*
*
początek
Wszystkie początki były już na początku wszystkiego.
* * *
spójnik
Wszystko i nic.
Czy rezygnacja z „albo” rzeczywiście uwalnia od radykalizmu?
* * *
ból
„Nic” nie może nas boleć
* * *
(nie)istnienie
„Nic” nie istnieje
Wszystko istnieje, ale też nie wszystko istnieje (czyli: nie istnieje wszystko, tylko to wszystko, co istnieje)
* * *
czas
Wszystko już było i wszystko będzie.
„Nic” nie ma czasu – czyli „nic” nie ma przeszłości ani przyszłości (a tym bardziej teraźniejszości).
* * *
pomiędzy
Wszystko mieści się pomiędzy tak i nie.
Nic (nie) mieści się nigdzie.
* * *
nihilista
Nihilista – człowiek niekulturalny (źle wychowany, metafizyczny nic-poń?)
* * *
bóg
Nic nas nie może zbliżyć do boga, ani od boga oddalić.
Podobnie jak wszystko…
* * *
ps
Z tego co widzę, nic jest zaskakująco (zatrważająco?) blisko wszystkiego (a tym samym: wszystko niczego).
* * *





Styczeń 21, 2012 o 2:46 am
Ja też się bawiłem kiedyś w takie formy
Czas
Czas ucieka
Czyżbym był aż tak nietowarzyski?
Styczeń 21, 2012 o 7:38 am
No właśnie – dlaczego czas ucieka, skoro nic go nie goni?
W każdym razie nie można uciec przed czasem.
PS. Niewykluczone, że jesteś jednak bardziej towarzyski ode mnie.
Styczeń 21, 2012 o 3:21 am
Czy to mały spleen’ik po-podróżny? Duchowy wymiar przedsięwzięcia musi być niebagatelny.
Nie(istnienie) to początek i koniec (?), później ból (nie)koniecznie, pomiędzy czas – wielki nic(poń) i żartowniś, i nie(bliski), nie(daleki) bóg w całej tej podróży…
Styczeń 21, 2012 o 7:40 am
Może żart, może zabawa, może eksperyment-próba nie pozbawiona powagi…?
A wszystko w spleenie?
Byle tylko nie w malignie ;)
I żaby jednak nie wyjść na nic-ponia… :)
PS. Podróż może przewrócić (nasz) świat na nice, ale i pozwala dokopać się do sedna.
Spleen bywa produktem ubocznym, tak jak pewien rodzaj spełnienia… które czasem przechodzi w niedosyt, po którym znowu mamy czego dość (jednym słowem: taka metafora życia).
Styczeń 21, 2012 o 5:22 am
U Maraiego w Dzienniku natrafiam na równie celne sformułowania przemyśleń. Nie ma nic banalnego w tym, że nieustannie ujmuje się w słowach odczuwanie czasu.
Styczeń 21, 2012 o 7:39 am
Może przemyślenia, może zabawa ze słowem? Może jedno i drugie?
W każdym razie, nawet bawiąc się słowem można trafić w sedno, albo dotknąć jakiejś (nieoczekiwanej) prawdy. Może tylko przeczucia?
Styczeń 21, 2012 o 1:39 pm
Nic nie ma prawa boleć, bo niczego niema ? Faktycznie ;) może powinnam oderżnąć sobie palec i sprawdzić – oczywiście wcześniej nastawiając się odpowiednio “umysłem” . Tylko nie wiem jaki sens skoro rzekomy, szanowny umysł też nie istnieje …
Styczeń 21, 2012 o 2:46 pm
Palca radzę jednak nie odrzynać (bo wprawdzie go już nie będzie, ale zostanie ręka, która będzie boleć ;)
Ale do rzeczy:
ja nie napisałem, że niczego nie ma, tylko że “nic” nie istnieje (i ten cudzysłów jest kluczem do zrozumienia moich słów).
Mało tego: napisałem wręcz, że wszystko (co istnienie) istnieje ;)
(przecież to – przyznaję, trywialna nawet – oczywistość)
Styczeń 21, 2012 o 3:53 pm
Faktycznie :) ten … cudzysłów . Nie palca nie ;)
Styczeń 21, 2012 o 4:01 pm
Dawno, dawno temu – istniało “nic” co istnieć miało. “Dawno, dawno temu” nie istniało bo przedtem było “nic” co nad nim dumało.
