ODSZCZEPIENIEC TAKI JAK WSZYSCY (Stefan Chwin, „Dziennik dla dorosłych”)

Chwin: "Dziennik pisze się po to by mieć drugie życie"

Stefan Chwin pisze, że właściwie to jest on taki sam jak inni, ale co jakiś czas ma „nieodparte, trudne do zdefiniowania poczucie Różnicy„. Dlaczego? Czyżby myślał i czuł inaczej niż inni? Bynajmniej. Wg niego ludzie myślą i czują to samo co on, jednak wolą „dla świętego spokoju udawać, że nie czują i nie myślą tego samego co on”.
Tak więc – jak należy zapewne rozumieć – on sam nie udaje lecz pisze to co czuje i myśli.
Czyżby więc Chwinowi nie zależało na świętym spokoju?
A może on po prostu świętego spokoju nie jest w stanie osiągnąć? I nie może się oprzeć kompulsywnej potrzebie ujawnienia tego co mu siedzi w mózgu – leży na wątrobie?
Tutaj rodzi się jeszcze inne pytanie: czy rzeczywiście inni czują i myślą to samo co on? A może Chwinowi nie daje spokoju właśnie świadomość tego, że jednak tak nie jest? Że owa „Różnica” wynika z czegoś innego? Że jest to pewien sposób wyalienowania, „wyrodzenia” się, odszczepienia, braku poczucia solidarności?
Zamiast podobieństwa mamy więc Inność, którą Chwin w jakimś sensie pielęgnuje swoim pisarstwem. Mało tego… bez tej Inności on najprawdopodobniej pisarzem by nie był.

„Dziennik dla dorosłych” czytałem – co tu kryć! – z wielkim zainteresowaniem. Co w tym dziwnego?… może ktoś zapytać. Wszak każdy chce się dowiedzieć co też myśli i czuje, ale (w domyśle) nie ma odwagi by o tym światu powiedzieć. Tym sposobem możemy sprawdzić na czym właściwie polega nasze tchórzostwo.
No dobrze… żarty żartami, ale daję słowo, że nie jest moją intencją, aby wysnuwać wobec Pana Chwina jakiekolwiek złośliwości. Gdyż „Dziennik” jest ciekawy, a miejscami nawet pasjonujący i to nie tylko dlatego, że Chwin pisze ciekawie o rzeczach ciekawych, czyli o takich, które nie tylko wydają się nam – ale i są dla nas – bardzo istotne. Dla nas, a ściślej dla tych, którzy chcą się jakoś odnaleźć w przestrzeni międzyludzkiej rozciągniętej na obszarze Europy Środkowej; także dla tych, którzy chcą posiąść zdolność rozszyfrowywania kulturowych kodów, jakimi w tej przestrzeni ludzie się posługują. Przy czym, nie ma to nic wspólnego z jakąś lokalną klaustrofobią, a wręcz przeciwnie – ma tendencję do przenoszenia się na dość rozległe obszary gdzie poumieszczane są nasze uniwersalia. „Dziennik” przykuwa uwagę także przez to, że Chwin pisze językiem niezwykle plastycznym – pisze gęsto i intensywnie. Być może dlatego tam, gdzie mogliśmy się doszukać pasji, czasem widzimy obsesję, zaś tam gdzie oczekiwalibyśmy sprawiedliwości, spotykamy się z pewną dozą stronniczości.

Mimo dość oczywistych ciągot kronikarskich (co w przypadku tej formy literackiej nie powinno raczej dziwić), polegających na komentowaniu społecznych, czy też międzynarodowych aktualiów (np. odniesienia do spraw polsko-niemieckich, rewizji solidarnościowego zrywu, rozprawy z mitem „narodowej kultury”, postępującej homogenizacji świata, europejskich zagrożeń…), Chwin w swoich zapiskach jest bardzo prywatny – jego „osobistość” (choć zatrzymującą się na granicy intymności) znajdujemy niemal na każej stronie „Dziennika dla dorosłych”. Być może właśnie na tym polega jego atrakcja, wzmocniona dodatkowo rozprawą nad takim (ważnymi dla większości z nas) kwestiami, jak np. antysemityzm, lustracja, eutanazja, stereotyp, czas, śmiertelność… ?
Chwin jest oczywiście także kontrowersyjny, bo ośmiela się spojrzeć na utarte schematy z zupełnie innej perspektywy, nie godząc się na powielanie kolejnych mitów i złudzeń. Narusza też spiż narodowych ikon (Sienkiewicz, Miłosz, Herling-Grudziński, Giedroyć, Herbert, Grass, Venclova…), ale również i tych, którzy sami ten spiż naruszali, ale i tak na ikony się wybili (Gombrowicz).
Jak to robi?
Moim zdaniem warto się o tym przekonać samemu.

Stefan Chwin: "...ja biorę garściami fakty z życia różnych ludzi i z puzzli cudzego losu los mój własny w dzienniku układam, dużo prawdziwszy od rzeczywistego. Żyjemy na Ziemi nie po to, żeby po sobie zostawić ślad prawdziwy, tylko osobę ulepioną z pamięci, wyobraźni i zimnej premedytacji, wyraźniejszą i mocniejszą niż my sami. Więc chociaż mój S. nie jest mną zupełnie, jest bardziej mną, niż ja sam..."

 

 

A oto kilka fragmentów „Dziennika dla dorosłych” , w których Stefan Chwin sam opisuje, czym ten „Dziennik” jest, a czym nie jest; jakie są jego intencje i jakich nieporozumień najbardziej się obawia:

  „Ja w swoim dzienniku pozwalam sobie – i to dość często – na ironię, na kpinę, na drwinę, a nawet śmieję się dość głośno z różnych niezmiernie poważnych spraw, mówię dość ryzykowne rzeczy, błądzę, mylę się, wyrażam uczucia nieobyczajne, kocham, ale też dość mocno nienawidzę, bo (…) ja bym chciał, żeby to był dziennik żywego człowieka, a nie jakaś ze wszech miar słuszna autobiografia intelektualna wymyta do czysta mydełkiem krakowsko-paryskiego estetyzmu, jak to bywa u niektórych polskich pisarzy.
A tu mnie teraz spotykają różne przykrości, że ja niby w moich „Kartkach” wygłaszam niesłuszne poglądy.
Mój dziennik nie jest żadnym referatem poglądów na cokolwiek! To raczej ruchomy, witrażowaty, rozsypujący się i składający się na powrót obraz życia wewnętrznego pewnego człowieka, który na początku XXI wieku żyje w pewnym mieście nad zatoką zimnego morza i może jest trochę podobny do mnie. (…)

Ach, żeby tak chociaż na parę chwil wyswobodzić się z polskiego łańcucha, zrzucić obrożę, przez minutę, albo dwie poczuć słodko-gorzki luksus wolności. Bo u nas wolność ogólna niby wybuchła po zejściu komunizmu do grobu z wielką siłą, ale ze swobodą intelektualno-duchową, swobodą osobistą każdego z nas z osobna, sprawy już tak różowo nie wyglądają, chociaż z pozoru rozbestwiona samowola umysłowo-moralna Polskę naszą niepodległą zżera i ciężko udręcza… Stadne fale myśli płyną sobie po naszej krainie jak za dawnych czasów, szeroko i rozlewnie. I wiadomo, że są rzeczy, których lepiej nie ruszać. Więc ja (…) piszę swój dziennik między innymi po to, by zakosztować przez minutę lub dwie tych okropnych luksusów swobody. (…)
Ruch myśli mnie bawi, sprawdzanie różnych ryzykownych idei, posuwanie się za daleko w niestosownych pytaniach i myślach (…).

Pan sugeruje, że ja ‚portretuję’ różne osoby po to, by je odbrązowić, pomniejszyć, że uparcie skaz w nich szukam, nie siły? Proszą Pana, a na cóż ja miałbym odbrązawiać kogokolwiek? Mnie szkoda czasu na takie rzeczy. Ja tylko z bólem serca widzę i opisuję (wytłuszczenia autora – przyp. LA). To właśnie grzech jest mój główny. Że widzę i opisuję. Ale zapewniam Pana, że ja żadnego dziennika bezgrzesznego pisać nie będę, bo pisanie dziennika bezgrzesznego uważam za pozbawione sensu. (…) Ja jestem grzeszny człowiek. Na sumieniu mam siedem grzechów głównych, a nawet więcej niż siedem, dobrze wiem, że myśli i uczucia często miewam zupełnie niewłaściwe i wcale nie zamierzam tego przed światem zatajać.
Ja piszę dziennik dla dorosłych. A dziennik dla dorosłych to nie jest żaden dziennik o jakichś smakowitych kłopotach łóżkowych, na których widok aż się oblizujemy z łakomstwa, tylko dziennik o sprawach trudnych do zniesienia, z którymi ani ja sam, ani inni ludzie dorośli nie bardzo wiedzą, jak sobie poradzić.”

 * * *

Mimo, że robi się tu dość obszernie, nie mogę się oprzeć pokusie, by przytoczyć jeszcze jeden, niezwykle moim zdaniem smakowity kąsek prozy Chwina, który sam autor zatytułował „Dziennik dla Nietoperzy” :

„… a dla kogo piszę? Ależ dla was, moi drodzy Nietoperze, szlachetni desperaci pisma, dla was, bracia moi, nieumiejący przeżyć nawet jednego dnia bez pożerania suchego prowiantu liter, dla was, wymierający zjadacze druku, wąchacze książkowego papieru, miłośnicy zadrukowanych kartek, dla was, sybaryci lampy nad łóżkiem i wygodnego fotela, pasjami lubiący czytać w wannie, w pociągu, na sedesie, w hotelu, w parku, na plaży, w autobusie, pod ławką szkolną, w tramwaju, u fryzjera, w kawiarni, na stojąco, na siedząco, na leżąco, z ręką pod głową, na brzuchu, na plecach, dla was, oglądacze Programów dla Nietoperzy, puszczanych w telewizji koło północy, dla was, żywe pół procenta oglądalności (…), do którego ja razem z wami od dawna należę…

Ach, bracia moi, mieszkańcy Domów z Powietrza, smakosze od Mozarta i Mahlera, Szukacze Nie Wiadomo Czego, skłonni do bezproduktywnych rozmyślań i niebezpiecznych zamyśleń, uciekinierzy ze świata realnego do Innych Światów, Gacki moje drogie, kochające ciszę i szelest przewracanych kartek… Jeszcze żyjemy, jeszcze się trzymamy, choć topniejemy w oczach jak śnieg marcowy na ciepłym parapecie, my, marginesowy target, my, cierpliwi widzowie małych kin studyjnych, oglądający w telewizji po północy filmy robione dla nikogo, my, Nocni Myśliwcy, polujący na Cotrazaara, Kołakowskiego, Bergmana, Felliniego i Eisensteina, my, rekordziści Nocnej Orgii Czytania, my, mistrzowie Zaczerwienionych Oczu, cierpiący od czasu do czasu na słodką bezsenność… z powodu nieopisanego głodu liter…”

* * *

Photo: Maciej Korycarz, Cato Lein, Jan Ledóchowski

O „Kartkach z dziennika” Stefana Chwina przeczytać można TUTAJ.

