“Całe życie badał, podpatrywał sekrety wielkich mistrzów malarstwa, po to tylko, żeby namalować strumień koło swojej rodzinnej wioski i dwie gęsi na brzegu.”
Gdyby tak powiedziano o mnie, byłbym zadowolony, bo znaczyłoby to, że czegoś się nauczyłem. I byłoby mi trochę smutno, bo ten powrót do strumienia i gęsi dowodziłby, że nie zyskuje się niczego przez techniczną umiejętność, poza szacunkiem dla prawideł gry. A ja wyruszając w moją podróż, miałem nadzieję odkryć ukrytą formułę, pozwalającą przeniknąć w sam ogród rzeczywistości, tam gdzie prawidła gry są już niepotrzebne.Czesław Miłosz, Życie na wyspach
*
Odkryć “ukrytą formułę”. Ale czy taka formuła istnieje? A jeśli istnieje, to czy jest nam dostępna?
Wyrosłem w ogrodzie rodzinnego domu – w ogrodzie mojego dzieciństwa. Chciałem poznać inne ogrody, także ten ogród rzeczywistości, o którym pisze Miłosz.
Ale dlaczego? Co mnie do tego skłaniało? I do czego ta wiedza była (jest) mi potrzebna? Czy naprawdę łudziłem się, że odnajdę ów Master Key of Perception - czyli klucz do wszystkiego, który otworzyłby mi Drzwi Poznania na oścież?
A może to była zwykła ciekawość? Albo odwieczny atawizm pchający nas z miejsca na miejsce – za następną górę, za kolejne lasy, jeziora, rzeki, morza i oceany… bo być może tam, i być może nawet tuż za rogiem jest… jeśli nie raj, to nasza Ziemia Obiecana, albo co najmniej jakiejś miejsce ciekawe i ekscytujące, gdzie będzie nam dobrze tak, że zechcemy się tam rozmnażać?
Była to (jest) pogoń za czymś. Ale może też i ucieczka? Chęć odnalezienia siebie prawdziwego, czy może pragnienie, by o sobie – a raczej o tym, co nam sprawiało ból i cierpienie – zapomnieć?Pamiętam, że pociągało mnie wszystko to, co było w kontraście z łagodną falistością wzgórz moich stron rodzinnych – łąk, pól, lasów i rzek Podkarpacia. Neony wielkich miast, egzotyczne wyspy, niezwykłe budowle i starożytne ruiny, ośnieżone szczyty gór i złote piaski pustyń, wspaniałe latające maszyny, rajskie ptaki i burzliwy ocean, dziwne stwory i ludzie o innym kolorze skóry, szybkie samochody pokonujące bezkresne przestrzenie po drogach amerykańskiego Zachodu…
Kiedy więc, po wielu latach nieobecności w kraju, lądowałem na warszawskim Okęciu i patrzyłem na roztaczającą się pode mną monotonię mazowieckiej równiny, doznałem niezwykle silnego wzruszenia – nie tylko z radości, że oto za chwilę noga moja stanie na ojczystej ziemi, że zaraz spotkam najbliższą rodzinę i dawno nie widzianych przyjaciół, ale i z wdzięczności za te wszystkie dary i CUDA poznanego świata – kalejdoskop obrazów, wspomnienia o ludziach, ich twarzach i uśmiechach; wrażenia, które wiozłem ze sobą w swoim wnętrzu – zebrane na obcych ziemiach, wśród większych lub mniejszych szaleństw tego świata, na pustyniach i w dżungli, pod niebotycznymi górami, tudzież górami jak z bajki; wśród olśniewających kolorów, na wyspach bardziej lub mniej dziewiczych, w lasach baśniowych i fantastycznych kanionach, pod wodospadami jak z innej planety, na dzikich plażach odległych mórz i oceanów; niezwykłe widoki, te nieba wiszące nad różnymi krainami; wschody i zachody Słońca, które jednak wszędzie było inne, choć przecież zawsze było to samo…A wiedza? I jaka wiedza?