Pozdrawiam serdecznie :)
Styczeń 21, 2012 o 4:08 pm
Nie wiem, czy “nic” może dumać.
Ale my na pewno nad “nic” czasem dumamy.
(Nie piszę nad “niczym”, choć i to się przecież zdarza ;) )
Styczeń 21, 2012 o 4:25 pm
Można się zagotować i przepaść w oceanie nicości . Kurcze nawet poeci i bajkopisarze nigdy nie poradzili sobie z “nic” . Bardzo lubię film i książkę ; Niekończąca się opowieść. Pierwszy raz oglądając miałam nadzieję, że doświadczę staniu nic – ości . No i właśnie o te “ości” chodzi – trzeba bardzo uważnie spożywać każdą “rybę” ;)
Styczeń 21, 2012 o 5:56 pm
“…nawet poeci i bajkopisarze nigdy nie poradzili sobie z „nic” .
Pewnie dlatego, że nie można sobie poradzić z tym, czego nie ma ;)
Styczeń 21, 2012 o 4:52 pm
Cioran kiedyś napisał:
“Nie można nic powiedzieć o niczym. Dlatego można pisać książki o wszystkim.”
Styczeń 21, 2012 o 5:55 pm
Napisał też coś takiego:
“Wszystko jest pozorem – ale czego? Niczego.”
Styczeń 22, 2012 o 3:44 am
Czy ten wyjazd do Azji, tak ciebie filozoficznie nastroił. Czy odkryłeś, że nie tylko “biały człowiek” pracował nad cywilizacją Ziemian ? :)
A jak ten CZAS porównamy do KOSMOSU, to dopiero będzie NIC. ! ;)
Styczeń 22, 2012 o 8:05 am
“Czy odkryłeś, że nie tylko „biały człowiek” pracował nad cywilizacją Ziemian?”
Jula, ja to podejrzewałem od dawna ;)
Styczeń 22, 2012 o 3:57 am
“Nic nie może nas boleć”. Nie zapominajmy jednak o bólach fantomowych ;-)
Pozdrawiam,
czara
Styczeń 22, 2012 o 8:06 am
Lepiej jednak byłoby zapomnieć, bo to przecież nic innego, jak urojenia :)
Styczeń 22, 2012 o 2:11 pm
Chciałabym na powitanie zamieścić jakiś mądry komentarz, ale tak bardzo mnie onieśmielasz. Pozwól więc, że NIC nie napiszę. :)
Styczeń 22, 2012 o 3:47 pm
Wszystko, tylko nie onieśmielenie! :)
(Ja uważam, że we mnie nie ma NIC, co mogłoby onieśmielać ;) )
Styczeń 22, 2012 o 6:59 pm
Ciągnie Cię w stronę filozofii Amicusie? Jakoś mnie to nie dziwi :)
Chętnie dorzucę jakieś frapujące, równie dobrze brzmiące sformułowania, np:
- “Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”
to tytuł pracy habilitacyjnej filozofa J. Wojtysiaka, prof.KUL-u – za którą zresztą podobno otrzymał ministerialną nagrodę;
- nie może istnieć nic bez żadnej racji – G.W.Lebniz
albo słynne paradoksy greckiego filozofa Gorgiasza:
- nie ma nic
- gdyby nawet coś było to i tak byłoby niepoznawalne
- gdyby nawet było poznawalne, to i tak wiedzy o tym nie udałoby się przekazać
A u Ciebie Amicusie, jak zwykle – interesująco, gwarnie i miło :)
Styczeń 23, 2012 o 6:44 pm
Witam Cię Salino pięknie w nowym roku :)
- „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” to oczywiście słynne pytanie Leibniza, który sformułował to tak: “Dlaczego istnieje coś, zamiast by raczej nic nie istniało, zaważywszy, że nic jest łatwiejsze niż coś?”
I oczywiście dał na to odpowiedź nawiązując do Pierwszej Przyczyny, czyli Boga.
A ja nie jestem jednak przekonany co do tego, że jakikolwiek byt musi się domagać racji swojego istnienia. Być może celem (sensem) istnienia czegokolwiek jest samo istnienie?