*
Reklamy

komentarzy 39 to “ODSZCZEPIENIEC TAKI JAK WSZYSCY (Stefan Chwin, „Dziennik dla dorosłych”)”

  1. magamara Says:

    Logosie, intrygujesz! „Dziennika dla doroslych” nie czytalam. Przypomina mi jednak forma i podejsciem zapiski Alana Bennetta (ktore ten drukuje zreszta w odcinkach w London Review of Books, a potem w postaci ksiazki) zawierajace jego opinie na tematy biezace. Bennett idzie jednak w swoich wyznaniach dla doroslych krok dalej od Chwina, bo zalacza tez owe „smakowite klopoty” – w jego przypadku zwiazane z publiczna deklaracja, ze jest gejem, z minionymi milosciami, co bylo swojego czasu spoleczno-kulturalna rewelacja :-)

    Chwina znam glownie z powiesci i z wykladow na uniwerytecie z moich czasow studenckich. Czytalam jego ksiazki do momentu az nie natrafilam na „Zone prezydenta”, ktora okazala sie okropnym gniotem i przez ktora doznalam czytelniczego szoku i bolesna nauczke na cale zycie, zeby nie zawierzac „sprawdzonym”. „Zona prezydenta” podejmuje temat wspolczesny (amerykanskich wiezien dla terrorystow, tortur etc etc), ale i fikcja i publicystyka jest tak slaba, ze po tym doswiadczeniu nie mialam odwagi siegnac po zadne zapiski Chwina.

    Tymczasem natrafilam u Ciebie na ta wlasnie recenzje! I to potwierdza, ze zamykac sie nie wolno i ze warto wczesniejsza rane na dobre zasklepic (choc blizna z pewnoscia pozostanie).

    Logosie, jestem bardzo ciekawa w jakich kwestiach Chwin jest kontrowersyjny i ktore tematy wydaly Ci sie najciekawiej ujete? Bede wdzieczna, gdybys mogl troszke zawartosci tej ksiazki zdradzic, pomimo tego, ze rzeczywiscie najlepiej bylo sprawdzic samemu (na razie jednak nie planuje kupna tej ksiazki, bo zreszta nie za bardzo mam jak, a poza tym obiecalam sobie nie kupowac nic, dopoki nie przeczytam czesci zaleglosci :-)

    • Logos Amicus Says:

      Magamaro, zawartość książki Chwina jest tak różnorodna i bogata, że trudno byłoby w kilku zdaniach ją tu zaprezentować. I właściwie lwia część „Dziennika” była dla mnie ciekawa.
      Kontrowersyjne moim zdaniem są jego opinie o „ikonach” literatury współczesnaj (jak np. Miłosz, Gombrowicz, Grass, Venclova, Giedroyć, Herling-Gruidziński), oraz wypowiedzi na temat niedawnych wydarzeń w Europie Środkowej (rozpad bloku sowieckiego, rola w tym „Solidarności”, problem wysiedleń, stosunków polsko-niemieckich, wojna w Iraku, przeszłość Gdańska… etc.)
      * * *

      Myślę, że na rzeczy będzie przytoczyć tu komentarz Sarny, która na blogu Sadoqa tak napisała o podejściu Chwina do najnowszej historii Polski:

      „Sadogu, co do Twoich poglądów w kwestii upadku komuny, to mam nadzieję, że jednak nie zmieniłeś zdania, bo mówienie o obaleniu (systemu) zakrawa wg mnie na dobry dowcip. Do niedawna sądziłam, że coś chyba z moją głową jest nie tak skoro albo uznane autorytety albo bliżej nieokreślona ale dumnie brzmiąca ” większość” dumnie podkreślała nasze zasługi w obaleniu systemu. Tymczasem w ostatnich dniach ktoś mnie obdarował niesamowitą książką autorstwa Stefana Chwina pt. ”Dziennik dla dorosłych” gdzie odnalazłam wiernie opisane moje spojrzenie na ten mit. Ech! ta nasza narodowa, ułańska fantazja, strojenie się w bohaterskie piórka )))
      Piszesz, że upatrywałeś przyczyn w ekonomii, wolnym rynku itp. Podobnie myślę ja, a Chwin dał temu wyraz w swojej książce. Pisze on m.in. o tym, że w 1989 r. niepodległość spadła nam z nieba, tak jak spadła z nieba narodom NRD, Bułgarii, Mongolii, Rumunii, Czechosłowacji itd, które to narody nie zawracały sobie głowy żadną walką o wolność ani nie miały żadnej Solidarności, a mimo to w jednym czasie z Polską uzyskały wolność, tyle że mniejszym kosztem. Powstaje pytanie dlaczego? Otóż Chwin słusznie zauważa, że Rosjanie nie wyszliby dobrowolnie z naszego kraju gdyby sami tego nie chcieli, a przymuszeni zdążyliby w ciągu jednej nocy wyrżnąć wszystkich swoich wrogów w pień. Widocznie nasi działacze nie stanowili dla nich zagrożenia skoro nie zesłano ich tak jak to robił Stalin z własnymi rodakami ani nie wymordowano skrytobójczo pod drzwiami ich domów.
      Chwin snuje swoje rozważania w tonie: ” twierdzenie, że Solidarność wywołała lawinę, która zmiotła z powierzchni ZSRR i wyzwoliła pół świata, należy między bajki włożyć. Jest to jeden z klasycznych polskich mitów”. I mówi prawdę, bo wydźwięk ruchu solidarnościowego miał tylko rangę moralną, ale żadnej siły realnego oddziaływania.
      (Pisze dalej Chwin): “To nie działalność opozycyjna wywołała strajki sierpniowe 1980r, tylko fatalna polityka gospodarcza władz komunistycznych. Opozycja się do nich przyłączyła i usiłowała im nadać antykomunistyczny charakter … Po stalowym uderzeniu stanu wojennego w grudniu 1981r w ciągu 1 tygodnia z Solidarności został cień z Solidarności” W ciągu paru dni 10 mln uczestników tego ruchu rozwiało się jak dym. “W 1989r Solidarność nie miała żadnej realnej siły, by zmusić kogokolwiek do czegokolwiek… Nasza niepodległość była skutkiem rozpadu komunistycznego imperium… System miał w sobie mechanizmy autodestrukcji, które pociągnęły go w przepaść…. Prawdziwą przyczyną odzyskania niepodległości przez Polskę w 1989 r. były w równym stopniu nasze moralne zalety, co nasze moralne wady. To dzięki nim – naszym wadom – system stawał się coraz mniej wydolny … dyscyplina pracy była fatalna, zarządzanie absurdalne, okradanie zakładów pracy przez pracowników powszechne, … system wykluczał możliwość efektywnej pracy … Realny socjalizm sam podkopywał swoje fundamenty. Jego grobem była zasada powszechnego zatrudnienia, której walcząca Solidarność nie chciała odrzucić” i przy której głupio obstaje do dziś dnia karmiąc społeczeństwo złudnym poczuciem socjalnego bezpieczeństwa.

      Jakie wywalczenie? Przecież większość działaczy podkuliła ogony i przystała do prorządowych związków Miodowicza, a Okrągły stół był drugą Targowicą. Co przy nim wywalczono? Przecież to był jeden wielki układ. Coś za coś. Poniektórzy z Solidarności sowicie na tym skorzystali. Oni nie mówią słowami rozgoryczonego górnika, który powiedział, że wierzył w to co robił, ale to był błąd i dzisiaj nie wyszedłby na ulicę strajkować. Drugi raz by się już nie dał tak oszukać i wykorzystać swoim solidarnościowym przywódcom, którzy z gębą pełną patriotycznych banałów wywindowali się na karkach takich jak on robotników na bezpieczne, intratne stołki i olali społeczne zaufanie.

      Można by tak długo przytaczać moim zdaniem słuszne rozważania Chwina, ale miejsca na to tu mało, wiec kto zechce niech sam przeczyta, tym bardziej, że w tej książce autor odnosi się do wielu problemów, postaw i historii np. ceremonii pogrzebowej Miłosza ( żałosne to i komiczne zarazem). Zmierzam do tego, że czas nauczyć się nazywać rzeczy po imieniu miast czynić to, co tak nas raziło w komunie tj. obłudnie wciskać nowym pokoleniom fałsz: ”I tak powinny być przedstawiane w podręcznikach najnowsze dzieje Polski, o ile uznamy, ze edukacja polskiej młodzieży ma być rzeczywiście w prawdzie. Nie chce Polski nieprzytomnej, która woli o tym wszystkim zapomnieć i zamiast prawdy wybiera krzepiące złudzenia.” Tyle Chwin.”