Czy było nią zdobywanie informacji, gromadzenie danych, kolekcjonowanie obrazów? Coraz szersze ogarnianie świata? Coraz lepsze rozumienie “prawideł gry”? I czy te przejrzane już “prawidła” mogły wzbudzić mój szacunek? A może wręcz przeciwnie: okazywały się być czymś nieludzkim, niezależnym od wszystkich naszych nadziei, wysiłków, działań i intencji? Czymś łagodzonym tylko przez kulturową otulinę cywilizacji? Poparte wysiłkiem wprowadzenia weń ładu za pomocą ludzkich przykazań, reguł, obyczajów, tradycji, nakazów i zakazów? Zasad, które wszędzie są inne ale zawsze mają ten sam antropologiczny cel i paradygmat: chcą nas wydźwignąć ze stanu zwierzęcej (bez)świadomości; wyróżnić i odseparować od tej pulsującej w naturze, poddanej ciągłej przemianie magmy, którą tworzy cała ożywiona materia.A może Miłosz pojmuje owe “prawidła gry” trywialnie – właśnie jako techniczną umiejętność, biegłość w opanowaniu rzemieślniczego warsztatu, mistrzowską zręczność? Także jako możliwość poruszania się po ogrodowych ścieżkach, zdolność urabiania materii, nadawania formy czemuś, co jest (z pozoru) chaotyczne, amorficzne i bezkształtne?
Wtedy szacunek dla “prawideł gry” byłby po prostu szacunkiem dla sztuki.
Ale dlaczego “strumień i gęsi”?
Czy wynika to z konieczności uporania się z tym, co w nas prenatalne i pierwotne – z wizją wiecznego powrotu do źródła, czyli tam gdzie usadowiony jest konkret świata istniejącego niezależnie od widzimisię naszej (jakże mocno przecież ograniczonej) percepcji?Po co jednak wychodzić z celi, gabinetu, wioski, getta, warsztatu… i wikłać się w nasze mity podróżne?
Może dlatego, że wchodzenie i zagłębianie się w mity jest naszym przeznaczeniem i definiuje niejako nasze człowieczeństwo? Bo bez mitu zastyga życie duchowe człowieka, wysycha jego wyobraźnia a wokół robi się pusto, głucho, ciemno i bezbarwnie… A mit podróżny jest do pobudzenia naszej psyche równie dobry, jak każdy inny. Może nawet lepszy (bo jest w stanie rozruszać także nasze mięśnie)?
Mit nowego, nie poznanego jeszcze świata. Mit poszukiwania naszego świętego – albo tylko świeckiego, choć z metafizyczną tęsknotą - Graala, czy też kamienia filozoficznego, który zamieniłby wszystkie nasze wątpliwości, wahania i niewiedzę w wiarę, nawet jeśli byłaby to wiara w niemożność poznania i zgoda na istnienie w oparach absurdu, i nad otchłanią lodowatej nicości.
* * *Oto wybitny kompozytor przestaje tworzyć muzykę, ucieka do swojej chałupy w górskiej wiosce Ząb i robi tam… meble.
Czy to jest zwątpienie w sztukę? Utrata wiary w jej znaczenie, powołanie, sens i moc wpływania na sprawy istotne, w tym na ludzkie życie? A może po prostu zamiana narzędzia, którym się tworzy – w tym przypadku pióra (do pisania partytury) na piłę, młotek i dłuto (do robienia krzeseł)?
Czy aby dla Góreckiego właśnie te krzesła nie były owym Miłoszowym wiejskim “strumieniem” i “gęśmi”, do których się wraca z udoskonalanym przez całe życie warsztatem i mistrzowską biegłością?
Artysta rezygnuje z blichtru i szpanerstwa sławy, wraca do swojej wsi, rozprawiając się przy okazji z absurdem za pomocą swej wiary.Ziemia, na której wyciągnięto nas za uszy z nicości, jest często ziemią, do której chcemy, by wrzucono nasze kości. Albo też rozsypano popioły pod niebem, na którym po raz pierwszy zobaczyliśmy słońce, gwiazdy i księżyc – w powietrzu, które zaczerpnęliśmy z pierwszym naszym oddechem, i które może wypełnić nasze ostatnie tchnienie.
* * *Jednak nadal jesteśmy w podróży, wymyślamy, roimy sobie nasze mity i nimi żyjemy, zgłębiamy tajniki wiedzy i sekrety mistrzów, poznajemy obce nieba, ogrody i oceany; zachwycamy się, zadziwieni stale otaczającymi nas cudami świata i samym istnieniem.