Przy czym, to że nie potrafimy przeniknąć (poznać, zrozumnieć) sensu naszego istnienia (czy też istnienia jakiegokolwiek bytu), nie oznacza, że tego sensu nie ma.
A co istnienia, czy też raczej nie istnienia niebytu?
Ktoś kiedyś napisał (chyba jednak zabawnie): “Niebyt, to właśnie taki Święty Mikołaj ontologii. Wiele się o nim rozprawia, wiele mu się przypisuje. A on? A on nie istnieje!”
Pozdrawiam.
Styczeń 24, 2012 o 5:54 am
Skoro mówisz, że “nie jesteś przekonany, że jakikolwiek byt musi domagać się racji swojego istnienia” to chyba można uznać, że uznajesz światopogląd scjentystyczny (naturalistyczny) bądź humanistyczny, w każdym razie nie teistyczny – czy prawidłowo rozumuję?
Jak zapewne się domyślasz, ja na odwrót :) I raczej w zgodzie z maksymą: “każdy ma światopogląd, nie kazdy uprawia filozofię” ;)
Zaskoczyłeś mnie potraktowaniem serio samego pytania “dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” Najczęściej uznawane jest za zabawny przyczynek do sympatycznych żartów, np po wykładzie, na widok pełnego przysmaków szwedzkiego stołu: “ooo, dziś jest raczej coś niż nic” albo “dziś jest coś niecoś” :)
Wzajemnie i z życzliwością wielką – ukłony :)
Styczeń 24, 2012 o 8:01 am
Salino, napisałem, że nie jestem przekonany, że “jakikolwiek byt musi domagać się racji swojego istnienia”, co nie znaczy, że ta racja nie istnieje ;)
Po prostu: byt wcale nie musi się jej domagać :)
Jeśli już o tym mówimy: ja wcale nie twierdzę, że uznaję światopogląd scjentyczny (naturalistycznym, materialistyczny). Ani też teistyczny. Uważam, że nie dysponuję wystarczającymi przesłankami (informacjami, wiedzą,… ale też i wiarą) by jednoznacznie opowiedzieć się za którymś z tych światopoglądów i uznać go za własny. Można to od biedy nazwać sceptycznym agnostycyzmem.
Choć, jeśli mam być szczery, to przychylam się jednak do poglądu, że jednak istnieje jakaś “Idea Nadrzędna”, która wszystko (chodzi o nasz Wszechświat) wprawiła w ruch (stworzyła?) i wszystkim kieruje (nawet jeśli to “wszystko” dzieje się teraz “samoistnie”, zgodnie z jakimś Nadrzędnym Planem). Ale do tego raczej nie prowadzi mnie wiara, tylko obserwacja i refleksja nad… co tu kryć – “cudownością” tego, co istnieje – nad stopniem złożoności i sposobem funkcjonowania całego Wszechświata.
Innymi słowy: trudno mi uwierzyć w “przypadek” jako przyczynę sprawczą zaistnienia (choćby) życia na Ziemi, jak również w żywiołową, kierowaną też TYLKO przypadkiem i “ślepymi” prawami ewolucję (choć oczywiście, ewolucyjny rozwój życia na Ziemi jest dla mnie faktem, który przyjmuję do wiadomości, i w który nie wątpię – to jest zresztą sprawa wiedzy a nie wiary).
No ale może dosyć tej filozoficzno-światopoglądowej ekshibicji ;)
A dlaczego mam nie traktować serio pytania „dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” skoro łamały sobie nad nim głowy największe ludzkie umysły (i to nie tylko sam genialny Leibniz), a jeszcze i dzisiaj pisze się na ten temat prace habilitacyjne (wspomniany przez Ciebie prof. KUL-u J. Wojtysiak), za które zresztą otrzymuje się ministerialne nagrody? ;)
Styczeń 24, 2012 o 10:10 am
Hej! Nie ma to jak znalezc sie we wlasciwym miejscu, we wlasciwym czasie. Wszystko wtedy zaczyna wygladac jakos inaczej :-).
Pozdrawiam Amicusie i ciesze sie, ze “wrociles”.
Styczeń 24, 2012 o 8:46 pm
Cześć miziole,
Twoja radość cieszy i mnie ;)
Luty 3, 2012 o 9:52 pm
Kiedy wymawiam słowo Nic,
stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie
W. Szymborska (z wiersza “Brak”)