      (I tyle Sarna :) )

      * * *
      Przyznaję, że „Dziennik dla dorosłych” był pierwszą książką Chwina jaką przeczytałem, jednak nie chciałbym aby to była ostatnia książka tego pisarza. Mając to na uwadze, poprosiłem o poradę w tej materii Temperanę, która wydała mi się osobą pod tym względem kompetentną.
      Oto co mi odpisała:

      „Jeśli pytasz konkretnie o to, po jaką inną rzecz Chwina, to powiem tyle – po wszystko, byle nie po „Żonę prezydenta”. A tak bardziej precyzyjnie: jeśli odpowiadały Ci te eseistyczne dywagacje, to sugerowałabym wcześniejsze „Kartki z dziennika”. W ocenach swoich może nawet bardziej kontrowersyjne, ale mniej, powiedziałabym, literackie. (Tak przynajmniej tę książkę zapamiętałam; wydaje mi się, że Chwin rezygnuje tam z przekornej zabawy z tworzeniem S., postaci niby z autorem tożsamej, ale przecież nie do końca).
      Jeśli miałaby to być powieść, to niewątpliwie najlepszy jest „Hanemann”. Pewne obsesje Chwina można tam odnaleźć, ale będzie to jakby nieśmiała ich tylko zapowiedź. A całość jest świetnie napisana. Czytałam kilka razy i wciąż odsłania przede mną coś nowego. „Esther” oskarżano o pewną manieryczność. „Złoty pelikan” i „Dolina Radości” to dobry wybór, jeżeli odpowiada Ci to, co Chwin światopoglądowo manifestuje w „Dzienniku…” . Upraszczając można powiedzieć, że pierwsza z tych powieści bardziej rozwijałaby wątki etyczne, druga – te, które dałoby się zamknąć w kategoriach historiozoficznych.
      Ogólnie mam z tą polecanką pewien kłopot, bo Chwin jest dla mnie jednym z najważniejszych pisarzy współczesnych i właściwie bardzo chętnie napisałabym o nim kiedyś jakiś większy tekst (który pewnie jednak nigdy nie powstanie). Uważam, że jest w swojej twórczości przede wszystkim bardzo konsekwentny. Przynajmniej od czasu „Krótkiej historii pewnego żartu”. Da się u niego prześledzić kapryśny czasem, ale kontrolowany, namysł nad pewnymi problemami, które wracają w kolejnych jego tekstach – zarówno w beletrystyce, jak i w eseju.
      Osobiście czyham na „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”. Chwin kilka miesięcy temu fragmenty poświęcone „Małej apokalipsie” prezentował na konferencji poświęconej Konwickiemu. Były świetne. I liczę na to, że weszły w skład tej właśnie książki.”

      Tyle Temperana.

      * * *
      Przytoczyłem tutaj te wypowiedzi, gdyż uważam, że wnoszą wiele istotnych treści na temat twórczości Chwina i samego „Dziennika dla dorosłych”. (Mam nadzieję, że nikomu nie będzie wadzić ich obszerność ;) )
      Pozdrawiam.

      PS. Ciekaw jestem, jakie wrażenie robił Chwin na wykładach.

      • magamara Says:

        Logosie, odpisywalam, odpisywalam na ten zbiorczy komentarzo-cytat i wlasciwie pokonales mnie – nic nie wyslalam przez wyjazdem do Barcelony :-) Z nowa enegia po powrocie odpowiem w skrocie.

        Ciekawilo mnie to, na ile Chwin jest rzeczywiscie kontrowersyjny, a na ile po prostu plotkarski czy wyglaszajacy wlasne opinie o znanych postaciach czy wydarzeniach (a przeciez jak sie powie, ze sie kogos nie lubi, to nie znaczy od razu, ze jest sie kontrowersyjnym). I wlasciwie wciaz nie mam jasnosci, jakie sa te chwinowe zapiski.

        Co do kwestii rewolucji w Polsce, to nie trzeba nam wcale Chwina, zeby powiedziec, co stalo sie w 1989 roku. Urodzilam sie i wychowalam sie w Gdyni, co prawda koniec lat 80-tych przypada na wczesne lata mojego dziecinstwa, nie mniej jednak duzo pamietam z rozmow rodzicow, z tego, jak wygladala wtedy sytuacja gospodarcza (ten straszny rozlam miedzy tym, co bylo, tzn. czego nie bylo w sklepach, a co przywozono na statkach do miasta i wkurzenie ludzi, ktorzy po prostu nie mieli co jesc. Lekcje historii w liceum mielismy z kobieta po uniwersytecie marksizmu i leninizmu, ktora, kiedy przyszlo do wspolczesnosci, po prostu nie wiedziala, jak i czego uczyc. Dlatego szukalismy na wlasna reke i znalezlismy wspolczesne opracowania wspolczesnych, mlodych historykow, ktore opisywaly dobrze tamten okres, zreszta nie tylko na polskim poletku, ale ogolnie w szerszym srodkowo-europejskim kontekscie i cale zdechlactwo rozkladajacego sie systemu, ktory musial runac. Chwinowe utyskiwania sa troche wtorne: to tak jakby skarzyc sie, ze mit jest mitem.

        Czytalam wczesniejsze zapiski eseistyczne Chwina „Kartki z dziennika” i przyznam szczerze, ze ta wymuskana slowna wiruozeria pozostawila mnie zupelnie obojetna.

        Jezeli mialbys ochote na proze Chwina, to moge powtorzyc za Temperana, ze najlepszy z dorobku prozatorskiego jest „Hanemman”. Ciekawe wydalo mi sie tez sledzenie pozostalosci po Niemcach w Gdansku oczami dziecka w „Krótkiej historii pewnego żartu.”

        I wreszcie, jezeli chodzi o wyklady, to niestety rozczaruje Cie, bo dla mnie byly najwiekszym rozczarowaniem na uczelni. Temat brzmial swietnie „Pisarze samobojcy”. Pierwsze zajecia poswiecone byly Witkacemu. W tamtym czasie interesowalam sie bardzo ta postacia, wiec liczylam, ze Chwin odkryje przede mna wciaz nieznane Witkacowe swiaty. Tymczasem, choc brzmi to bardzo nieskromnie, wiedzialam, czytalam wiecej niz pojawilo sie na wykladzie. Zreszta sama forma tych zajec pozostawiala wiele do zyczenia. Pan Chwin przychodzil do sali w bialym garniturze, otwieral swoj kajecik i czytal, nie raczac spojrzec nawet na zebranych, az dobiegl koniec wykladu. Przed rozpoczeciem czytania puszczal w obieg karteczke, zeby kazdy mogl sie wpisac na liste obecnosci (a wydawaloby sie, ze obecnosc na wykladzie nie jest obowiazkowa). Na tych zajeciach nie bylo zadnej interakcji, zadnej ludzkiej wymiany. Byly tylko smutnym i zupelnie obojetnym spotkaniem z czlowiekiem, ktory nie chcial nam nic zaoferowac.

      • Logos Amicus Says:

        Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Twoją odpowiedź, Magamaro.
        Przyznam, że najbardziej zaskoczyłaś mnie tą informacją o wykładach Chwina, na które uczęszczałaś. Ta jego powierzchowność (biały granitur, kajecik, brak interakcji ze słuchaczami…) tłumaczy, przynajmniej w niektórych przypadkach, charakter jego zapisków – jego niejakie wyobcowanie (o czym wspomniałem zresztą w moim wpisie) – te ślady melancholii, a może nawet skrytej mizantropii, w jego pisarstwie.
        Nie podobały Ci się „Kartki z dziennika”? To pewnie nie spodobałby Ci się również „Dziennik dla dorosłych” (bo niektórzy „Kartki” przedkładają nad „Dziennik”). Jeśli chodzi o mnie, to zetknięcie się z „Dziennikiem” dostarczyło mi jednak wielkiej pzyjemności czytelniczej. Innymi słowy, była to dla mnie bardzo interesująca lektura i na pewno sięgnę jeszcze nie tylko po „Kartki”, ale i po „Hanemanna”, również po ostatnią książkę Chwina „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni” (jak wynoszę z Twojego wspomnienia, Chwin tym tematem zajmował się już od dawna ;) )

        I jeszcze dwie uwagi:
        – Piszesz: „Chwinowe utyskiwania sa troche wtorne: to tak jakby skarzyc sie, ze mit jest mitem.”
        Chwin moim zdaniem nie skarży się, że mit jest mitem, tylko po prostu ten mit podważa, pisząc wprost, że w rzeczywistości było zupełnie inaczej, zaznaczając przy tym, że ów mit jest traktowany przez polskie społeczeństwo jak prawda (a nie jak mit). Innymi słowy: on się nie tyle skarży, co się na takie mitotwórstwo nie zgadza (czyli tego mitu nie akceptuje).
        Ma do tego prawo.

        – Nie powiedziałbym, że Chwin jest „plotkarski”, chociaż muszę przyznać, że zachowuje się on czasami nie fair wobec ludzi, z którymi się spotyka, a później ich opisuje. (Mnie osobiście nieco zraziło trochę, co napisał o Kapuścińskim.) Ale nie odniosłem wrażenia, że Chwin, nawet jeśli pisze tak o ludziach, z którymi się styka, to tych ludzi nie lubi. Jeśli jest on mizantropem, to w bardziej ogólnym znaczniu (i ta jego mizantropia jest w pewnym sensie bezosobowa).

  2. buksy Says:

    To jak tak dla nas, to może i poczytamy, choc niechec do polityki sie nas trzyma jak ten gacek za dnia sufitowej belki. A na pocieszenie Panu Chwinowi dodam, że latoś snieg marcowy nie puszcza nic a nic ;).

    • Logos Amicus Says:

      Buksy, wydaje mi się, że nawet dla tego kto politykę omija dziś szerokim łukiem, to o czym pisze Chwin w swoim „Dzienniku”, powinno być ciekawe.
      Bo nawet kwestie polityczne u Chwina (nie tak znów rozlegle przez niego traktowane), mają szerszy kontekst… że tak powiem… filozoficzno-humanistyczny, wzmocniony na dodatek solidną – gęstą i soczystą – polszczyzną.