Wszak może ktoś zapytać: po co podróżować, skoro i tak wrócimy do punktu wyjścia? Do wiejskiego strumienia i gęsi, do naszej zagrody – by napoić i obrządzić konia, by zasadzić jeszcze jedno drzewko w ogrodzie; do warsztatu - by zrobić stół i krzesła? I czy taki powrót nie jest pewnym rodzajem rezygnacji?
To prawda, pętla naszego bytu kiedyś się zamknie. Lecz ważne jest nie tyle miejsce, gdzie to nastąpi, a nawet samo zapętlenie się początku z końcem. Istotne jest wszystko to, co było (i jest) pomiędzy: droga – czyli nasze życie.
* * *Może to zwyczajne – wracać późną porą do domu, do miejsc ziemi rodzinnej, do wspomnień tego, co już się w naszym życiu wydarzyło. Do refleksji – jak, po co i dlaczego? Do pytania o to, kim naprawdę jesteśmy i jak się zmieniamy? O to, jaki sens i kierunek ma droga, trakt, na który weszliśmy - wszystkie te nasze pogonie, ucieczki, powroty… I czy pozostaniemy sobą? A może się gdzieś zagubimy, zatracimy… może zmienimy nie do poznania? Lecz nie nazywajmy tego fatalizmem, ani nawet przeznaczeniem. Może to po prostu zwykła kolej rzeczy? Jest oto czas, by się poddać chwili spokojnej refleksji, która pozwoli nam uświadomić sobie to, co najważniejsze.
Czego wszystkim – przy tej okazji – życzę.
* * *
![]()
INFORMACJE O AUTORZE TEGO BLOGA ZNALEŹĆ MOŻNA TUTAJ.
OBRAZY Z WĘDRÓWEK PO ŚWIECIE OBEJRZEĆ MOŻNA TUTAJ.





Maj 1, 2011 o 12:01 am
Powyższy tekst pojawił się po raz pierwszy w okresie świąteczno-noworocznym w ubiegłym roku (nosząc tytuł “Oddalenia i powroty”). Stąd nawiązanie (w komentarzach) do Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku.
Pozwalam sobie zamieścić tutaj kilka wypowiedzi (lub ich fragmenty), które wówczas się pod nim pojawiły:
TAMARYSZEK:
Logosie,
to chyba mój najulubieńszy Twój tekst.
Nie mam w głowie nic na odpowiedź. Poza tym, że i komentarz, i jego punkt wyjścia (Miłosz) są dla mnie świątecznym preludium. Czymś, czego mi brakowało w nieco sprofanowanej codzienności. Nutą, która przypomina zapomnianą tonację.
Pozdrawiam
ADA:
Drogi L.A.
czy mogę do Twoich rozważań dodać inny jeszcze wiersz Miłosza? Myślę, że go znasz – więc tylko dla przypomnienia.
[z tomu "Gucio zaczarowany" 1962]
***
Lubiłem go, bo nie szukał idealnego przedmiotu.
Kiedy słyszał jak mówią: „Tylko idealny przedmiot którego nie ma
Jest doskonały i czysty”, rumienił się i odwracał głowę.
W każdej kieszeni nosił ołówki, szkicowniki,
Z okruchami bułki, akcydensami życia.
Rok za rokiem okrążał grube drzewo
Przykładając dłoń do oka i mrucząc w podziwie.
Jak zazdrościł tym co drzewo rysują jedną kreską!
Ale przenośnia wydawała mu się czymś nieskromnym.
Symbol zostawiał dumnym, zajętym własną sprawą.
Z patrzenia chciał wyprowadzić nazwę samej rzeczy.
Kiedy był stary, targał brodę żółtą od tytoniu:
„Wolę tak przegrać, niż wygrać jak oni”.
Jak Peter Breughel ojciec przewrócił się nagle
Próbując spojrzeć w tył przez rozstawione nogi.
I wznosiło się dalej drzewo niedosiężne.
O iste, o istliwe aż do rdzenia. Było.
