MIŁOŚĆ W CZASACH DONOSÓW („Różyczka”)

*

Miłość, zdrada i polityka. (Magdalena Boczarska i Andrzej Seweryn w filmie Jana Kidawy-Błońskiego "Różyczka".)

*
*  *  *
Czy od filmu Kidawy-Błońskiego można oczekiwać tego, by oddawał tzw. prawdę (zarówno tę „namacalną” – fizyczną, jak i psychologiczną) o rzeczywistych ludziach, do których życia nawiązuje? (A należy tu wspomnieć, że scenariusz dość dokładnie opiera się na autentycznej historii Pawła Jasienicy i jego żony Zofii Beynar-O’Bretenny, agentki Służby Bezpieczeństwa, którą to panią sama „bezpieka” wepchała do łóżka pisarza, a która jeszcze z pogrzebu swego męża napisała gorliwy raport dla SB.)
Cóż… mam co do tego pewne wątpliwości. I to nie dlatego, że odtwórcy głównych ról, czyli Magdalena Boczarska i Andrzej Seweryn zupełnie nie przypominają aparycją tamtej pary, a obraz jest bardziej żywy i kolorowy, niż ówczesne peerelowskie scenerie. Głównym powodem jest to, że „Różyczka” to po prostu serwujący nam fikcję film rozrywkowy, należący do głównego nurtu kina popularnego. Wydaje mi się, że Kidawa-Błoński doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nalega (tak, jak to zrobił po projekcji, na spotkaniu z chicagowską publicznością), by jego filmowej opowieści nie wiązać raczej z osobami Jasienicy i jego żony.
Napisawszy, że „Różyczka” to kino popularne i w zasadzie nic więcej, muszę przyznać zarazem, iż jest to film zrealizowany bardzo sprawnie, by nie napisać znakomicie, a tym samym mogący dostarczyć widzowi sporej satysfakcji.
A jednak zastrzeżenia twórców filmu by nie widzieć w „Różyczce” historii konkretnych, znanych z imienia i nazwiska ludzi, którzy istnieli naprawdę, brzmią dwuznacznie, ponieważ – z drugiej strony – roszczą sobie oni pretensje do tego, by „Różyczkę” traktować jako studium odzwierciedlające „prawdę” o czasach, do których film nawiązuje (a więc PRL-owską rzeczywistość drugiej połowy lat 60-tych, ze szczególnym nawiązaniem do Marca ’68) – co np. widoczne jest w wykorzystaniu zdjęć i dokumentalnych „migawek” z tamtego okresu.
Niewątpliwie ich intencją było również to, abyśmy i na filmowych bohaterów, mimo iż fikcyjnych, patrzyli jak na ludzi z krwi i kości, dostrzegając przy tym całą ich psychologiczną złożoność.
Być może ta ambiwalencja wynika już z samej istoty każdego dzieła sztuki (w tym i dzieła filmowego), które za pomocą „kłamstwa” fikcji, chce przedstawić „prawdę” rzeczywistości?
Ale, ale… zostawmy tu tak wielkie słowa, jak „sztuka” i „dzieło” i zajmijmy się bliżej „Różyczką”.
*  *  *

Czy esbek może mieć duszę? Robert Więckiewicz w roli "prowadzącego" TW "Różyczkę" kapitana SB.

Trzeba przyznać, że film ten żyje dzięki bardzo dobrej reżyserii, świetnie napisanemu scenariuszowi, ale przede wszystkim – dzięki wyrazistej grze aktorskiej, zwłaszcza Roberta Więckiewicza (odtwarzającego rolę oficera „bezpieki” Romana Rożka), który niejako „kradnie” cały ten filmowy show.
W centrum uwagi leży jednak sama Kamila (pseudonim „Różyczka”) i jej związek z pisarzem Adamem Warczewskim, którego ma ona za zadanie uwieść, inwigilować i oczywiście składać na niego raporty do SB. Problem w tym, że mimo iż Kamila jest dziewczyną Rożka, (może się wydawać, że jednak wiąże go z nią coś więcej niż seks) to wchodzi ona w coraz bardziej intymny związek z Warczewskim, który z czasem staje się dla niej nie tylko mentorem, ale i kochankiem, a wreszcie i mężem.
To prawda, że Kamila na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia wybitnie sprawnej intelektualistki, zdającej sobie sprawę z politycznej gry jaka wokół niej się rozgrywa. Ma ona jednak tę zaletę, że obdarzona jest niezwykle ponętnym ciałem, któremu nie może się oprzeć nawet taki tytan erudycji, myśli i społecznego morale, jak Warczewski. Powiedzieć jednak, że Kamila jest pustą idiotką a nawet zwykłą k…ą (jak co poniektórzy ją w filmie nazywają) byłoby mimo wszystko zbyt daleko idącym uproszczeniem. Bo „Różyczka” z czasem zdobywa także i naszą przychylność, a nawet sympatię. Widzimy jak dziewczyna coraz bardziej przywiązuje się do (starszego przecież od niej o całe pokolenie) mężczyzny, jak stopniowo uświadamia sobie wagę – tak, nie bójmy się tego jakże niemodnego dziś słowa – ideałów, które on reprezentuje i wyznaje… jak staje się ona po prostu pełniejszym i bardziej świadomym (siebie i innych ludzi) człowiekiem.
Także w samym Warczewskim, mimo że uroda Kamili jest dla niego punktem wyjścia do nawiązania z nią bliższych (hm…) stosunków, zaczyna się rodzić głębsze uczucie, w które nawet jesteśmy skłonni uwierzyć (również za sprawą świetnej, jak zwykle zresztą, kreacji Seweryna). Koniec końców dostrzegamy, że… tak, tak, nie zżymajmy się na tę konstatację – zaczyna w tym wszystkim chodzić o prawdziwą miłość.
*  *  *