      A co do pocieszenia Pana Chwina? Nawet jeśliby ono do niego dotarło, to nie jestem pewien, czy by go jednak pocieszyło.
      Mnie akurat cieszy znikający śnieg marcowy. :)
      Bo nie za bardzo wiążę go z topniejącym Bractwem Gacków (żywiących się literkami wśród szelestu przewracanych kartek). ;)

  3. ren-tamaryszek Says:

    Wróciłam do lektury tego postu… Sporo intrygujących uwag. Kontrowersyjne komentarze Chwina… Czasem trafione w środek tarczy, to znów zupełnie po bokach. Nie wiem, czy dobrze rozumiem, ale dość przekombinowana jest tożsamość autora tego dziennika. Bardzo miłe dla ucha są słowa o Nietoperzach, Myśliwcach Nocnych tudzież Szukaczach Nie wiadomo Czego :)
    Ambiwalentnie podchodzę do jego tekstów (świetny „Hanemann” i „Esther”; słaby „Zloty pelikan” i „Żona prezydenta”). I widzę po komentarzach, że nie jestem odosobniona. Ta książka o samobójstwie zapowiada się kusząco. Mam nadzieję, że nie rozpanoszę się nadmiernie przytaczając Chwinową rekomendację „Samobójstwa jako doświadczenia wyobraźni” –

    (S.Ch.)„Od wielu lat w swoich książkach – naukowych i literackich – szukam odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie nie chcą żyć, jest to jedno z ważniejszych pytań mojej twórczości, ale w tej książce skupiam uwagę na szczególnym rodzaju powodów, które czasami ludzi popychają na śmierć” „Chcę się przyjrzeć ‘od środka’ trzem wymiarom samobójczego doświadczenia – interakcyjnemu, egzystencjalnemu i somatycznemu – by zbadać, jak wyobraźnia samobójcy (czy kogoś, kto o samobójstwie myśli lub się do niego zbliża) ‘pracuje’ w tych trzech wymiarach, to znaczy zobaczyć, jak przedstawia się świat wewnętrzny samobójstwa, szczególnie świat wewnętrzny ‘samobójstwa egzystencjalnego’. Chcę też zarysować model tego świata, który mógłby być przydatny w badaniach nad samobójstwami pisarzy i bohaterów literackich (czy szerzej: przy analizie świata duchowego samobójców przedstawionych w dziełach sztuki), bo obie te perspektywy łączą się i przenikają. Jak dotąd temat ten zajął uwagę niewielu badaczy, będę więc poruszał się po terenie raczej niezbyt spenetrowanym”.
    Pozdrawiam
    ren

    • Logos Amicus Says:

      „Kontrowersyjne komentarze Chwina… Czasem trafione w środek tarczy, to znów zupełnie po bokach.”
      Świetna uwaga, również odnosiłem takie wrażenie podczs lektury „Dziennika”. Chwin czasami osiąga ten efekt (bycia kontrowersyjnym) bo – świadomie albo i nie – zamienia jakby proporcje, tzn. oświetla jakiś fragment rzeczywistości, który w oczach innych pozostaje raczej w cieniu). A przecież czasami wystarczy tylko inaczej rozłożyć akcenty, by prawda wyglądała zupełnie inaczej.
      Zgadzam się także ze stwierdzeniem, że nieco „przekombinowana jest tożsamość autora tego dziennika”. Ale ja raczej nie mam tego Chwinowi za złe, bo bardziej niż tożsamość autora (czy też „bohatera” tego „Dziennika”) obchodził mnie ładunek myślowy (i emocjonalny) tam zawarty.
      W sumie była to jednak dla mnie ciekawa lektura i na pewno – przy najbliższej sposobności – sięgnę jeszcze po „Kartki z dziennika” i „Hanemanna”.

      PS. Dziękuję za „zajawkę” najnowszej książki Chwina „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”. Temat zawsze mnie interesował, i to nie tylko od momentu, kiedy w „Micie Syzyfa” Camusa przeczytałem to słynne zdanie: „Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo”.

  4. czara Says:

    Bardzo podoba mi się ten fragment o „Gackach” :) Dobry pomysł zamieścić tu fragmenty, niby post jest długi, ale kto nie chce, nie musi tych cytatów czytać. Ja przeczytałam i jednak utrzymuję się w moim przekonaniu, że po „Dzienniki” nie będę na razie sięgać.
    Dla mnie Chwin jest autorem jednej książki – „Hanemanna”. Hanemana czytałam w takim momencie mojego życia, gdy dużo czasu spędzałam w Gdańsku, a że bardzo lubię tropić czas, który już minął, to była jedna z ważniejszych powieści, jakie czytałam w tamtym okresie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Logos Amicus Says:

      Kolejny powód (dla mnie) by sięgnąć po „Hanemanna” (Twoja rekomendacja). ;)

      PS. A co Cię powstrzymuje przed sięgnięciem po „Dziennik dla dorosłych”? (Ma nadzieję, że nie te jego fragmenty, które tu przytoczyłem.)

  5. Chihiro Says:

    Czytalam „Hanemanna”, „Esther” i „Zlotego pelikana”, z korych z reka na sercu moge polecic tylko „Hanemanna” (choc dwie pozostale powiesci tez mi sie calkiem podobaly, ale tylko calkiem).
    Po „Dziennik” nie siegne jednak. Nie interesuje mnie zupelnie rozprawianie sie z polskimi ikonami, ktore zreszta dla mnie zadnymi ikonami nie sa. Ot, ludzie jak wszyscy inni. Ani rozprawa z polskim mitem narodowym mnie nie pociaga, ani z komunistycznym zrywem, jak piszesz, ani zwiazki Polski z jakimkolwiek innym krajem. Wole siegnac po cos bardziej uniwersalnego, nie pisanego z perspektywy Polaka (natrafilam na takie cos w „On Identity” Maaloufa, ktora juz Ci polecalam gdzies. Sadzac zreszta po podanym cytacie, w ktorym Chwin wyjasnia, dla kogo pisze, nie stanowie jego potencjalnego czytelnika :) Drazni mnie w tym cytacie fetyszyzacja czytelnika, osadzonego gleboko w przeszlosci. Ja taka nie jestem i nie chce sie taka stac. Dlatego nie ogladam sie na sprochniale polskie ikony, a rozgladam sie doszukujac sie ikon przyszlosci gdzie indziej.

    • Logos Amicus Says:

      Uważasz, że Gombrowicz, Miłosz, Herling-Grudziński, Giedroyć, Herbert… etc. to „ludzie jak inni”? (mam na myśli ich wkład do europejskiej kultury i znaczenie w literaturze polskiej). Uważasz, że są to „spróchniałe polskie ikony”?
      Ja bym sie jednak nie odważył tak o nich napisać, ale nie z powodu jakiegoś tchórzostwa, ale dlatego, że po prostu doceniam ich twórczość. Swego czasu przeczytałem większość z tego, co napisał Miłosz, prawie wszystko, co wyszło spod pióra Herlinga-Grudzińskigo, zaś „Dzienniki” Gombrowicza były jedną z najważniejszych lektur w moim życiu. Ciągle sięgam po Herberta, Leśmiana, Schulza czy też innych polskich poetów, którzy – to fakt – już od dawna nie żyją, ale nigdy nie nazwę ich „próchnem”.
      I to nie jest jakieś tam grzebanie się w przeszłości, skostnienie w dawnych sprawach… – to wszystko ma jednak związek z teraźniejszością.
      Ta moja uwaga (dla tych autorów) wynika u mnie nie tylko z szacunku dla (dziedzictwa) języka, którym się posługuję… Uważam bowiem, że myśl (twóczość) tych ludzi pozwala na zrozumienie tego, co się działo z Europą w XX wieku – a bez tego zrozumienia wg mnie nie można zrozumieć tego, co się dzieje teraz. Poza tym, choćby tylko literackie walory ich twórczości są czymś ponadczasowym, nieprzemijalnym…

      Czy uważasz, że coś co jest widziane z perspektywy Polaka nie może być uniwersalne?
      Piszesz, że nie intereuje Cię „komunistyczn zryw” (chyba jednak miałaś na myśli „solidarnościowy” ;) ), ani rozprawa z polskimi mitami? Całkiem możliwe, że gdyby nie ten „solidarnościowy zryw” (a konkretnie – to co się stało w Europie Środkowej przy końcu XX wieku), nie mogłabyś się teraz cieszyć swoim kosmopolityzmem, nie mogłabyś swobodnie przenosić się z jednego miejsca globu na inne.

      Dle mnie wielkie nazwiska polskiej litaratury są ważne, choćby tylko dlatego że nadal posługuję się językiem polskim.
      Choć trzymam się teraz z dala od polskiej polityki, sprawy polskie nie są mi jednak tak zupełnie obojętne (choćby tylko dlatego, że w kraju nadal mieszka część mojej rodziny, moi znajomi i przyjaciele). I nie musi to mieć cokolwiek wspólnego z „nacjonalizmem”, ani nawet z poczuciem narodowej „tożsamości”. To są po prostu normalne ludzkie związki.

      • Chihiro Says:

        Dla mnie tez te nazwiska sa wazne, ale wole poznawac blizej inne. Nie lekcewaze ich wkladu w kulture narodowe, ale po prostu gdy po raz kolejny czytam, jak ktos rozklada te same postacie na czynniki pierwsze to niedobrze mi sie robi. Co za duzo to niezdrowo. Wciaz rozpatrywane sa owe postacie w kontekscie „mit” czy „niemit”, ilez mozna?! I tak, uwazam ich za ludzi takich jak inni, ktorzy mieli wklad w dziedzictwo europejskiej, swiatowej kultury. Piszac „sprochniale ikony” mialam na mysli to, ze ich tworczosc, dokonania zostaly juz tyle razy przeanalizowane, ze sami bohaterzy pewnie przewracaja sie w grobie od tego nadmiaru uwagi, jaki im powiecono. Dajmy cos powiedziec zywym!

        Uwazam, ze cokolwiek tworzy Polak moze byc uniwersalne. Ale po prostu dosc mam teraz czytania o Polakach, o kontekscie polskim. Rozumiem znaczenie solidarnosciowego (faktyczne to mialam na mysli :)) zrywu, rozumiem jego implikacje dla mnie teraz, ale ilez mozna o tym czytac/sluchac? Nie ma bardziej aktualnych tematow?