***
Logosie,
Pięknych podróży, wielu zachwytów, rozpoznań i olśnień – niech złożą się w cudowną całość, formułę zdolną stworzyć sens wędrowaniu. Może to wędrówka jest celem, przyglądanie się niedosiężnym drzewom?
Szczęścia!
Pięknych, radosnych Świąt – życzę Tobie i wszystkim Twoim czytelnikom i gościom!
czytająca najczęściej w milczeniu – z podziwem
Ada
NUTTA:
Lubię cytat z Tischnera: „Przestrzenią człowiekowi najbliższą jest dom. Wszystkie drogi człowieka przez świat mierzą się odległością od domu.” Bo człowiek jest i domatorem, i podróżnikiem równocześnie. Podróżnikiem w sensie dosłownym, jako ten, który przemierza świat i nabywa wiedzę i doświadczenia oraz „widoki niezwykłe”, lecz bywa podróżnikiem w marzeniach lub osobą chłonącą cudze opowieści – dom wtedy rozszerza się niesamowicie.
Piękne jest Twoje Podkarpacie, a pewnie w ten czas przedświąteczny skupia w sobie bogactwo duchowe pokoleń.
CZARA:
A może po prostu wracamy, bo jesteśmy spleceni ciasną siatką więzów krwi, wspólnie spędzonych lat, uśmiechów, kłótni i walk? Mam wrażenie, że gdyby nie rodzina, nie stawiałabym już nogi na „ziemi rodzinnej”…
I Tobie wiele owocnych refleksji (owocujących w ciekawe notki, na przykład;)!
TELEMACH:
Wychynąwszy z wielotygodniowej bezinternetowej pustki przyłączam się (cokolwiek spóźniony) do życzeń. Wszyscy wszystkim – i tak jest dobrze. To dziwne, ale święta BN i Nowy Rok są tym czasem, w którym odczuwam, że jestem częścią wspólnoty. Dziwne uczucie, dobre, szybko niestety mija.
P.S. Piękny tekst.
MONA:
Istotnie, dziwny tekst. Jakby jakiś inny Logos go napisał. Taki pełen pokory i rezygnacji, bez intelektualnych „pretensji”.
Muszę przyznać – czytało mi się całkiem dobrze, mimo upału…
CADDICUS:
Ziemia, na której wyciągnięto nas za uszy z nicości, jest często ziemią, do której chcemy, by wrzucono nasze kości. Albo też rozsypano popioły pod niebem, na którym po raz pierwszy zobaczyliśmy słońce, gwiazdy i księżyc – w powietrzu, które zaczerpnęliśmy z pierwszym naszym oddechem, i które może wypełnić nasze ostatnie tchnienie.
Dla mnie to kwintesencja Twego wpisu. Jestem w wieku, w którym powoli rozważam moment gdy kości trzeba będzie złożyć. Jest coś smutnego w naszej tęsknocie za dzieciństwem i czasem minionym:
W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.
I płytkich wód szept w jakimś mroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.
Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni
PORCELANKA:
Też się czasem zastanawiam czy formuła, która pozwala zrozumieć więcej jest rzeczywiście tym Świętym Graalem, za którym warto uganiać się po świecie :) I czy zdobycie go jest miarą szczęścia. :)
Myślę, że droga jest równie ważna jak cel. :) Dobrego 2011 roku Logosie! :)
LIRITIO:
pięknie jest mieć tę krainę, gdzie „weselszy deptałem twoje trzęsawice” jak to Mickiewicz napisał, do której można wrócić albo chociaż o tym powrocie marzyć. Taka teoretyczna stała w życiu, złudna opoka, która jednak (mnie) daje stabilność.
Co do powrotów po latach obserwacji i nauki (?), zdania nie mam. Za mało lat jeszcze obserwuję.
I na sam koniec chciałam Ci życzyć radości z tych Świąt, przede wszystkim radości :) mam wrażenie, że w okresie Bożego Narodzenia tę radość łatwo stracić.