Polityka wchodząca ludziom do łóżka - jeden z wielu perfidnych tricków sytemu totalnej kontroli

No ale co z tym Rożkiem?
To prawda, biorąc pod uwagę sposób, w jaki przedstawia go scenariusz, wydać się on nam może zwykłym palantem, gburem, brutalem i służalczym wobec systemu pionkiem, to w interpretacji Więckiewicza postać ta nabiera niespodziewanej głębi. Może właśnie dlatego odczułem naturalny odruch sprzeciwu, kiedy sam Kidawa-Błoński nazwał Rożka „prymitywem”. Być może Rożek to prymityw, ale dzięki Więckiewiczowi zaczynamy wierzyć w to, że „zdrada” Kamili staje się dla niego osobistą tragedią.
Mimo tego, że lata 60-te kojarzą się większości pamiętających je Polaków z peerelowską siermiężnością i szarością, to „Różyczka” ową szarość przełamuje okazując się filmem (dosłownie i w przenośni) barwnym, przykuwającym uwagę i mimo swojej skłonności do melodramatyzmu, zasługującym na bardziej pogłębioną analizę. To, po „Rewersie” Lankosza, drugi ważny w polskim kinie obraz ukazujący rzeczywistość nie tak dawnego okresu w historii naszego kraju, bez świadomości której niemożliwe wydaje się być zrozumienie tego wszystkiego, co dzieje się obecnie w Polsce .
* * *

Fikcja i rzeczywistość: żona Pawła Jasienicy Zofia Beynar-O'Bretenny oraz Magda Boczarska jako filmowa "Różyczka"

Przy okazji tego filmu odżyła w naszym kraju bulwersująca sprawa Pawła Jasienicy i donoszącej na niego żony. Wielu z nas nie mogło się pomieścić w głowie, jak można pisać donosy na kogoś, z kim dzieli się najbardziej intymne momenty swojego życia, kto jest tą naszą „drugą połówką”; wreszcie po kimś, kto  jest ostatnią osobą, po której moglibyśmy się spodziewać, że będzie naszym politycznym wrogiem, wydającym nas na pastwę represyjnego systemu.
Zostawiając na boku fikcję, zastanowiłem się nad tym, jak to jest możliwe z psychologicznego punktu widzenia. Siłą rzeczy, aby temu podołać, należało zwrócić uwagę na samą „bohaterkę” naszego skandalu, czyli żonę Jasienicy, Zofię Beynar-O’Bretenny. A tutaj możemy tylko polegać na świadectwach ludzi, którzy ją znali, a i tak nie do końca, bo przecież to, kim jesteśmy naprawdę, nie pokrywa się raczej z tym, jak nas widzą inni. Czyżby więc pozostawały tylko domysły?
Cezary Łazarewicz w swoim, opublikowanym w „Polityce” artykule pt. „Nesia doniesie wszystko. Podwójne życie żony Jasienicy”, przytacza opinie tych, którzy się z tą kobietą zetknęli osobiście.
Oto, co pisał o niej np. Stefan Kisielewski: Jest to osoba wyszczekana, inteligentna, bywała, jeszcze »akówka«, ale coś mi za mądra.
Wydaje mi się, że owo „coś mi za mądra” należy brać jednak z przekąsem, bo szczególnej bystrości w Nesi raczej nikt nie zauważał. Ot, choćby jej znajoma Marta Miklaszewska: Miała bardzo dużo wdzięku i była niezwykle towarzyska. Ale żaden intelekt to nie był. Po półgodzinnej rozmowie stawała się już bardzo nudna, bo okazywało się, że nic nie wie i niczym się nie interesuje, poza sukienkami, zagranicznymi wycieczkami i ploteczkami.
Natomiast „prowadzący” ją, (jako TW „Ewa-Max”) kapitan SB Adam G. wyraził się o niej bez ogródek: O Ewie myślałem: a to kurwa, i jednocześnie zacierałem ręce. Ona robiła więcej, niż do niej należało. Pokazywała mi prywatne listy, zanim ją o to poprosiłem.
Należy dodać, że to właśnie jemu Zofia Beynar-O’Bretenny zadedykowała swoją, wydaną (pod pseudonimem Zofia Darowska) w 1970 roku książkę zatytułowaną „Tajemnica piastowskich orłów”, napisaną niewątpliwie przy wydatnej pomocy Pawła Jasienicy, u boku którego w końcu ją pochowano.
No cóż… trudno jest jednak połapać się w tej love story alla polacca.
*  *  *

Pogrzeb Pawła Jasienicy w 1969 roku (Zofia Beynar-O'Bretenny stoi pierwsza z prawej). U góry: Paweł Jasienica w swojej bibliotece oraz Zofia Beynar-O'Bretenny (zdjęcie zrobione podczas pogrzebu męża).

*
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 176 obserwujących.