        Ja w przeciwienstwie do Ciebie nie mam w Polsce wlasciwie zadnej rodziny, poza siostra, z ktora mamy inne tematy do rozmowy, ciotkami/wujkami, z ktorymi kontakt mam raz na pare lat i babcia i dziadkiem, z ktorymi o Polsce nawet nigdy nie rozmawialam i ktorzy nie sa juz w stanie interesowac sie zywo tym, co sie dzieje przede wszystkim ze wzgledow zdrowotnych.

      • Logos Amicus Says:

        „Dajmy coś powiedzieć żywym!”

        No właśnie, jak na razie Chwin jest żywy i coś tam jeszcze mówi. I dla mnie to co mówi, jest w większości interesujące, nawet gdy zahacza o niedawną historię Polski, znane nazwiska (niekoniecznie nieboszczyków) w polskiej kulturze, czy aktualne problemy (ciągle przecież naszego) kraju.
        Lecz nie tylko taka tematyka go zajmuje.

        We wcześnijszym komentarzu napisałaś wyraźnie: „…nie oglądam się na spróchniałe polskie ikony”.
        To jednak jest zupełnie co innego niż uważać, „że ich twórczość, dokonania zostały już tyle razy przeanalizowane, że sami bohaterzy pewnie przewracają się w grobie od tego nadmiaru uwagi, jaki im poświęcono” – jak napisałaś w wyjaśnieniu później, (wskazując, że właściwie to miałaś na myśli).
        Zresztą, nie uważam, aby jakikolwiek pisarz (oprócz jakichś nihilistycznych „die-hard”) miał cokolwiek przeciw temu, by o nim po śmierci pamiętano i zajmowano się ciągle jego twórczością. Wielu pisarzy właśnie po to pisze, by w jakiś sposób przedłużyć w świecie… jeśli nie istnienie samych siebie, to przynajmniej swoich myśli.

      • Chihiro Says:

        Mozliwe, ze po to pisza. Nie bronie ani im, ani tym, ktorzy potem o tych pisarzach pisza. Ale ja na szczescie nie musze tego wszystkiego czytac. Na szczescie nikt z nas nie musi sie tlumaczyc, dlaczego jest wybiorczy w swych zainteresowaniach czy sieganiu po pewne ksiazki czy filmy :)
        I nie widze sprzecznosci miedzy moimi dwiema frazami, ktore przytaczasz, piszac, ze znacza cos innego. Nie znacza.

      • Logos Amicus Says:

        Nazwałaś wymienionych przeze mnie pisarzy (wśród kórych byli m.in. Miłosz, Gombrowicz, Herling-Grudziński, Herbert…) „spróchniałymi polskimi ikonami”, a mnie po prostu wydało się to – używając okreśenia Porcelanki – „przykre i niesmaczne”.
        Stąd moja odpowiedź, która wyjaśnia dlaczego ja nie uważam ich za „spróchniałe polskie ikony”.

  6. porcelanka Says:

    Jakkolwiek język Chwina jest plastyczny i bardzo piękny, treści, które za jego pomocą przekazuje, nie trafiają do mnie. Przeczytane przeze mnie książki: ‚Hanneman’ i ‚Dolina Radości’ pozostawiły mnie najzupełniej obojętną wobec bohaterów i ich problemów. Względem dzienników zaś, doceniam jego wartość prowokacyjną, zmuszającą do myślenia. Rozprawa z ikonami i podważanie wartości wydało mi się raczej przykre i niesmaczne. Bo co proponuje Chwin? Kult życia, bo życie i rozmnażanie się jest najwyraźniej dla niego najważniejsze (w końcu gdyby ojciec Chwina miał głowę nabitą narodową mitologią, mogłoby autora nie być na tym świecie, więcej, gdyby sam Chwin przejmował się mocniej ideami Solidarności, również mógłby narazić się na nieprzyjemności, a życie nie po to jest dane, jak sugeruje Chwin, żeby z niego nie czerpać pełnymi garściami). Życie jest zbyt cenne by nim szastać w imię wartości, mówi Chwin. I ma do tego prawo. Ale może dlatego nie porusza? Nie potrafi zejść głębiej? Wirtuozerię ślizgania się po powierzchni opanował do perfekcji. Ale to za mało niestety, by jego gwiazda świeciła dłużej. Herbert, Gombrowicz, Grudziński przetrwają. Chwin za jakiś czas będzie pieśnią przeszłości.

    • Logos Amicus Says:

      „(…) bo życie i rozmnażanie się jest najwyraźniej dla niego najważniejsze”
      Naprawdę Porcelanko tak sądzisz?
      Dla Chwina, który jest przecież wybitnym humanistą, profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, publikującym w prasie europejskiej (wysłuchuje się go z uwagą zwłaszcza w Niemczech i Szwecji), jest mimo wszystko uznanym eseistą i krytykiem, napisał książkę, która uważana jest za jedną z najwybitniejszych polskich powieści ostatnich dekad… etc. ?
      Zresztą, cóż złego w „kulcie”, a raczej – w afiramcji życia?
      Czy wypada człowieka o takim formacie redukować do indywiduum, które uznaje, że „rozmnażanie jest najważniejsze”?
      Poza tym, czy rzeczywiście tak bezwględnie i ślepo obdarza on kultem życie? Przecież jego zdanie na temat eutanazji i prawa człowieka do położenia (w pewnych warunkach) kresu własnemu życiu jest jednoznaczne.

      Jeśli zarzucasz Chwinowi, że „podważa wartości”, to chciałoby się zapytać jakie „wartości”? I czy „podważanie wartości” nie jest aby jednym z głównych „powołań” myślicieli, artystów, filozofów, czy właśnie pisarzy?
      Takie zarzuty pachną mi zresztą pewnym moralizatorstwem. A musisz przyznać, że podchodzenie do literatury z moralizatorskiego punktu widzenia, jest podejściem… niezbyt sensownym (bo zwykle kończącym się na jakiejś inkwizycji).

      Czy pisarz musi coś „proponować”? Moim zdaniem nie musi. Nie musi też opowiadać się za żadną ideologią, ani moralnością. Nie możemy od pisarza oczekiwać jakiejkolwiek dydaktyki. Literatura nie powinna być jakimś kodeksem, zbiorem przykazań, jedynie słusznych poglądów, czy wykazem wartości, które należy „bronić”. Literatura ma być przede wszystkim dobrze napisana, wzbudzać w nas emocje i zmuszać do myślenia. I taką litaraturą były dla mnie właśnie „Dzienniki”.

      Porcelanko, piszesz że Chwin „wirtuozerię ślizgania się po powierzchni opanował do perfekcji”. To jest piękne zdanie, ale wg mnie ma ono tę wadę, że mówi nieprawdę, bo jednak Chwin potrafi zejść głębiej. Czasem nawet schodzi zbyt głęboko, czym wzbudza nasz niepokój, wpędzając czytelnika w pewien dyskomfort.
      Znam (już teraz) głosy krytyczne wobec Chwina (zawsze tak jest z pisarzami idącymi „pod włos”, „niegrzecznymi”, piszącymi bez ogródek i „niepoprawnymi” dla pewnych środowisk.) Ale wydają mi się one częścią polskiego piekiełka, czymś co bierze się bardziej z personalnych rozgrywek i walki „układów”, niż z rzetelnej oceny jego twórczości.

      Uważasz, że Chwin za jakiś czas będzie „pieśnią przeszłości”?
      Pewnie tak. Ale przecież Herbert, Gombrowicz, Grudziński (tych przykładów użyłaś) także są już „pieśnią przeszłości”.
      Czy jednak „pieśń przeszłości” nie może nadal rozbrzmiewać, być słyszalna dla tego, kto chce ją usłyszeć?
      Pewnie, Chwin jest śmiertelny jak każdy z nas. Po większości z nas pozostanie jednak milczenie. Po kimś kto utrwalił swoje myśli i uczucia w tysiącach książek, pozostanie jednak pieśń – czasem tylko piosenka, do której zawsze można będzie sięgnąć. I tak jest dobrze.

      • Chihiro Says:

        Logosie, nie odniose sie do calosci komentarza (Twojego, nie Porcelanki), ale zapalila mi sie czerwona lampka w glowie, gdy czytalam poczatek i nie zgasla do konca.
        Skad u Ciebie taka troska o to, co wypada o kims mowic, a czego nie wypada („Czy wypada człowieka o takim formacie (…)”) ? Czyz nie budujesz zbyt wielu pomnikow osobom, ktore nie sa bogami, a zaledwie ludzmi, ktorym zdarza sie takze, jak wszystkim ludziom, mowic czasem bzdury? Piszesz, ze Chwin jest wybitny – na czym, Twoim zdaniem, ta jego wybitnosc polega?
        Piszesz: „Czasem nawet schodzi zbyt głęboko, czym wzbudza nasz niepokój” – nasz, czyli czyj? Czy nie zbyt wielkie to naduzycie pisac w liczbie mnogiej o swoich odczuciach?