AVICCA:
Piękny post o skarbie jakim jest dom nasz rodzinny i ziemia ojczysta nasza. Szkoda, jaka wielka szkoda, że nie mam już do kogo wracać na święta. A oddałabym każdą najpiękniejszą podróż, za święta z moją mamą w jej maleńkiej kuchence i poranną kawę z jej makowcem i pierogami z grzybami :)))
KARTKA Z PODRÓŻY:
A ja Logosie nie lubię wracać na stare śmieci. Mój dom jest ciągle nieodkryty. To znaczy lubię wracać, ale wspominając. Realne powroty były zawsze rozczarowujące. To co kiedyś wydawało mi się wielkie okazywało się karłowate, to co było kolorowe zastawałem bure … Tak więc, przede mną droga – to mnie pociąga. Pewnie umrę w drodze – tak bym w każdym razie chciał.
JULA:
Bardzo ciekawie napisane. Mogę powiedzieć, że Ciebie rozumiem. Sama jednak wybrałam inny sposób życia ;)
Od zawsze jednak byli i podróżnicy, i prowadzący osiadły tryb życia – bo inaczej nie byłoby państw i tego całego kolorytu różności. :D
TORLIN:
Podróżnik nie jest równy podróżnikowi. Odczucia domu rodzinnego nie są u każdego z nas takie same.
EMILKA:
Stasiuk napisał kiedyś: „Miałem 10 lat. Siedziałem blisko pieca i przyglądałem się ich życiu. Byłem chłopcem z miasta i wydawało mi się, że to, co widzę, nigdy nie przeminie. Być może, dlatego dzisiaj tamte obrazy nawiedzają mnie jak powracający sen. Albo jak wieczność, dzięki której pamięć odzyskuje siły i wiarę”.
Czy nawiedza nas wieczność?
DON DARIO:
Pięknie portretujecie mechanizm psychologiczny, a także doznania wypływające z Waszych, i nie tylko Waszych, peregrynacji duchowych i przestrzennych mających na celu odnalezienie SENSU. Sam też jestem takim pielgrzymem poszukującym, i w przestrzeni, i w czasie, podobne też miewam odczucia.
MIRIAM:
Miłosz napisał też:
„Niektórym z nas, również mnie, było dane odwiedzić okolice naszego dzieciństwa, w których kształtowała się cała nasza wrażliwość. Ogromna siła i głębia przeżycia takiej chwili zaprawiona była melancholią, bo nie można dwa razy wstąpić do heraklitejskiej rzeki.”
DANIELLE:
Wyruszamy w podróż i zostawiamy za sobą naszych bliskich, mieszkanie, codzienne problemy, zostawiamy za sobą nasze miasto, które tak dobrze znamy i w naszym wnętrzu miesza się napięcie, radość i smutek. Ale kontynuujemy podróż ku naszemu marzeniu. W trakcie podróży dowiadujemy się wielu nowych rzeczy, zbieramy doświadczenia, zmieniamy się. Nawet nie zauważamy, ale się zmieniamy. Sama podróż nas jakoś zmienia. Różnicę dostrzegamy może dopiero po powrocie do domu, kiedy spotykamy się z naszymi przyjaciółmi, kiedy wydaje się nam, że miasto, w którym żyjemy jakoś się zmieniło i często odczuwamy, że przyjaciele też są już inni.
Wielcy Mędrcy starożytnych czasów przyrównywali w przenośni życie do jednej z takich podróży. Uczniom mówili, że są na ścieżce lub na drodze do poznania tak samo jak i oni sami. My też przechodzimy poprzez taki proces jako individuum, lub społeczeństwo już tysiące i tysiące lat.
Już długo jesteśmy w podróży. Czasami zmęczeni, czasami natchnieni naszymi zwycięstwami w pokonywaniu przeszkód na drodze, odkryciami, jaki jest nasz własny wewnętrzny potencjał i zewnętrzne możliwości. Jesteśmy miło zaskoczeni, że ciągle zostaje dużo do odkrycia, a jesteśmy przerażeni kiedy czasami wracamy, słabo przygotowani, kiedy ginie cel naszej podróży…
ADAM LIZAKOWSKI:
Życie jak podróż, podróże jak życie różnie się układają
są romantyczne i szalone, czasem przez nie
nie chce się spać ani jeść, serce przepełnia radość,
mogą być drogą do poznania czegoś nowego,
początkiem nowego wiersza, znajomości, miłości,
albo przykrym obowiązkiem, bez celu lub zdobyciem
nowych doświadczeń – podróże kształcą mawiali starożytni,
to zmysłowa przyjemność lub fizyczny lęk przed nieznanym,
one nadają sens ludzkiemu istnieniu, przenikają tajemnicę…
poznania – odłożył książkę – za oknem wagonu dworzec
Katowice – do przedziału wsiadła młoda, piękna dziewczyna,
wyrzeźbiona w marmurze, oczy wbiła w książkę o zarządzaniu,
to dla mnie za trudne – poczuł jak kurtyna płomieni wyrasta
pomiędzy nim a nią zanim coś z tego zrozumie ona z marmuru,
on z krwi, książka z drzewa zamienią się w popiół.
