscie przypuscialam na Ciebie niepotrzebny atak „antyreligijny”. Wybacz, ponioslo mnie :) moze dlatego, ze jakos odczulam niechec z Twojej strony w odpowiedzi. Mam nadzieje, ze sie mylilam. Nie mylilam sie natomiast w blednym zalozeniu (o ktorym nieco dalej).
        Nigdzie nie twierdzialam, ze kazdy ateista ma poklady wspolczucia. Nie kazdy katolik ma. Nie kazdy super uduchowiony ma. Poklady wspolczucia sie ma bez wzgledu na swiatopoglad. Empatia to tez cecha biologiczna :) Wiem, znow brzmi bezdusznie, ale jest to prawda.
        I prosilabym od oderwania sie od Twojego blednego zalozenia, iz osoba ktora nie popiera szukania wsparcia w krzyzu, nie rozumie i nie szanuja slabosci ludzkiej. Nie jest to prawda.
        Oczywiscie zauwazam, iz cieszysz sie z otaczajacego Cie swiata, jednak stale przeplatasz w to religie/boga/wiare jak gdyby tylko w tym kontekscie mozna bylo sie cieszyc w ogole.

        A „imo” jest „in my opinion”, tak :)

      • Logos Amicus Says:

        Ja również doceniam znaczenie medycyny (farmakologii) w zwalczaniu ludzkiego bólu, w leczeniu depresji i innych chorób (jakże mogłoby być inaczej?). Jednak uważam, że nie może ona dostarzczyć ludziom czegoś, co by stanowiło panaceum na ich lęki – nazwijmy to – egzystencjalne; nie może ludziom pomóc w zrozumieniu sensu egzystencji, nie może zaspokoić ich „metafizycznego” głodu (temu właśnie służy kultura, oraz, m.in. religia… to właśnie tam „od zawsze” ludzie szukali odpowiedzi, i będą szukać nadal).

        Piszesz: „A pigulka – mylisz sie, moze uczynic czlowieka szczesliwym. Jest dosc sporo srodkow farmakologicznych, ktore rabia w glowie stan euforii i szczescia.”

        Tak, tak… tak właśnie działają narkotyki, różne „pigułki szczęścia” typu extasy, wszelkie używki, oszołomiacze, odurzacze…
        Kłopot w tym, że zwykle wywołują w psychice wielkie spustoszenia, a w dodatku uzależniają człowieka, czyniąc go bezwolnym (często zresztą prowadząc go do przedwczesnej śmierci).
        Jeśli jakaś (podana z zewnątrz) chemia dostarcza człowiekowi poczucia „szczęścia”, to jest to szczęście chwilowe i sztuczne, bo zupełnie nie mające związku z samym życiem człowieka, jego osobowaścią, systemem wartości, jaki wyznaje… etc. (A tego ludzie szukają właśnie w kulturze, czy też w religii – żadna chemia nie jest im w stanie tego dostarczyć.)

        Pisząc „dusza” ujmowałem ją w nawias (tak jak pisząc „serce” mam na myśli ludzkie uczucia, a nie kawałek ukrwionego mięśnia). To są ludzkie określenia na wyrażenie czegoś, co istnieje w psychice człowieka (poza czystą fizjologią).
        Czy, jeśli np. jesteś zakochana, to będziesz to ujmowała we wzory chemiczne, jakimi to da się opisać? Czy będziesz to przekładała na mikrogamy hormonów, które przy tym się wydzielają?
        Człowieka nie da się opisać tylko za pomocą chemii. Człowiek to coś więcej niż zbiór atomów i chemicznych cząstek.

        Znasz powiedzenie, że „wiara czyni cuda”, albo „wiara może góry przenosić” ?
        Żaden mądry lekarz nie będzie lekceważył u pacjenta czegoś takiego, jak „wiara”, bo wie, jak bardzo pozytywnie potrafi ona wpłynąć na przebieg leczenia i wyzdrowienie.
        (Zresztą, na czymś podobnym polega zasada działania placebo, który zaszczepia niejako ludziom „wiarę” w leczące działanie zwykłej substancji.)
        Ta „wiara” bowiem potrafi poruszyć potężne procesy psychiczne człowieka (pobudzić do działania mózg – jedynie za pomocą myśli, przekonania, nastawienia), które wpływają na stan całego organizmu i potrafią czynić „cuda”, których współczesna medycyna (nauka) nie jest w stanie wytłumaczyć (ani tym bardziej objaśnić za pomocą chemii). I to są wszystko fenomeny, fakty i zjawiska potwierdzone przez naukę (a nie jakieś tam czary).
        Dlatego, jeśli ktoś chce zawiesić w szpitalu krzyż, to cóż w tym złego?
        Ten krzyż naprawdę może czynić „cuda” i kogoś wyleczyć.