      • Logos Amicus Says:

        „Logosie, nie odniose sie do calosci komentarza…”
        – żałuję, bo odnosisz się akurat do rzeczy, moich zdaniem, marginalnych

        „zapalila mi sie czerwona lampka”
        – to dobrze, że się zapaliła (bo to oznacza, że trafiłem w istotny punkt)

        „Skad u Ciebie taka troska o to, co wypada o kims mowic, a czego nie wypada”
        – nie przejawiam takiej troski. To nie o to chodziło. Wydalo mi się tylko wielkim uproszeczeniem stwierdzenie, że dla Chwina najważniejsze jest „rozmnażanie” (to się odnosi do merytoryki naszej dyskusji a nie do tego, czy ja się o coś troszczę, czy nie)

        Poza tym:
        – nikomu nie buduję pomników (nie uważam ludzi za bogów – dlaczego ja mam udowadniać, że krowa nie jest koniem?)
        Pisarze są oczywiście takimi samymi ludźmi jak inni, ale jeśli chodzi o kulturę czy literaturę, to są pisarzami lepszymi lub gorszymi, (podlegającymi ocenie i krytyce, uwielbieniu ale też i niechęci, niektórzy z nich stają się „ikonami”, czyli ważnymi osobistościami w świecie literatury (kultury) inni grafomanami bez znaczenia, o których się zapomina… Chwin, moim zdaniem, nie należy do tych ostatnich i właśnie to moje przeświadczenie staram się tu objaśnić

        – Chwin jest człowiekiem wybitnym, o czym świadczy nie tylko to, że tu o nim rozmawiamy, ale i inne „drobiazgi”: choćby to, że są środowiska, które się z nim liczą, że jest wykładowcą kilku poważnych uniwersytetów, że wydał kilkanaście książek, w tym kilka dobrych (i conajmniej jedną bardzo dobrą… etc.)
        Dla mnie są to wystarczające powody, by nazwać go człowiekiem wybitnym (czego nie można już powiedzieć o dziesiątkach tysięcy pedagogów, nauczycieli, dziennikarzy… zajmujących się podobnymi sprawami, co on. )
        Głównym tematem jego zainteresowań jest człowiek i jego kultura – a to czyni z niego „humanistę”.

        „nasz, czyli czyj? Czy nie zbyt wielkie to naduzycie pisac w liczbie mnogiej o swoich odczuciach?”
        – o książce Chwiona rozmawiałem z paroma osobami (wszystkie z nich nawiązały właśnie do tego). Czytałem też inne opinie, w których także pojawił się ten motyw. Myślę, że to właśnie dało mi prawo do napisania w liczbie mnogiej: „czym wzbudza nasz niepokój”.
        Poza tym, uznać to można za wyrażenie „zwyczajowe”. Is that such a big deal?

        * * *
        Żałuję jednak, że nie odniosłaś się do ważniejszych kwestii, które poruszyłem w moim komentarzu, a jedynie do drugorzędnych.

      • porcelanka Says:

        Logosie, nie umniejszam Chwinowi tytułów i zasług ale nie widzę związku między nimi a jego przekonaniami :). Jego książek niestety nie nazwałabym wybitnymi, choć są na pewno sprawnie napisane i cechuje je bogaty język. Skoro jednak Stefan Chwin jako osoba utytułowana zdecydował się głosić publicznie kontrowersyjne tezy i rozprawiać się z problematyką narodową, powinien spodziewać się ( a prawdopodobnie nawet oczekuje ) reakcji bliźnich. Na pewno znajdzie takich, którzy będą mieli zbieżne z nim poglądy. Ale nie braknie osób o odmiennych zapatrywaniach. Nie neguję wszystkich jego poglądów, odniosłam się do podważania postaw ludzi ryzykujących życiem w imię wyznawanych wartości, dla kultu życia jako takiego. Istotnie dla Chwina rozmnażanie się jest najważniejsze, bowiem, jak podkreślił, dzięki temu, że jego ojciec się nie wychylał, pisarz mógł się pojawić na świecie. Można i tak, oczywiście. Rozciąga jednak swoje przekonania na resztę narodu, która winna czynić to samo, w imię życia i już dlatego jego krecia robota nie trafia do mnie. :) Tutaj zresztą znalazłam powód, dlaczego mnie nie zachwyca. W literaturze cenię coś więcej niż sprawne rzemieślnictwo. Oczywiście możesz oceniać to jak chcesz, nie zmienia to jednak mojego gustu ani punktu widzenia :). Jeśli znajdujesz u Chwina głębsze treści, to świetnie. najwyraźniej jest to pisarz dla Ciebie, Logosie.
        Względem podważania wartości jako powołania filozofów, wydaje mi się, że jest raczej odwrotnie. Filozofowie wartości bronią, choć często definiują lub usiłują nazwać je na nowo. Czy Chwin będzie pamiętany czy zapomniany, czas pokaże. Do kanonu lektur, jak się zdaje, nie wszedł. ;P

      • Logos Amicus Says:

        Porcelanko, najbardziej w Twojej odpowiedzi podoba mi się to, że jest taka stonowana i wyzbyta negatywnych emocji :)

        Ale ad rem: ja nie twierdzę, że książki Chwina są wybitne, ale że on sam jest pod pewnymi względami człowiekiem wybitnym (dlaczego? – o tym pisałem już w jednym z poprzednich komentarzy).
        Ale przecież nie jest to takie ważne.

        Czy Ty myślisz, że ja się z Chwinem we wszystkim zgadzam? Że wszędzie u niego widzę tę głębię? Że nigdy mnie nie zirytował? Że nie widzę jego słabości, pomyłek, pewnych małostek? Ale ja mu to… nazwijmy to… wybaczam, tzn, nie pozwalam, by przysłoniło to ową resztę, którą cenię – bo on jednak porusza całe bogactwo spraw, myśli, zagadnień, i robi to ciekawie, pisząc pięknym, plastycznym, sugestywnym językiem.
        Jeszcze raz podkreślę, że redukowanie tego wszystkiego np. tylko do osądzania tego, co napisał on o swoim ojcu (to ma zresztą dla mnie nieco inny nieco wydźwięk, niż Ty to odebrałaś) – i że świadczy to o tym, iż „rozmnażanie” jest u niego najważniejsze, wydaje mi się jednak krzywdzącym go (a właściwie tego, co pisze) uproszczeniem.

        Poza tym, ja o Chwinie wyrażam się tylko z perspektywy „Dziennika dla dorosłych”, bo – jak to już wcześniej podkreśliłem – nie czytałem innych jego książek. Poza tym, kiedy Chwin zaczął publikować w Polsce, to mnie już w kraju nie było. Ominęła mnie więc także „przyjemność” świadczenia krytyce, z jaką się on spotkał. Jestem więc niejako czytelnikiem „nieuprzedzonym”, i kieruje się jedynie własnymi odczuciami i spojrzeniem (także nie „obciążonym” znajomością innej jego prozy ;) )

        Na pewno sięgnę jeszcze po „Kartki z dziennika” i po „Hanemanna”. To, co pisał w „Dzienniku” wydało mi się bardzo ciekawe. Ta lektura – oprócz pewnych irytacji – dostarczyła mi także wiele przyjemności (warto w tym miejscu przeczytać to, co napisała Sarna, bo mówi to o tym, jakiej satysfakcji może dostarczyć czytanie Chwina innym).

        Lecz to nie oznacza przecież, że ja nagle zrobiłem się takim bezkrytycznym i wielkim fanem Pana Chwina, że chcę go wstawić do panteonów bogów – albo uczynić z niego jakąś „nieśmiertelną” ikonę, przed którą padam plackiem czy choćby na kolana … :)
        Dla mnie jest on po prostu ciekawym, wartym uwagi, pisarzem.

        PS. Z tymi filozofami to masz rację. Dołączyłem ich do literatów i artystów tak trochę z rozpędu. Aksjologia dla filozofa jest bowiem tym, po czym on stąpa. Jeśli podważa on jakieś wartości, to tylko po to, by zastąpić je jakimiś innymi, „swoimi”.
        Zaś z pisarzami, a zwłaszcza z artystami, jest pod tym względem różnie, musisz przyznać :) (Dlatego nihiliści to dla mnie bardziej artyści niż filozofowie ;) )
        Pozdrawiam i dziękuję, żeś zechciała wymienić się ze mną uwagami na temat Pana Chwina i jego pisarstwa :)

    • Chihiro Says:

      Nie odnosze sie do calosci komentarza, bo malo mnie obchodzi, czy Chwin „slizga sie po powierzchni” roznych kwestii czy „wchodzi w nie glebiej”. Nie interesuje mnie jego postac, nie uwazam go za postac wybitna, w przeciwienstwie do Ciebie i nie mam na jego temat nic do powiedzenia odnosnie tej ksiazki – nie czytalam jej, wiec nie moge oceniac jego stanowiska. Szkoda mi czasu na rozmowe o ksiazce, ktorej nie czytalam i o osobie, ktora mnie ani ziebi ani grzeje.
      PS. Sa wyrazenia zwyczajowe, ale to Ty czesto lapiesz za slowka i cytujesz, wiec raz zrobilam to samo i uwazasz, ze Twoje slowa to „not a big deal”. Dla mnie mowienie w liczbie mnogiej to „very large deal”, bo sugeruje, ze odnosi sie tez do mnie (pisales to w komentarzu do mnie). Gdybys pisal do tych osob, ktore podzielaja Twe odczucia, wszystko byloby w porzadku. Ale pisales do osoby, ktora tego odczucia nie podziela.

  7. Sarna Says:

    – Pierwsza refleksja w kontakcie z tą książką to myśl, że mężczyzna na okładce przypomina sylwetką Telemacha :)

    – Generalnie nie lubię gdy na treść książki składa się zlepek różnych tematycznie i jakby zupełnie nie powiązanych z sobą historii, zagadnień. Piszę „jakby”, bo jednak ich wspólnym mianownikiem jest postać pisarza.

    Chwin tą książką mnie uwiódł, z przyjemnością sięgnę w wolnej chwili po inne pozycje tego pisarza. Poraziła mnie świadomość, że ktoś widzi i myśli prawie w 100% identycznie jak ja. Chwin ubrał myśli i poglądy w prostą treść z czym ja czasami mam problem, zwłaszcza gdy w ferworze dyskusji usiłuję dowieść, że tak właśnie można na to patrzeć. Chwinowi to się udało w dwójnasób, bo nie tylko znalazł odpowiednie słowa w prostej formie, ale również sprawił, że „czytając” jego punkt widzenia człowiek analizuje sens wypowiedzi, ale się nie zaperza, nie kłóci z Nim.
    Przetestowałam to zjawisko na rodzinie i znajomych czytając im wybrane, krótkie zapiski z dziennika. I o ile dotychczas ripostowali gdy to ja przedstawiałam im taki punkt widzenia, to obecnie siedzieli w skupieniu, nie wpadali mi w zdanie, a na koniec mówili: rzeczywiście, tak też można to widzieć, facet ma rację.