Lipiec 1, 2011 o 12:53 pm
Zachwycają mnie Twoje fotografie. Podziwiam zacięcie podróżnicze. Podziwiam szczerze, bo sam nienawidzę.
Sierpień 11, 2011 o 8:23 pm
Dziękuję.
PS. Nienawidzisz podróżować, czy też robić zdjęć? ;)
Sierpień 13, 2011 o 3:06 pm
Rozumiem, że już wiesz.
P.S.
Fotografować lubię, ale nie jest to moja pasja. Doceniam bardzo talent u innych.
Wrzesień 5, 2011 o 5:16 pm
wow.. kłaniam się nisko.
Wrzesień 22, 2011 o 12:02 pm
Amicusie, blog czytam od niedawna. I tyleż mnie zachwyca (płaskie słowo?), co obezwładnia. Trudno znieść tak niezwykłą przenikliwość i analityczność umysłu. I to ‘pióro’, lekkie, nie przegadane, trafiające w cel bez epatowania możliwościami intelektualnymi.
Pozdrawiam
Październik 5, 2011 o 10:16 am
Jesteś bardzo odpowiedzialny za słowa. Cały czas pozostaję pod ich ogromnym urokiem („urok” nie jest złym słowem, ponieważ Twoje teksty są pięknie złożone) – To dla mnie UCZTA duchowa i estetyczna – bardzo, bardzo się cieszę, że odnalazłam Twój blog. Daje mi on ogromne UKONTENTOWANIE – niech to słowo wyrazi właściwie mój zachwyt.
Proszę, byś czuł, że zachwyca mnie Twoja wrażliwość, humanistyczna pasja i także to, że jesteś dziedzicem renesansu, w najlepszym tego określenia znaczeniu. Nie generuję pochwał z grzeczności, tylko z potrzeby… chyba umysłu, który, w tym wypadku, dominuje nad sercem (chociaż bije ono szybciej, od kiedy odkrywam TO, co niosą Twoje strony).
Twoje fotografie – moje oczy – pewnie wiele osób myśli, że ująłeś ich postrzeganie. Bardzo sobie pochlebiam, ponieważ fotografuję na poziomie podstawowym. Nie inwestuję w dobre aparaty ale, kiedy patrzę… to widzę. Dzięki, że Ty to tak rewelacyjnie wyrażasz. Twoje uporządkowanie mobilizuje mnie do porządkowania także. Robię to właściwie stale, ale, czuję, że można osiągać znacznie lepsze efekty. Najlepszym katalizatorem jest kontakt z kimś takim, jak Ty. Świetnie wyraziłeś swoje skłonności polemiczne i ich celowość. To niezwykle przyciąga mnie do Twojego bloga (Twego typu umysłowości).
Podniecające jest „rozkruszanie” (weryfikacja?) „przyzwyczajeń”, skostniałych znaczeń – dzięki za prowokacje. Pisząc, że odsłaniasz mi nowy wymiar, daję znać, że myśleć czynnie jest sprawą cudną, a Ty nie pozwalasz „przycupnąć” i pobyć na jałowym biegu. Dzięki!
Coś jest na rzeczy, że nie wpadam do innych blogów, a od Twego zaczynam dzień. Jeszcze długo będę Ci dziękować za (?)… wszystko(!), czyli za cud uruchomienia do myślenia. Z naszego kontaktu wynika dla mnie samo dobre – niezwykle dużo się o sobie dowiaduję.