      • iwona Says:

        Wlasnie o tym pisze – wiara gory przenosci – bo to czlowiek przenosi. Jego sila psychiczna. I to warto sobie uzmyslowic a nie oddawac los w imaginacje. Placebo od dawna jest znane medycynie (jak sam piszesz).
        Sila ludzka jest dosc spora. I ograniczanie czlowieka religia, bo imo jest to ograniczenie, jest niepotrzebna utrata ludzkiego potencjalu. A czy krzyz na scianie – jak juz pisalam, nie mam nic przeciwko jesli ktos przyjdzie z misiem, ktory jest jego talizmanem, jak kocyk u dziecka – prosze bardzo, znajde nawet stolek dla misia :)))) jednak podejde do tego czlowieka jako czlowieka. I to bede sie starala w nim wskrzesic. Jego sile :) a jesli nie moze bez misia, to uszyja misiowi kubraczek :)

        Pozdrawiam
        i.

  4. Jula Says:

    „Nie każdy, nie każdy… Weźmy np. klasycznych ateistów komunistycznych – iluż było wśród nich zbrodniarzy i ludobójców (dla nich człowiek był tylko “nawozem”

    O Logosie tutaj pojechałeś po bandzie.” ;D)))
    Bo przecież doskonale wiesz, co miała na myśli Iwona również – z USA ;D

    Dowiodłeś jeszcze raz , jak można wartościami manipulować, każdymi wartościami i o to i mnie i Iwonie chodzi.

    Religie wbrew ich Twórcom, którymi są oczywiście wybitne jednostki ludzkie – są po pewnym czasie zawsze wypaczane , czy to przez zwykłych karierowiczów , czy innych „nawiedzonych” !…

    Ateista nie musi być od razu komunistą .!

    Bo to tak , jak Żyd nie musi być Chrześcijaninem , czy Muzułmaninem , czy wreszcie wyznawcą Hinduizmu , czy Buddyzmu , czy inszej religii , prawda?…

    Bo tutaj jeszcze są te spory nazwijmy to własnościowe , ekonomiczne. A doskonale wiesz ,że i obecnie za parę groszy jeden drugiego albo wycałuje , albo …

    Przecież w ten sposób do każdej religii można się przyczepić. Ileż to ludzi bezimiennie wyginęło w imię religii.
    Księdzu się zachciało seksu, to zaraz kobieta była winna, uważana za czarownicę i palona żywcem na stosie.

    W samej Polsce, bo zawsze się mówiło,że u nas to nie!…

    Nieprawda, na pomorzu, na Śląsku a i w centralnej Polsce paliły się stosy tak , jak i w zachodniej europie w średniowieczu , w ciemnych wsiach to do początku XIX wieku. :(

    Ja w swojej poprzedniej notce zapomniałam zaznaczyć , że te zróżnicowanie „ekonomiczne” są w ramach samego Chrześcijaństwa. Przyznasz ,że świat do przodu pociągnęły religie protestanckie, a dlaczego ?… Bo ich głównym celem była praca a nie umartwianie się ;D)))
    Na temat innych religii sie nie wypowiadam , bo nic nie wiem.

    I chyba przyznasz mi rację ,że po dzień dzisiejszy jest bezpardonowa walka o „rząd dusz” – między tymi największymi religiami Świata .

    Religia od zawsze była wykorzystywana w walce politycznej , jest wykorzystywana i będzie , bo Ona nie podlega logice , Religia operuje emocjami. I wtedy , jak Iwona zauważyła , łatwiej jest ludzmi manipulować!

    Co do samej medycyny, Iwona wie co pisze, bo jest lekarką – chyba dentystką i zna się na dostępnych środkach znieczulających , jak nikt z nas.Hihihi…

    Poza tym Polska , jakby się cofnęła do tyłu po tych przemianach wolnościowych , czy u nas nigdy nie będzie prawdziwego pluralizmu ?…

    Na szczęście młodzi ludzie muszą emigrować z przyczyn ekonomicznych i widzą ,że w zachodniej europie zgoła inne są wartości niż u nas.

    My w Polsce mamy nałożone religijne ” embargo”, Kościół w Polsce a ściślej jego reprezentanci „kapłani” za zgodą rządu wybiera z udogodnień medycyny to , co dla niego dobre, co jemu pasuje – a nie ludziom .