    Ciekawie czyta się książkę człowieka współcześnie żyjącego, który opowiada o miejscach mi znanych i bliskich. Poza tym Chwin tak pięknie i szczerze mówi o więzi z małą ojczyzną, swojej wierze i jej roli w jego życiu, o kobiecie której czesze jako wiatr włosy gdy ta odwiedza jego mogiłę. Czasami bawi podejściem do tematu jak np. historia z ubieganiem się o odszkodowanie od KK jako zadośćuczynienie za doznane krzywdy z powodu dorastania w otoczeniu symboli wiary ociekających krwią itp. Zaskakuje trafnością spostrzeżeń, jak choćby ta o Jego 2 wieżach WTC. A jego mądre rozważania o śmierci, o tym, że sama w sobie śmierć jest dobra, niedobry jest nasz strach związany z odchodzeniem. Poza tym gość zna swoją wartość i choć wykształcony z dorobkiem tytułów naukowych , przyznając się do roli wiary w jego życiu nie boi się posadzenia o dulszczyznę i ciasnotę umysłową.
    Ech! Mogłabym tak w nieskończoność, gdybym chciała się odnieść do każdego poruszonego przez niego wątku, ale bloog nie daje takich możliwości. Szkoda, bo porusza zyciowe dylematy.
    Pozdrawiam.

  8. Sarna Says:

    I coś jeszcze, a mianowicie kłamstwo katyńskie i rola w nim samego A. Wajdy. Dziwne, poplątane ludzkie losy i tyle za i przeciw, które determinują nasze wybory. Dlaczego Pan Wajda czekal dziesiatki lat na dogodną chwilą by móc powiedzieć prawdę? Wiem, zdrowy rozsadek . I nawet rozumiem, ale czy ma prawo czuć się lepszy od calej reszty kłamliwie milczacej? Czy ten film jest daniem wyazu prawdzie czy tez próbą rehablitacji?

    • Logos Amicus Says:

      Myślę jednak, że warto odróżniać tzw. „kłamstwo” katyńskie od przemilczania Katynia.
      To co robił Wajda (i miliony Polaków) to było właśnie (zasadniczo) przemilczanie.
      A czekał tak długo na to, by wreszcie powiedzieć prawdę, bo wcześniej nie było właśnie tej „dogodnej” chwili. On mógł zrobić taki gest, ale – po pierwsze, niczego by tym nie zmienił, a po drugie – byłby to niewątpliwie koniec jego kariery (i tym sposobem nie mielibyśmy tych wszystkich jego wspaniałych filmów… a takich nakręcił przecież kilka :) ).
      Nie wiem czy Wajda czuje się „lepszy od całej reszty kłamliwie milczacej?” Moim zdaniem, raczej nie.
      Ten film („Katyń”) nie jest wg mnie próbą rehabilitacji. Bardziej już artystyczną próbą „dania wyrazu prawdzie”.

      Ale dlaczego wspomniałaś o tym w kontekście Chwina? Przecież on sam wyraźnie zaznaczył, że także wziął udział w tym przemilczeniu. (Może rzeczywiście nazwał to nawet kłamstwem… już nie pamiętam. A jeśli nazwał, to ja się z nim nie zgadzam, że było to kłamstwo.)

  9. Jula Says:

    Z przyjemnością poczytałam, widze różne reakcje. Niektórzy się identyfikuja z tym pisarzem, co do opisu naszej najnowszej historii „naszego bagienka” ;D))) a inni nie ! … Ich swięte prawo, w myśl zasady wolnego wyboru ;D…
    To że już jest, czy może zostanie oficjalnie w przyszłości polską a może i światowa ikoną, nie znaczy, że wszyscy muszą go wielbić !…
    Są tacy, dla których ta ikoną nie będzie :D

    Ps.1.
    Tak, jak i nasza historia nie musi byc jednakowo interpretowana przez każdego, bo to sa indywidualne losy każego z nas… Każdy ją sobie analizuje coś na zasadzie „zysków i strat”… Co stracił a co zyskał i okazuje sie ,że jeden zyskał a drugi właśnie stracił …
    Bo dla niektórych „komuna”, była właśnie „wyzwoleniem” powiedzmy intelektualnym (Mam na myśli tzw. awans społeczny i takim bezpiecznym azylem, miał pracę, miał mieszkanko, całą paletę osłony socjalnej, darmową szkołę a jak dziecko było utalentowane, to nawet mogło sie kształcić za granicą , nawet za tą zachodnia na stypendium państwowym ;D ) …
    Dla milionów, możliwością skromnego ale godnego życia, niech oni sie na ten temat wypowiadaja, mam na myśli zwykłych ludzi, nie intelektualistów i dawnych włascicieli ziemskich… Czy tak zwana polska przedwojenną inteligencję ;) ….
    Jednym słowem, wszystko zalezy od miejsca siedzenia, bo jedni sobie chwala mozliwość podróżowania, a inni traktuja to jako karę „za chlebem panie, za chlebem”.
    Bo już osiągneli jakąs stabilizacje ,tak im się wydawało a tu krach!!! Utrata pracy przez likwidację fabryki i nic w to miejsce :(((… Z przyczyn ekonomicznych muszą zaczynać na nowo walczyć o zwykłe przeżycie i różnie z tym jest …

    Czy wiesz, że w ostanim dwudziestoleciu był w Polsce najwyższy procent samobójstw?
    Wprowadzono gospodarke wolnorynkową i eksperymentowano na ludziach…
    Niektórzy nie umieli sobie dawać rady, nikt ich nie nauczył, że to twarda walka o przetrwanie, że wszystkie chwyty dozwolone!!!!…
    W moim mieście, połowa pracuje za granicą z musu – a nie z przyjemnosci, czy wiesz ile się za tym kryje osobistych dramatów?…

    To tylko przytoczyłam, że wbrew temu co „niby wiekszośc” mówi , nie wszyscy sa zachwyceni tymi zmianami.
    Chce zaznaczyć, że Polacy mają nawet różne spojrzenie na Katyń, bo tak jak Rosjanie, też mają wiele ciemych spraw jeszcze ukrywanych !
    Do tej pory, nie ma pomnika „ludności cywilnej – ok. 200tys.” , skazanej na stracenie , z powodu nieprzemyslanej decyzji „powstania warszawskiego” a jego dowódcy i „żołnierze” i owszem!
    Wiele jeszcze ciemych kart Polska ma. A jak traktowani byli „chłopi”, przez „uwielbianych obecnie żołnierzy AK”
    Ilu ich straciło życie w imię jakiś tam idei?…

    Pozdrawiam wszystkich i przypominam, że nie wszyscy jesteśmy jednakowi i podobnie myslimy o naszej historii, a mimo to, ten kraj tworzylismy i tworzymy, nawet będąc za granicą ! ;D)))

  10. Sarna Says:

    Przemilczanie jest zgodą na trwanie kłamstwa, a kalkulowanie, że mi się to opłaci lub nie jest delikatnie mówiąc obrzydliwe i podłe. To właśnie takie mechanizmy działania ludzkiej psyche wykorzystali tyrani przy wprowadzaniu w życie idei totalitarnych. Nie mnie osadzać Pana Wajdę, miałam szczęście, że nie musiałam osobiście się z tym zmierzyć, moja rodzina i owszem. Każdy zapłacił jakąś cenę. Jeden miał zablokowany dostęp na uczelnie, inny robił karierę i był ulubieńcem elit. Każdy osobiście odpowie za swoje „grzechy”, a póki życia trzeba żyć i znosić to co szepcze nam z wyrzutem nasze sumienie.
    Chwin właśnie o tym otwarcie mówi. O swojej milczącej zgodzie i przyzwoleniu w zamian za ” możliwości” .
    Podoba mi się, bo się nie wybiela . A po inne jego książki sięgnę z przyjemnością. Zapewne zacznę od tych najbardziej tu krytykowanych. Reklama wywołuje u mnie wysypkę, ale kryptoreklama intryguje ))) Pamiętam jak kiedyś w szkole musieliśmy opowiedzieć o ostatnio przeczytanej książce i zachęcić resztę do jej przeczytania. Oczywiście wszyscy prześcigali się w rekomendowaniu własnej książki, tylko jeden kolega wstał i apatycznie, od niechcenia wymruczał, że przeczytał „Rok w Trumnie” R Bratnego i nie poleca. Po czym usiadł nie tłumacząc nam dlaczego tak sądzi. Po lekcji utworzyła się kolejka z zapisami na listę kolejności wypożyczania. Każdy miał tylko dobę na przeczytanie włącznie ze snem i nauką i jakoś każdy się z tym uwinął w terminie )) Do dziś nie wiem, dlaczego mu się ta książka aż tak nie podobała. Może jeszcze kiedyś Go spotkam, a wówczas jak nic zapytam.

  11. Jula Says:

    Tak się zastanawiam, czy właściciel „fabryczki”, to nie taki tyran zwłaszcza w gospodarce, gdzie o rynku decyduje pracodawca. ;D
    Czy zarządzający korporacjami, czy jej wlaściciele, to nie współcześni tyrani?.. Czy decyzja o podejmowaniu „przejęcia „, jakie słownictwo podobne do wojskowego, jakiś tam fabryk , instytucji i etc… ładnie brzmi, tak bezosobowo, ale w skutkach, to utraty miejśc tysięcy ludzi i ich tragedie .
    Wszystkie inne kraje od dawna kalkulują i pora żebysmy i my zaczeli! ..

    Sarna ja jestem innego zdania, uważam ,że własnie należy kalkulować i właściwie oceniać sytuacje, bo bez tego może nas znowu nie byc na mapie, chociaz to wszystko jedno ;D Bo w dobie powszechnej globalizacji , w tym równiez rynku pracy i tak większośc z nas zwłaszcza z małych miejscowości jest zmuszona wyjeżdżać z kraju ! ;D))))
    Do USA, mimo takiego poddaństwa polskiego nadal są wizy, chociaz niektóre inne kraje poskomunistyczne , bez takich zasług co my ;D, maja te wizy zniesione.
    Czym się te kraje zasłuzyły, czy mają lepszą gospodarke i USA nie boi się masowego napływu imigrantów czy jakies inne mądre decyzje a nie znane naszym zarządzającym to spowodowało?….
    ;D)))

    • Logos Amicus Says:

      Jula, Twoje komentarze zupełnie nie dotyczą tematyki mojego wpisu. Poza tym, skaczesz z tematu na temat tak, że trudno jest złapać główny wątek Twojej myśli.