Styczeń 11, 2012 o 12:53 pm
masz niesamowite „pióro” – kto dzisiaj takowe używa??? ….
wiesz, to jest tak, ze dopiero na emigracji czuje sie ta slabosc do przeszlosci, dziecinstwa, rodzinnych miejsc, etc…. mysle, ze nasi rowiesnicy, ktorzy zostali w Polsce tego uczucia nie znaja…. wiesz dobrze o czym mowie….. no i u ciebie sie czuje Tuwima, czy Szopena … w twoim pisaniu… ta slabosc w strone tego co gdzies zostalo…. idealizowanie tego swiata, ktory zostal z boku .. … beztroski pewnie….. …a poza tym…. poniewaz malo czasu mamy w swoim zyciu… dajesz pomysly na to co warto zobaczyc, przeczytac, czy obejrzec… dzieki.
Marzec 1, 2012 o 8:25 am
Od dawna, z własnej woli, wraz z mężem śledzimy wszystkie Pana dokonania. Jesteśmy niezmiennie zachwyceni wszystkim co Pan prezentuje, zarówno niezwykle interesującą tematycznie jak i perfekcyjną pod względem technicznym fotografią (ostatnio wspaniałe Dzieci Kambodży), a także słowem pisanym, niezależnie czy są to recenzje filmowe czy omówienia literackie. To jest prawdziwa uczta dla duszy, zarówno ze względu na dobór tematów jak i wnikliwą analizę, ogromną wiedzę, erudycję ido tego jeszcze wspaniałą polszczyznę. To się po prostu chce czytać. W swojej ocenie nie jesteśmy odosobnieni, o czym świadczą chociażby liczne komentarze pojawiające się zawsze pod każdym nowym wpisem w Pana blogach.
Czytam je wszystkie od deski do deski z ogromnym zainteresowaniem. Osoby piszące są, najczęściej, z tej samej półki co autor, dlatego ich komentarze stanowią ciekawe dopełnienie i urozmaicenie. My sami nie mamy żyłki blogera
i nie lubimy udzielać się na forum. Także nie czujemy się na siłach wypowiadać na większość poruszanych tematów, no może poza filmami i literaturą popularną. Zresztą nasze komentarze byłyby zupełnie nieoryginalne, bo w zasadzie ograniczałyby się do samych komplementów pod adresem autora. A z całą pewnością zależy Panu przede wszystkim na ciekawej dyskusji i polemice, w której, co prawda tylko w roli kibica, zawsze Panu sekunduję. A czasem napięcie rośnie, zwłaszcza jak się trafi jakiś zapatrzony w swoje ego megaloman. W każdym razie pozostajemy Pana wiernymi czytelnikami i oglądaczami, co czynimy z wielką przyjemnością i mamy nadzieję, że nie ma Pan nam tego za złe, że się nie uaktywniamy na forum. Za to propagujemy Pana blogi wśród rodziny i naszych znajomych.
Marzec 30, 2012 o 2:48 pm
W poszukiwaniu informacji na temat mitu Narcyza, natknąłem się na pana bloga. I choć była druga w nocy, to pozostałem i czytałem, to co pan opublikował. Muszę panu się przyznać, że powaliła mnie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście, tematyka pana poszukiwań, zainteresowań. Odnajduję tam wiele rzeczy, wiele treści, które z pewnością będę analizował i do których będę powracał. Pozwoli Pan zatem, że zostanę pana wiernym czytelnikiem.
Dziękuję bardzo panu za tego bloga.
Kwiecień 4, 2012 o 10:42 am
Na blogu, w mailu, czy poprzez gg pokazuje się tylko część siebie, wydziela się siebie innym z braku innej możliwości lub z wyboru – fragmentarycznie.
Nie usłyszysz prawdziwego brzmienia wypowiadanych słów, nie dojrzysz płynnego przepływu mimiki twarzy, widząc jedynie zdjęcie z wystudiowaną miną, pomyślisz co najwyżej “urocza”, pomyślisz “gbur”, Nie zobaczysz co ukrywa się zaledwie kilka centymetrów poza wymuskanym kadrem zdjęcia, nie zrozumiesz czemu ktoś coś tak bardzo ceni a od czegoś innego tak stroni, czemu to i tamto wywołuje takie reakcje, póki nie poznasz człowieka twarzą w twarz i nie posłuchasz co i jak mówi.