    Przykład;
    Pełna zgoda na uśmiercanie ludzi, dla przeszczepu. Niezgoda na aborcję kobiet. Utajony seksualizm kapłanów bez skutków prawnych – pedofilia i etc… Można by tak w nieskończoność, tyle ,że ludzie nie są już tak bezwolni ;D)))
    Nawet potrafią wyrzucić kapłana (proboszcza ) z parafii.Hihihi…

    • iwona Says:

      Niekiedy KK w Polsce przypomina mi rzady Talibow. Nie doslownie, ale koncepcyjnie. Niby oddzielenie Kosciola od panstwa, ale gdzie? na papierze chyba. Krzyze w szkolach panstwowych, mentalnosc koscielna poslow (np aborcja, in vitro, srodki antykoncepcyjne).
      KK w Polsce to szczegolna sila polityczna. To jest grozne. Dla spoleczenstwa.

  5. Jula Says:

    „Dlatego, jeśli ktoś chce zawiesić w szpitalu krzyż, to cóż w tym złego?
    Ten krzyż naprawdę może czynić “cuda” i kogoś wyleczyć.”

    Ja tylko odniosę , jak to ma się w rzeczywistości w Polsce.

    Wieszanie symboli wiary na ścianach , nazwijmy to przestrzeni publicznej; w szpitalach państwowych, w szkołach państwowych , to jednak usankcjonowanie państwa wyznaniowego. ( Bo co innego , jak Ktoś ten Krzyż ma ze sobą , nawet niech sobie wiesza nad swoim łóżkiem szpitalnym, jak jest osoba wierząca i to mu pomaga)

    Moim zdaniem ,może być kapliczka przyszpitalna ale opłacana z datków wiernych, podobna sytuacja ze szkołą państwową.

    Owszem w szkole wyznaniowej to co innego, moim zdaniem katecheza powinna być przy kościele i też prowadzona przez osoby opłacane z datków na Kościół .

    Ale co ja będę mówiła , jak godłem Polski ponoć jest ” orzeł biały” , a co widzę w instytucjach , urzędach państwowych w Polsce ? . . .

    W moim mieście w Urzędzie Skarbowym , czy ZUS-się ! (sic!) – ja nie widzę orła ja widzę tylko Krzyż ! . . .

    Mi ten krzyż , jako krzyż symbol wiary nie przeszkadza, ale on zmusza urzędników do podporządkowania się tej wierze. I ja się wtedy czuje osaczona , brak mi jest tego pluralizmu jak rybie wody , jak powietrza! . . .

    Bo ja nie jestem w Kościele , ja jestem w państwowej instytucji i się zastanawiam , czy mnie jako „ateistkę” , jako wyznania „Mojżeszowego”, „Muzułmankę”, „prawosławną” , czy jeszcze innej wiary a sam przyznasz ,że jest ich multum . . . , ta urzędniczka nad którą wisi Krzyż pozytywnie załatwi, jak zobaczy na mnie zawieszony inny symbol mojej wiary? …

    To samo z sejmem polskim , gdzie teoretycznie są reprezentanci Polaków a co tam widzę , sama się zastanawiam , czy i tam jest godło Polski Orzeł – krzyż widzę z daleka! . . .

    Ale co ja będę mówiła o tych symbolach Polski a nie wiary – Watykanu – nawet Prezydent Polski nie zna Hymnu Narodowego . (Krąży nagranie w internecie jak go śpiewa . Czy z wizytą , reprezentując Polskę miał na samochodzie chorągiewkę z flagą nie biało -czerwoną tylko czerwono -białą) Drobnostka odwrotnie ułożone barwy. (sic!) . . .

    Sm przyznasz , czy to byłoby możliwe w USA? . . .

    Chodzi mi o to ,że każda ,ale to każda religia stawia ograniczenia nauce i medycynie. To nauka ma za zadanie odkrywać , przełamywać wszystkie zastałe bariery , ale czy może ,jeżeli na wstępie już jest ograniczona ” wiarą”.

    Lekarze nie mogą masę zabiegów leczniczych przeprowadzać, bo to już na wstępie jest ograniczone „nauką wiary” ! . . .

    To Kościół nadąża za nauka i się do niej z olbrzymimi oporami dostosowuje a nie odwrotnie.

    Popatrz , jak Teolodzy dostosowują Biblie do czasów nam współczesnych i to z różnym skutkiem!…

    I czy nas może dziwić w takiej sytuacji ,że Polska to kraj nietolerancyjny ,że jesteśmy na „anty” do wszystkiego co nam jest obce? …

    Pozdrawiam! ;D)))

    Ps.1.
    Wow, słyszę , że jakaś katastrofa lotnicza z naszą delegacja do Katynia – a tam nasi przywódcy?… Muszę to sprawdzić – czy prawda!… Mam nadzieje ,że do wojny nie dojdzie ?…


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s