      Nie chciałbym, aby teraz rozwinęła się tu dyskusja o stanie polskiej gospodarki, o obecnych problemach społecznych, o „drapieżnym” kapitaliźmie i sytuacji politycznej w Polsce. Nie o tym jest ten blog.

    • Sarna Says:

      Jula jesteś młodą osobą więc jesteś na swoje szczęście uboższa od tych starszych od Ciebie o życiowe doświadczenie. Chwin powiedział coś ciekawego, a mianowicie, że “gdybym miał wybierać życie w wolnej Polsce, w której miałbym nieudane małżeństwo czy życie w Polsce zniewolonej przez Rosję, w której miałbym małżeństwo udane, bez chwili wahania wybrałbym to drugie. … Dolegliwości niewoli politycznej są bowiem stokroć mniejsze od dolegliwości małżeństwa. Można się do nich jakoś przyzwyczaić i jakoś z nimi żyć. Do tortur nieudanego pożycia – nigdy. Wiedzą o tym ludzie rozsądni. … Przez 2/3 mojego życia żyłem w rosyjskiej niewoli, a jednak miałem życie udane, a nawet szczęśliwe.”
      Myślę Jula, że światowi potentaci, krezusi trwoniący dla rozrywki fortunę w kasynach Monte-Carlo albo bożyszcza z Hollywood też nie potrafią Ci odpowiedzieć dlaczego fortuna i sprawnie funkcjonujący rynek nie są remedium na szczęście, dlaczego ich dusz i związków uczuciowych nie są w stanie uleczyć skalpele chirurgów plastycznych, najlepsze marki kosmetyków czy kanapy psychoanalityków. Najwyraźniej szczęście może, ale nie musi być uzależnione od kasy, ustroju etc., choć moja pogodna psiapsiuła zwykła mawiać, że pieniądze szczęścia nie dają, ale już zakupy i owszem )).

  12. Miriam Says:

    Przypomniała mi się rozmowa jaką ze Stefanem Chwinem przeprowadził kiedyś Remigiusz Grzela, który na koniec tak napisał o pisarzu:

    „Stefan Chwin to pisarz magiczny. Nie ma dobrej literatury bez tajemnicy, czyli bez owej specyficznej aury, która wciąga Czytelnika w swoje sidła i sprawia, że nie tylko chce czytać, ale i poznawać, dowiadywać się, a może przede wszystkim pytać. Taka właśnie jest literatura tworzona przez Stefana Chwina, ciesząca się zresztą bardzo dużym powodzeniem. Krytyka literacka lubi porównywać, szukać literackich ojców, wynajdywać nie tylko podobieństwa, ale i kontynuacje. Zatem trudno jest pisarzowi udowodnić, że jego myślenie jest samodzielnym myśleniem, odrębnym duchem. Takich problemów nie ma Stefan Chwin – bo niczego udowadniać nie musi. Jest nie tylko samodzielnym autentycznym pisarzem, ale i odrębnym zjawiskiem literackim. Próbowano wciskać go w kaftan pisarza gdańskiego, zresztą podobnie jak Pawła Huelle, czy Stanisława Rośka. Ale czy miejsce świadczy o wymiarze i zasięgu literatury? No właśnie, może warto zastanowić się nad tą kwestią – bo czy prawdziwa literatura nie ma nosić w sobie pierwiastków uniwersalnych, które uderzać będą i w Czas i w Miejsce. To tak jakby powiedzieć, że Schulz to pisarz drohobycki, Miłosz berkleyowski (a może już krakowski), a Tokarczuk to pisarka wałbrzyska.”

    I może jeszcze pochodzący z tej rozmowy fragment wypowiedzi samego Chwina, który pozwolę sobie zadedykować biorącym w tej dyskusji udział paniom:

    „Szczególne wzruszenie budzą we mnie przedmioty wytworzone po to, by cieszyć oko i dłoń kobiety. Bo kobiety są dużo bardziej wrażliwe na piękno przedmiotu niż mężczyźni. Żyją w jakiejś szczególnej, intymnej więzi z przedmiotami. Sprawia to fakt, że muszą – jak to się mówi – chodzić wokół przedmiotów. To znaczy: polerować, czyścić, myć, jednym słowem podtrzymywać je przy życiu. Kobieta jest opiekunką przedmiotów domowych, co jest często przez mężczyzn lekceważone. I ona dużo bardziej dotkliwie przeżywa śmierć przedmiotów, z czego mężczyźni lubią się śmiać. Kobieta potrafi płakać, gdy coś się zbije, a mężczyzna mówi: “Coś ty? Czemu się mażesz? To głupstwo!”. Tymczasem to nie jest żadne głupstwo. Ja myślę, że taki stosunek do przedmiotów sprawia, że dla mężczyzny wojna jest jakby łatwiejsza. A dla kobiety wojna to jest przede wszystkim śmierć domu. Ja jestem oczywiście po stronie kobiet i dlatego w rozdziale Hanemanna pod tytułem “Rzeczy” płaczę z nimi nad śmiercią takich “głupstw” jak cukiernica czy srebrna łyżeczka z monogramem. W moich książkach ja właściwie piszę elegię na śmierć cywilizacji przedmiotów stworzonych z myślą o kobiecie.”

  13. Sarna Says:

    Miriam, słusznie zauważasz u Chwina ten kult kobiety. On dostrzega piękno kobiet, ich rolę, zachwyca się światem batystów i jedwabi, magią szminki, finezją filiżanki Rosenthala, obiadem na ładnym talerzu, który ma rodzinną historię, kobietą ubraną w haftki i pętelki, bursztyny i fiszbiny, jedwabie i organdyny, kapelusze i kartusze… )) . On rozumie świat i „mowę” kobiet. Pani Rin pytała „Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy …” ? Chyba nie wytrzymują ciśnienia towarzyszenia w zakupach:) Nie pojmują, że ubranie to osobowość. Jak to zauważa pisarz odpowiada im rola milionowego ciała oznaczonego seryjnym symbolem L lub XXL, ubranego w seryjną sztukę odzieży. Kobiety lubią ubrania szyte na miarę i jak śpiewa Pani Danusia facetów na miarę czasów.
    pozdrawiam

  14. Jula Says:

    Dzieki Sarno, myślę, że chyba mnie zrozumiałaś, chciałam podkreślić, co każdy wie, że Chwin nie jest „idiotą” i wiekszość ludzi tez nie, pomimo tego, że innym się wydaje co innego. ;D
    On jest pisarzem wrazliwym równiez na aspekty społeczne, które są skutkiem i pieknie to potrafi ubrać w słowa.
    Tak jak zauważyłas Sarno, zna zycie od podszewki.
    A Grzela w tej rozmowie z pisarzem pieknie to zaznaczył. :D

    • Logos Amicus Says:

      Jula, ja też Cię „chyba” zruzumiałem, ale po prostu nie chciałem, aby nasza dyskusja rozjechała się tu nagle na gadanie o obecnej sytuacji w naszym kraju, bo, po pierwsze – miele się o tym bez końca wszędzie; po drugie – do niczego by to nas nie doprowadziło.
      Wolę jednak, kiedy trzymamy się tematu wpisu.
      Uważam, że tak jest lepiej.
      No i oczywiście nie chciałem Cię urazić.

  15. MIT | WIZJA LOKALNA Says:

    […] Wiem, że kiedyś swój wpis poświęciłeś Stefanowi Chwinowi i jego „Dziennikowi dla dorosłych”. Oto kilka cytatów z tej książki[…]

  16. Stefan Chwin Says:

    Bardzo dziękuję za wszystkie wpisy i słowa na temat moich książek. Sądzę, że każdy autor ich potrzebuje. Mam nadzieję, że jeszcze (oprócz „Kartek z dziennika” i „Dziennika dla dorosłych”, które ukazały się dotychczas) LOS pozwoli mi na opublikowanie jeszcze jednego tomu dziennika. Przygotowuję do niego notatki, zapiski i rozmyślam ale… jeszcze to musi potrwać… Stefan Chwin

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To ja Panu dziękuję – za te słowa i za Pańskie książki, które miałem przyjemność przeczytać.
      Wdzięczny jestem za ten komentarz gdyż nieraz się zastanawiałem, czy dotarły do Pana moje recenzje – a jeśli tak, to ciekaw byłem jak je Pan odebrał.
      Poza tym, dzięki Pańskim słowom jeszcze raz przeczytałem ten wpis – wraz z dyskusją, jaka się pod nim rozwinęła. Sadzę, że wyrażono w niej kilka ciekawych i ważnych myśli. To są te cenne aspekty prowadzenia bloga.
      Przypomniałem sobie także to, że zamierzałem przeczytać „Hanemanna”, ale do tej pory nie udało mi się jeszcze tego zrobić – postaram się więc tę zaległość w najbliższej przyszłości nadrobić.

      Bardzo chętnie przeczytam kolejny tom Pańskiego Dziennika. Miejmy nadzieję, że LOS będzie sprzyjał zarówno Panu (by tę książkę skończyć i wydać), jak i mnie (by ją przeczytać).
      (Mnie jak gdyby „darowano” drugie życie. Na jak długo? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że zdążę jeszcze z tym i owym.)

      Zauważyłem też, że właśnie mija dokładnie pięć lat od opublikowania mojego wpisu na temat „Dziennika dla dorosłych”. Podobno nic nie zdarza się przypadkiem ;)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Stanisław Błaszczyna

  17. sarna Says:

    „Ach jo” westchnął krecik i zawtórowała mu sarna – jest nadzieja, że jak Pan Chwin nie wyzionie ducha, to dane nam będzie pochłonąć jednym duszkiem jeszcze jedną, mądrą książkę Jego autorstwa.
    Zdrowia i twórczej weny życzę


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s